Art of Reading

Wdowa, albo czy znasz swojego męża?

1

Autor: Fiona Barton

Tytuł oryginału: The Widow

Tłumaczenie: Agata Ostrowska

Gatunek: sensacja

Wydawca: Czarna Owca

Data wydania: 2016

Liczba stron: 456


Czytając Wdowę Fiony Barton przypomniało mi się pewne opowiadanie mistrza horroru – Stephena Kinga. Chodzi mi o Dobrane małżeństwo z antologii Czarna bezgwiezdna noc. Jego bohaterka odnajduje w nim skrytkę w piwnicy, przez co uświadamia sobie, że jej mąż to seryjny morderca. Podobnej epifanii doświadczyła również Jean Taylor, czyli tytułowa postać z powieści Wdowa. Jej małżonek zostaje oskarżony o morderstwo, ale przed rozpoczęciem procesu ginie w wypadku. Czy był słusznie podejrzewany i czy jego żona wiedziała? Zwłaszcza to ostatnie pytanie rodzi wielką ciekawość dziennikarzy.

Konstrukcja powieści jest znakomita – teoretycznie wiemy wszystko, bo Jean Taylor jest narratorką w znacznej części rozdziałów, ale teorię od praktyki dzielą czasami lata świetlne. Kolejne retrospekcje odkrywają bowiem coraz to nowe tajemnice. Historię poznajemy także z innych perspektyw – detektywa prowadzącego śledztwo i dziennikarki próbującej zdobyć na wyłączność wywiad z wdową. Okazuje się, że każda z wersji opowieści różni się w pewnych szczegółach. A jaka jest prawda? Odpowiedź na tak postawione pytanie nie jest łatwa. Wdowa bardziej niż o prawdzie opowiada bowiem o kłamstwie.

To kłamstwo przypominające głębokie, wielopoziomowe lochy ze ścianami obwieszonymi obrazami. Czy ktokolwiek o zdrowych zmysłach mógłby się założyć, że na każdym z tych obrazów widzimy prawdziwe oblicza ludzi, istniejące autentycznie krajobrazy, do bólu realne sytuacje? Załóżmy, że choćby jeden z wiszących portretów przedstawia lekko podkoloryzowaną wersję malowanej osoby… Ale czemu nie przyjąć, że każdy obraz lekko zakłamuje rzeczywistość? Czemu nie przyjąć, że odstępstwo od prawdy rodzi się w umyśle każdego świadka wydarzeń, a może wręcz każdego czytelnika?

Powieść prawie idealna. Trochę jej jednak zabrakło w samym zakończeniu, by móc wystawić najwyższą notę. Ale to wcale nie znaczy, że komuś ten finał nie przypadnie do gustu. Zależy przecież, na ile lubimy być okłamywani. Polecam.

Dodaj komentarz