Niepełnia, czyli kryminał wielowarstwowy

Autorka: Anna Kańtoch

Tytuł: Niepełnia

Wydawca: Powergraph

Gatunek: sensacja

Data wydania: 29 września 2017

Liczba stron: 232


Na początek ciekawostka. Jeżeli będziemy wpisywać tytuł tej książki w Google, to jako pierwsza podpowiedź pojawi się nam fraza “niepełnia o co chodzi”. Myślę, że jest to prawdziwy komplement dla autorki, która od samego początku zapowiadała, że chce napisać kryminał nieoczywisty. Nieoczywisty faktycznie wyszedł, ale czy to kryminał? Tylko w myśl tej samej zasady, która każe nam nazwać Annę Kareninę romansem… Tak naprawdę to opowieść o problemie tożsamości, a nawet metaopowieść o opowiadaniu. Bo zastanówmy się przez moment – czy jakąkolwiek historię można opowiedzieć w całości? Przecież zazwyczaj ustalamy ramy czasowe, wybieramy określony punkt widzenia, dokonujemy wielu innych zabiegów, które w największym uogólnieniu składają się na tworzenie fabuły. Ale przecież opowieść tak naprawdę rozgrywa się poza naszymi ramkami, jest złożona z wielu punktów widzenia i nie ma ograniczeń.

No, dobrze. Spróbujmy. Kiedyś wspominałem, jak wielkie znaczenie ma dla mnie, czytelnika i pisarza, pierwsze zdanie. Ja je wręcz fetyszyzuję, ale nawet mniej skrzywieni pod tym kątem przyznają, że jest ono często haczykiem łapiącym potencjalną ofiarę. A jak zaczyna się Niepełnia? Proszę bardzo:  „Nie pamiętam, które z nas umarło tamtego dnia, wiem jedynie, że ta historia zaczyna się od śmierci. Od czerwonego świtu i czerwonej krwi, której smugi znaczyły białe ściany kuchni.” Już w tych dwóch sentencjach mamy zapowiedź czegoś niezwyczajnego. Głównym bohaterem tej książki jest bowiem tożsamość.

Okazuje się, że tak samo, jak nie da się zamknąć jednej opowieści w ustalonych ramach, również odkrycie tego, kim się naprawdę jest, wykracza często poza sztywne daty narodzin i śmierci. Nakładając zaś na siebie te dwie niewiadome, otrzymujemy naprawdę zajmującą lekturę. Bo w jej trakcie naprawdę niczego nie możemy być pewni. Anna Kańtoch celowo miesza chronologię, sposoby narracji i powtórzenia, aby uatrakcyjnić tę dziwną podróż po pokojach Białego Domu. Nie jest to jednak pomyślane podobnie, jak w Domu z liści Marka Z. Danielewskiego, gdzie mieliśmy do czynienia z eksperymentem formalnym. Tutaj labiryntem nie są pojawiające się znikąd korytarze fizycznego budynku, lecz raczej nieogarnione meandry ludzkiej duszy.

Nie jest to książka dla wszystkich. Nie jest to też książka, którą można przeczytać z pełnym zrozumieniem za pierwszym razem. Jednak jeżeli ciekawe są dla kogoś szepty, które rozbrzmiewają w korytarzach serca wtedy, gdy śnimy lub nie jesteśmy świadomi miejsca, w którym się znajdujemy, to powinien tę książkę przeczytać. No i poza wszystkim okazuje się, że o gender  można pisać naprawdę zajmująco…

Post Author: Krzysztof Maciejewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.