Zło, czyli koszmary małego miasteczka

Tytuł: Zło

Autor: Mariusz Zielke, Artur Nowak

Wydawca: Od Deski Do Deski

Gatunek: sensacja

Data wydania: 27.03.2019

Liczba stron: 368


Zło to już druga i kolejna zarazem po Dobrym Mieście książka Mariusza Zielke, w której odchodzi od wielkich afer z pierwszych stron gazet w kierunku bardziej kameralnej, a przez to nieraz drastyczniejszej, codzienności polskiej prowincji. W tym przypadku od razu wypada podkreślić, że będzie wręcz bardzo drastycznie, co w zasadzie dobrze komunikuje krwista okładka. Być może duża w tym zasługa współautora, czyli Artura Nowaka, który zasłynął ze słynnych reportaży odsłaniających prawdę o pedofilii w kościele katolickim? Trzeba przyznać, że obaj autorzy stworzyli naprawdę piorunującą mieszankę.

Znany adwokat Tomasz Mauer przenosi się z rodziną do małego miasteczka – trochę, żeby uciec przed demonami przeszłości, trochę może, by odnaleźć upragniony spokój. Oczywiście, ani pierwsze, ani też drugie z życzeń nie mają prawa się spełnić. Historię jego kariery poznajemy w stopniowo odsłanianych, często zupełnie mimochodem, wyznaniach. W ogóle sama konstrukcja powieści pozostaje dość przewrotna, bo już na samym początku dowiadujemy się, że nasz bohater wyciągający wcześniej zza krat wielu przestępców i niewinnie oskarżonych, sam trafia za więzienne mury. Dalszy ciąg jest opowieścią o tym wszystkim, co wydarzyło się wcześniej. No, właściwie nie o wszystkim, bo dobra opowieść to przecież taka, która właśnie nie zdradza wszystkiego. Dowiadujemy się zatem, że prawnik trafił na listę płac miejscowego biznesmena, który dzierży nad miastem niemal feudalną władzę.

To jednak nie koniec sensacyjnego wątku fabularnego. Dlaczego w mieście co jakiś czas giną kobiety/. Czy ma to coś wspólnego z tragiczną historią pewnej szkolnej wycieczki sprzed lat? Na dodatek Tomasz Mauer ma zostać adwokatem niejakiego Jania Wiśniaka, którego dziesięć lat wcześniej zamknięto w szpitalu psychiatrycznym za zbrodnię, której właściwie nie popełnił… Atmosfera gęstnieje, czytelnik zaczyna odczuwać czające się gdzieś zło. A może to zło, jak piękno w oku patrzącego, ukrywa się właśnie w czytającym?

To ostatnie pytanie naprawdę sprawiło, że lektura nie była z pewnością przyjemna. Ta świadomość, do jakiej podłości zdolni są przedstawiciele gatunku homo sapiens, nie opuszczała mnie do samego finału, który z pewnością okazał się jednym z najlepszych zwrotów akcji, jakie w polskiej literaturze wymyślono. Jakże to dobrze napisano! To nie jest pisarska sztuczka typu “a na końcu okaże się, że jest inaczej niż myślałeś, bo nie znałeś przecież wszystkich szczegółów”. To raczej zagrywka w rodzaju “jak ja mogłem na to nie wpaść!”. Jednak w tym rzypadku znakomicie broni się również całość, a nie tylko sama końcówka.

Post Author: Krzysztof Maciejewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.