Art of Reading

Zatrzymane w kadrze

kocha-lubi-szanuje

stars8

Tytuł: Kocha, lubi, szanuje…
Tłumaczenie: Jadwiga Jędryas, Tina Oziewicz
Tytuł oryginału: Hateship, Courtship, Loveship, Marriage: Stories
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dwie Siostry

Data wydania:  2011

Liczba stron: 408

 


 

O tym, że Alice Munro jest mistrzynią krótkiej formy, nie trzeba nikogo przekonywać. W jej przypadku to określenie nabiera jednak zupełnie nowego znaczenia. Opowiadania z tomu Kocha, lubi, szanuje… są bowiem niczym pojedyncze fotografie, a nie albumy ze zdjęciami. Obserwujemy bohaterów tych utworów w wyrwanych z kontekstu kadrach, w chwilach z różnych przyczyn przełomowych – nie są to zatem opowieści snujące się od narodzin do śmierci, ale krótkie migawki, w których zaglądamy do obcych domów, by wkrótce przejść dalej, do następnej historii.

W tomie zebrano dziewięć opowiadań o zwyczajnych ludziach – bo o takich zazwyczaj kanadyjska pisarka pisze. Mamy więc tu dość typowy zestaw – kobiety znudzone życiem małżeńskim, które pozwalają sobie na moment namiętności, wychodzące za mąż z rozsądku, uciekające ze wsi na wieś w złudnym przekonaniu, że prowincjonalne nawyki pozostaną daleko za nimi, czy wreszcie małżeństwa, na które spada cios śmiertelnej choroby. I wtedy nagle coś się wydarza – niekoniecznie uzasadnione, częściej wręcz nieoczekiwane. Przy czym warto wspomnieć, że Alice Munro zdecydowanie stroni od fantastycznych elementów w swoich utworach. Życie, samo życie, panie…

Za swoją pisarską misję autorka uznaje: „zachowanie tych momentów, gdy człowiek stoi wobec bezkresu swych marzeń i konieczności kompromisów, a także opisanie wszystkiego, co zdarzyło się przedtem i potem” – to jest także cytat z jednego z opowiadań zamieszczonych w tym tomie. No i nie da się ukryć – te teksty są właśnie próbą zamknięcia chwili – snucia opowieści za pomocą niezbyt skomplikowanych środków wyrazu, a przy tym są naprawdę doskonałe. No cóż, muszę tu jednak wygłosić pewne zastrzeżenie.

Mam pewien problem z literaturą „kobiecą”. Nie, nie posługuję się tym określeniem w sensie potocznym, który zakłada pewną podrzędność tej prozy – może nawet jest wręcz przeciwnie. Chodzi mi o książki naprawdę wymagające, dla których w moim czytelniczym uproszczeniu brakuje skali. Zupełnie jakby moje męskie widzenie świata odbierało mi możliwość pełnego pojmowania, jakbym miał w sobie zbyt małą zawartość kobiecego pierwiastka. Tak dzieje się zawsze, gdy czytam książki Virginii Woolf, zdarza się również przy lekturze Majgull Axelsson. To samo odczucie pojawiało się także podczas zapoznawania się z tomem Kocha, lubi, szanuje…Mój chromosom Y ocenia więc opowiadania Munro jako teksty dość monotonne, mało zróżnicowane i momentami pozbawione sensu. Już tłumaczę – pewne mechanizmy psychologiczne powodujące bohaterkami tych opowiadań pozostają dla mnie nieodgadnione. Ponoć mężczyzna próbuje przez całe życie zrozumieć kobiety…

Odkładając na bok te odczucia – z opowiadaniami Alice Munro zdecydowanie warto się zapoznać. Na szczęście – dzięki nagrodzie Nobla – większość jej twórczości została już przetłumaczona na język polski. I z tego pozostaje bardzo się cieszyć.

3 komentarze

    • Dodam tylko, że w kwestii rozumienia kobiecego świata, poruszam się w sinusoidzie. Od zwątpienia w świadectwo własnych zmysłów i całkowitej negacji, po złudzenie pełnej empatii…;-)

Dodaj komentarz