Art of Reading

Jak zostałem kimś gorszym od oprawcy

Dziś będzie także o czytaniu, a jakże. O czytaniu komentarzy w Internecie. Miałem nie poruszać tego tematu, ba! Spora część ludzkości zapewne uważa, że nie powinienem go nawet dotykać. Zostałem jednak naprawdę potraktowany w sposób tak karykaturalnie niesprawiedliwy, że stwierdziłem: a, co tam! Dorzucę swoje trzy grosze.

#metoo. Tag, który w ostatnich tygodniach zrobił zawrotną karierę. Zaczęło się od skandalu z hollywoodzkim producentem Harveyem Weinsteinem oskarżonym o wieloletnie molestowanie kobiet. I ruszyły maszyny – mieszkanki wielu krajów, przedstawicielki wszystkich ras zaczęły przytaczać własne doświadczenia, gdy padały ofiarą męskiej opresji. Skala zjawiska może szokować, tym bardziej że wiele tych historii dotyczy czynów kwalifikowanych wymienianych w kodeksach karnych. Proszę Was o wybaczenie w imieniu tych żałosnych podróbek mężczyzny. Jeżeli granice Waszej intymności zostały kiedykolwiek w sposób brutalny podeptane, przepraszam.

Tylko że moje przeprosiny nie mają tylko i wyłącznie charakteru kurtuazji. Bo oto szlachetna akcja została wykrzywiona przez niewielką, ale rzucającą się w oczy, mniejszość pań, które postanowiły dołączyć do akcji na zasadzie sam nie wiem, mody? Owczego pędu? Nagle okazuje się, że molestowaniem może być nie tylko niechciany dotyk, ale nawet niechciany wzrok. Nie tylko seksistowskie uwagi, ale nawet wymowne milczenie. Czasami nawet to, co kiedyś było właściwie rodzajem barteru, nagle awansowało do rangi przestępstwa o seksualnym charakterze. Przykład? Ewidentnym molestowaniem jest nakłanianie drugiej osoby do współżycia pod groźbą utraty pracy. „Jeśli nie pójdziesz ze mną do łóżka, to cię zwolnię!”. Czy jednak tę samą miarę możemy przykładać do sytuacji, w której w zamian za przysługę natury erotycznej otrzymuje się rolę w filmie albo awans?

Próbowałem ostrzegać, że rozmywają się pewne z dawien dawna ustalone granice, że dochodzi do inflacji znaczeniowej. Kiedyś gwałt był czymś jednoznacznym i oczywiście godnym potępienia. Teraz nagle zacierają się różnice między niewinnym komplementem a słownym molestowaniem, a – jak sam usłyszałem – kimś gorszym od gwałciciela jest mężczyzna, który „szuka dziury w całym”, próbuje racjonalnie podejść do całego zagadnienia, żywi jakiekolwiek wątpliwości. Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam. Co więcej – nawet jeżeli ktoś jest z nami, ale usiłuje ratować resztki zdrowego rozsądku, ten jest też naszym wrogiem. Ale ja nie umiem milczeć, gdy widzę, że piękny statek kieruje się w stronę skał, które za moment rozerwą jego kadłub. Nawet jeżeli jego załoga zatłucze mnie, by mnie uciszyć.

Przypomniały mi się dawne lata późnej podstawówki (jako podkład muzyczny proponuję teraz Memories Leonarda Cohena). Na szkolnych dyskotekach uczyliśmy się, czym jest ciało odmienne niż nasze, co bardziej odważni koledzy próbowali w tańcu przesuwać swe dłonie w zakazane obszary, co kończyło się zwykle ostrą i zasłużoną reakcję koleżanek. Ja nigdy nie miałem tej śmiałości. Ale, dziwna rzecz, zauważyłem, że chłopcy z bezczelnie ruchliwymi dłońmi cieszyli się zawsze dużo większym zainteresowaniem płci przeciwnej…

Ale ja też się wtedy czegoś nauczyłem. Pewna blondynka z mojej klasy, a w tamtym czasie byłem przekonany, że to dziewczę jest najwspanialszą istotą, jaka kiedykolwiek chodziła po Ziemi, a więc ta blondynka zatańczyła ze mną jeden kawałek, a potem w sposób okrutny odmówiła mi kolejnego. Jakże to boli, gdy ma się tych 13 lat! Ale do dziś jestem jej wdzięczny za tę lekcję – od tamtej pory wiem, że to kobieta wyznacza granice i że nasze sny spełniają się bardzo rzadko. Jeżeli czytasz te słowa, a istnieje taka możliwość, to dziękuję za to, że następną piosenkę tańczyłaś już z kimś innym.

Teraz zaś dowiaduję się, że zapewne jestem przedstawicielem prawicy, mimo że od dawna uważam się za lewaka. Że moje słowa rozmywają odpowiedzialność, że bronię oprawców i gwałcicieli. A ja tylko widzę naprawdę niepotrzebną wojnę płci, widzę polowanie na czarownice à rebours, widzę, że niczego się nie nauczyliśmy jako gatunek. I mogę tylko bezsilnie apelować o odrobinę refleksji…

Dodaj komentarz