Proś o wybaczenie… i o kolejne tomy!

Autor: Melinda Leigh

Tytuł: Proś o wybaczenie

Gatunek: sensacja

Wydawca: Editio

Data wydania: 31 lipca 2019

LIczba stron:


Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale jest chyba coś takiego w pierwszych tomach serii, co przywołuje na myśl młodzieńcze fascynacje nowymi lekturami. Te czasy, gdy absolutny mrok spowijał przygody muszkieterów, rozbitków na Tajemniczej Wyspie, czy losy młodego czarodzieja (tego z Archipelagu, albo Hogwartu, niepotrzebne skreslić). Oto wkraczaliśmy w świat nam nieznany, ale z jakimś podskórnym oczekiwaniem, że zagościmy w nim na dłużej. Im człowiek robi się starszy, tym więcej rozczarowań na prawie czystej statystyki, ale jednak “nadzieja drzemie w głupim sercu”. Tak było z moim podejściem do pierwszego tomu cyklu o prawniczce Morgan Dane autorstwa Melindy Leigh. Tym większa niewiadoma, że i pisarki mogdy wcześniej nie miałem okazji poznać.

Nasza bohaterka jest sztandarowym przykładem “kobiety po przejściach”. Jej ukochany mąż ginie na misji w Iraku zostawiając ją z trzema małymi córeczkami. Megan powraca do rodzinnego miasteczka, by ułożyć sobie zycie na nowo, co nie jest łatwe, bo wciąż tęskni za mężem. Jednak początkowo wszystko wskazuje na to, że los tym razem będzie jej sprzyjał. Otrzymuje propozycję pracy w prokuraturze, kiedy nagle na miasto spada koszmar. Okrutne zabójstwo nastolatki, podejrzenia policji kierujące się na młodego sąsiada Megan, szachowego partnera jej ukochanego dziadka. W zasadzie tylko nasza prawniczka ma wątpliwości co do jego winy, na tyle poważne, że postanawia bronić go w sądzie…

Sam nie wiem, czy to ta małomiasteczkowa atmosfera, czy też raczej ciekawy rys obyczajowy sprawiły, że powieść Melindy Leigh naprawdę przypadła mi do gustu. Jeżeli miałbym jakoś porównać jej pisanie do innej autorki, co robię z pewnym wahaniem zdając sobie sprawę, że mogę w ten sposób zarówno zachęcić, jak i zniechęcić, to jednak dość mocno nasuwa się skojarzenie z Camillą Läckberg. Niewielka społeczność, w której wszyscy się znają, dość okrutne opisy morderstw zrównoważone mocnym naciskiem na perypetie uczuciowe bohaterów. To jest właśnie ten klimat. Może w przypadku Amerykanki mroku jest nieco więcej.

Scarlett Falls okazało się zatem światem, do którego warto będzie powrócić. W tej chwili wydano w USA bodajże piątą powieść o Morgan Dane, a miasteczko jest oprócz tego miejscem akcji innej serii autorstwa Melindy Leigh. Istnieją więc spore szanse, że jeszcze tam zawitam przy okazji kolejnych wizyt. Sądzę, że nie tylko ja.

 

 

 

Post Author: Krzysztof Maciejewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.