Winlandia, czyli życie w micie

Autor: George Mackay Brown

Gatunek: historyczna

Wydawca: Wiatr Od Morza

Data wydania: 23 października 2017 r.

Liczba stron: 320


“W zawodzie wikinga najbardziej cenię gwałcenie” – twierdził jeden z rysunkowych bohaterów Andrzeja Mleczki, powielając w ten sposób stereotyp pokutujący znacznie dłużej niż trwa obecna popularność skandynawskich żeglarzy, napędzana przede wszystkim serialami. George Mackay Brown postanowił w sposób dosyć drastyczny zerwać z tym schematem, ukazując nam życie Wikinga w zasadzie pozbawione grabieży i przygody. Być może wprawił tym sposobem wielu czytelników w konfuzję.

Bohaterem Winlandii jest Ranald Sigmundson z Orkad, który będąc chłopcem płynie z Leifem Eriksonem do Ameryki i szybko zdobywa sławę wielkiego żeglarza. Gości na królewskich dworach, bierze udział w bitwach, a potem… wraca do domu i udaje się na emigrację wewnętrzną. Od tej pory uczestniczy w wydarzeniach swej epoki w sposób bierny, nie angażując się po żadnej ze stron licznych waśni rodowych. Uprawia ziemię, płodzi dzieci, które potem same mają potomstwo, czyta księgi pożyczane od zakonników – i tylko po cichu marzy sobie o powrocie na Winlandię, która obrasta w symbolikę dorastania, rytualnego przejścia na drugą stronę.

W ten sposób otrzymujemy dość wierny obraz Średniowiecza na atlantyckich wysepkach, poprzez który prześwituje odwieczny cykl życia, niezależny od czasów, w których ma ono miejsce, uniwersalny. Rodzimy się, świat staje przed nami otworem, więc go zdobywamy (albo i nie), a potem kontemplujemy, zwracamy się do środka, czerpiemy bogactwa z upływających dni i godzin. Takie jest życie Ranalda – coraz bardziej na uboczu, ale zysk z tej postawy pozostaje ewidentny. Autor oddaje to idealnie – także za pomocą środków językowych, coraz mocniej dystansując się od politycznych sporów, które przecież zawsze kończą się w ten sam sposób. Sama końcówka powieści zyskuje przez to atmosferę staronordyckich sag, osuwa się w niedopowiedzenie, w refleksję nad przemijaniem.

To już kolejna z propozycji Wydawnictwa Wiatr Od Morza, które proponuje nieco inne spojrzenie na literaturę. Bez czytania na akord, w zgiełku asfaltowego miasta, bardziej w formie zadumy na pustej, targanej sztormem plaży. Do takiej lektury potrzeba odrobiny spokoju, ciszy w uszach i myślach. Taka lektura może również podobny stan wywołać, czego Państwu oczywiście życzę.

Post Author: Krzysztof Maciejewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.