Pierwsze koty, ostatnie posługi – czyli Kociarz

 

 

Autor: Kristen Roupenian

Tytuł: Kociarz

Wydawca: Muza

Gatunek: horror

Data wydania: 24 kwietnia 2019 r.

Liczba stron: 320


Jedną z najbardziej podstawowych umiejętności krytyka literackiego, recenzenta czy nawet zwyczajnego pasjonata dzielącego się wrażeniami z lektury, jest zdolność do wyłączania uwagi. Czy będzie chodziło o głośną akcję promocyjną, czy też tylko o grożący spoilerami opis na tylnej stronie okładki, zawsze lepiej powstrzymać ciekawość, która może ukierunkować nasze pierwotne odczucia. Czasami niestety złowrogi spoiler ukrywa się w samym tytule – zawsze przytaczam tu do Niemieckiego bękarta Camilli Läckberg, Na szczęście w przypadku Kociarza podchodziłem z czystym umysłem, wiedząc tylko że tytułowe opowiadanie rozeszło się po sieci niczym marketing wirusowy. Myślę, że dzięki temu nastawieniu (a w zasadzie jego braku) udało mi się wynieść z lektury znacznie więcej przyjemności.

Debiutancki zbiór opowiadań Kristen Roupenian zadedykowany został matce pisarki, Carol Roupenian, która
“nauczyła mnie kochać to, co mnie przeraża”. W jednym z wywiadów Kristen przyznała, że jej rodzicielka jest wielką miłośniczką literatury grozy ze szczególnym uwzględnieniem prozy Stephena Kinga. Późniejsza autorka Kociarza już jako małą dziewczynka wykradała z matczynych półek różne pozycje niekoniecznie przeznaczone dla dziecięcych oczu. Te inspiracje są wyraźnie widoczne, ale zainteresowania Kristen Roupenian nie ograniczają się standardowej listy książkowych potworów. Wręcz przeciwnie. Mimo że te utwory bez wątpienia przynależą do gatunku horroru i opisują ludzką potworność, to jednocześnie traktują przede wszystkim o miłości i pożądaniu. To uczucia właśnie zmieniają nas w potwory, a ukryte przerażenie objawia się w codziennym życiu. W odróżnieniu od innych pisarzy sławiących seryjnych morderców czy socjopatów, pisarka mówi wyraźnie: potworami jesteśmy my wszyscy. Nie tylko podrywacze, dziwkarze czy ich żeńskie odpowiedniki, ale także ich ofiary, nieśmiałe i tchórzliwe.

To nie wspomniany Stephen King przyszedł mi do głowy w trakcie lektury Kociarza, ale niejaki Ian McEwan, a szczególnie jego wczesne utwory, choćby te zebrane w zbiorze Pierwsza miłość, ostatnie posługi. Właśnie tamte opowiadania ze swoistym uwielbieniem dla ludzkich aberracji również pochylały się nad emocjami wiodącymi na zatracenie. U Roupenian nie ma być może mowy o facecie zakochanym w manekinie, ale manekinami jesteśmy wszyscy. Uczucia zmieniają nas w inne osoby, kierując naszymi poczynaniami z misternym wdziękiem lalkarza, który nawet na moment nie odkrywa swojego oblicza. Bo to nie on jest potworem, tylko my.

Język Roupenian w odróżnieniu od McEwana pozbawiony jest ozdobników, chwilami wręcz lakoniczny. Kryje się w nim jednak drugie dno – zupełnie jakby pisarka posługiwała się tajemnymi słowami bujającymi się na neuroprzekaźnikach, najbardziej pierwotną mową myśli. Jej późny debiut ze wszech miar godny jest uwagi.

Post Author: Krzysztof Maciejewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.