Art of Reading

Wołanie z półki

Jak wybrać kolejną lekturę? To pytanie bez wątpienia dotyczy w pewnym momencie każdego, kto dokonuje świadomych wyborów czytelniczych i nie ogranicza się do lektur obowiązkowych – z najróżniejszych kanonów. Wiem, że są ludzie kierujący się porą roku, miejscem aktualnego pobytu, listą bestsellerów Empiku. W moim przypadku staram się nie ulegać żadnym wpływom zewnętrznym, a zatem czytam to, co mnie i tylko mnie w danym momencie przyciąga. Nazywam nawet to przyciąganie „wołaniem z półki”.

Nie znaczy to jednak, że nie stosuję żadnych reguł. Na początku może wyjaśnię, że czytanie bywa też obligatoryjne. Wiele recenzji powinno pojawić się w określonym czasie, a to sprawia, że w sporej części przypadków wybór bywa ograniczony. Staram się recenzować tylko i wyłącznie te książki, po które sięgnąłbym nawet wtedy, gdyby nie były obligatoryjnymi lekturami. Cóż, nie zawsze jest to możliwe. Prawdą natomiast jest to, że nawet w przypadku tych obligów działają u mnie pewne mechanizmy, czy też reguły. Najważniejsza z nich to reguła płodozmianu.

Nigdy nie czytam bezpośrednio po sobie książek tego samego gatunku. Beletrystykę przeplatam więc literaturą faktu, fantastykę kryminałami, poezję – esejami. To właśnie ten płodozmian podstawowy mający na celu zapobiegnięcie wyjałowieniu mózgu. Owa reguła ma swoje warianty – zazwyczaj po opasłej księdze wybiorę coś cieńszego i na odwrót. No i jeszcze jeden typ tej reguły – nigdy nie czytam jednym ciągiem książek z jednego wydawnictwa. Ta ostatnia zasada wiąże się po trochu z obowiązkami recenzenckimi – chodzi wszak, by nie faworyzować żadnego wydawcy.

Nie recenzuję wszystkiego, jak leci. Zdarza się, że jakaś oficyna przysyła mi książki niezamawiane, nie zaproponowane nawet wcześniej w rozmowie mailowej. Nie czuję się wtedy zobligowany do napisania recenzji – oczywiście, wcale tego nie wykluczam. Wolę jednak, by to ode mnie zależał dobór lektur – bo w innym przypadku grozić może wyjałowienie mózgu, o którym wspomniałem powyżej.

„Wołanie z półki” jest określeniem staroświeckim – ostatnio coraz częściej ten zew dobiega do mnie z czytnika e-booków. Wygodne byłoby zapewne przerzucenie się w całości na wersję elektroniczną, ale jednak wciąż potrzebuję od czasu do czasu poobcować z tradycyjnym papierem.

Dodaj komentarz