Pamiątka musi być

wpis w: CIEKAWOSTKI | 0

Spacerując dziś po rozległych terenach i labiryntach szpitalnych korytarzy, zauważyłem interesującą tabliczkę ze strzałką. Na tejże (tabliczce, nie strzałce) widniał napis „Sklep z pamiątkami”. W pierwszej chwili uznałem, że to jednak przesada, nie chodziłem w końcu po muzeum lub średniowiecznym zamku po restauracji (po restauracji zresztą też nie chodziłem). Ostatecznie jednak ciekawość wzięła górę.

Chciałbym podzielić się z Wami zdjęciami z tego fascynującego miejsca, lecz niestety jest to niemożliwe. Prawie wszędzie w widocznych miejscach wiszą tu zakazy fotografowania. Właściwie nawet ta fotka, która towarzyszy temu akapitowi, została wykonana z naruszeniem prawa. Być może grozi za to wyprawa do Guantanamo. Albo przynajmniej do Plewek.

To miejsce zresztą działa na mnie w dziwny sposób, powiedziałbym, że… bipolarny. Chwilami ogarnia mnie uniesienie, czuję wówczas, że wszystkie ścieżki przede mną rozjaśniają się, czy może raczej łapią ostrość. Jestem przekonany wówczas, że doskonale wiem, co będę robić niebawem, snuję plany, nawet ewentualne przeszkody, które umiem sobie zwizualizować, zbywam błyskawicznymi strategiami pędzącymi w mojej głowie. Ale znów przychodzą momenty totalnego załamania, powraca niemoc i przekonanie o nieuniknionej przegranej. No i o tym, zwłaszcza o tym, że ludzie najbliżsi mnie zranią, że cały świat uświadomi sobie, jakim jestem nieudacznikiem, który tylko udaje pisarza, dziennikarza, fotografa, czy w ogóle myślącego człowieka. Wtedy kulę się jak ten przygarnięty pies widzący uniesioną, ludzką rękę, który nie oczekuje, że ktokolwiek chciałby go pogłaskać.

Ale dość dygresji, jak wspominałem, nie udało mi się zrobić zdjęć w szpitalnym sklepiku z pamiątkami. Postaram się więc jak najlepiej opisać słowami to, co zobaczyłem.

Na pierwszym planie były różne gadżety reklamujące placówkę – no wiecie – kubki, magnesy, pocztówki. Standard. Jednak w pewnym momencie ujrzałem coś, co wzbudziło moją ciekawość… Wyglądało to jak… zmumifikowane kikuty ludzkich nóg i rąk. Gdy zwróciłem się z pytaniem o te przedmioty do korpulentnej sprzedawczyni, ona potwierdziła moje przypuszczenia. Okazuje się, że roczne budżety szpitalne wynegocjowane z NFZ zmusiły zarząd placówki do poszukiwania nowych źródeł zarobku. Na półce poniżej znajdowały się różne narządy wewnętrzne w słoikach (tak, wiem, że skoro były w słoikach, to musiały być wewnątrz słoików, ale wiadomo, o co chodzi). Moją uwagę przykuły potem ciekawe wzory naszyjników z kamieni. Tyle że nie były to wcale kamienie, ale zęby, dla niepoznaki pomalowane na różne kolory. Jeszcze obok leżały narzędzia chirurgiczne, na pierwszy rzut oka wyglądające na używane. Kobieta za ladą uspokoiła mnie, że to tylko farba. A w każdym razie próbowała mnie uspokoić. Na koniec zauważyłem, że w samym rogu na podłodze leży coś, co niechybnie zostało zrzucone przez któregoś z poprzednich klientów. Podniosłem to i okazało się, że były to sztuczne psie siki. Ale sprzedawczyni powiedziała, że nie mają tego w asortymencie…

No dobrze, ostatnie zdania były jazdą po bandzie, chociaż może niektórzy rozpoznali je jako cytat z pewnego filmu. Żartowałem. Wcale tam nie poszedłem. Ale sam sklep z pamiątkami wcale nie jest wymyślony.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.