Stranger Things – 12 lat wcześniej…

 

 

 

 

 

Tytuł: Mroczne umysły

Autor: Gwenda Bond

Gatunek: SF

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Data wydania: 24 kwietnia 2019

Liczba stron: 350


Tak, tu są pewne spoilery…

 

 

 

O tym, że jestem fanem serialu Stranger Things nie będę nikogo przekonywał – może wystarczy zresztą rzucić okiem na mój wpis z 8 stycznia 2019 roku, w którym notabene zapowiadałem właśnie tę książkę. Mroczne umysły Gwendy Bond przenoszą nas znów do sennego nieco miasteczka Hawkins kilkanaście lat przed rozpoczęciem akcji pierwszego sezonu kultowego serialu. Moja radość wynikała nie tylko z faktu, że poznamy nieco więcej szczegółów, ale również stąd, że książkowe wydanie może przysporzyć kolejnych fanów serialowi. Cóż, o ile rzeczywiście poznajemy w Mrocznych umysłach sporo nowych elementów układanki, to jednak moje nadzieje na popularyzację Stranger Things w gronie nieprzekonanych zostały rozwiane.

Wiele fragmentów książki rzuca nieco nowego światła na historię Jedenastki – a przede wszystkim jej matki. To z jednej strony siła, a z drugiej pewna słabość tej książki. Wszak od początku wiemy, jak się to wszystko skończy – dziecko Terry Ives, głównej protagonistki Mrocznych umysłów trafi pod opiekę złowrogiego Martina Brennera, a ona sama zmieni się w warzywo powtarzające jak mantrę tajemnicze (dla widzów serialu już niekoniecznie) słowa: oddychaj, słonecznik, tęcza, trzy w prawo, cztery w lewo, czterysta pięćdziesiąt… Tu znów wypada kwestię opatrzyć wyjaśnieniem – być może trzeci sezon Stranger Things kolejny raz zmieni sposób spojrzenia na tę bohaterkę…

Książka nie jest zła. Ona jest po prostu bardzo… zwyczajna. Mocno osadzona w epoce “dzieci kwiatów”, trwającej wówczas wojny w Wietnamie. Bohaterowie, czyli młodzi ludzie z różnorakimi talentami psychicznymi, pokazani są jako zupełnie zwyczajne jednostki, nawet najbardziej obdarzona z nich i ponoć najinteligentniejsza Terry, nie za bardzo przekonuje do swojego intelektu. Jednocześnie Martin Brenner, którego w serialu świetnie gra Matthew Modine w książce wyrasta na trochę karykaturalnego geniusza zła.

Pierwsza część książki stanowi dość przydługie preludium do właściwej akcji, czyli prób wyprowadzenia w pole naukowców z rządowego ośrodka badawczego. Trzeba przyznać, że te fragmenty trzymają w napięciu. No, trzymałyby, gdyby dało się zapomnieć o oddychaj, słoneczniku i tęczy. Mam jednak pewne obawy, że czytelnicy, którzy nie znają serialu, mogą do tych ciekawszych fragmentów po prostu nie dotrwać. Być może początek zostanie jeszcze trochę podredagowany – ja miałem do czynienia z egzemplarzem recenzenckim przed redakcją i korektą.

I na koniec trochę nie na temat – w tzw. prebookach bardzo często wydawnictwo ostrzega, że nie jest to ostateczna wersja, która trafi do sprzedaży. Mogę tylko powiedzieć, że nie zazdroszczę redaktorowi, a jeszcze bardziej korektorowi – szczególnie ten ostatni powinien zostać sowicie opłacony.

Post Author: Krzysztof Maciejewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.