Art of Reading

W witrynie antykwariatu

tamte-cudowne-lata

stars10

Tytuł: Tamte cudowne lata
Tłumaczenie: Barbara Jaroszuk
Tytuł oryginału: La vida cuando era nuestra
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 21 sierpnia 2014
Liczba stron: 408


 

Książka reklamowana jako podobna do Cienia wiatru Zafona ma właściwie zapewnioną wysoką sprzedaż. Ciekawe, czy tę samą marketingową formułę wykorzystano na Półwyspie Iberyjskim – tak czy owak prawa do publikacji powieści Marian Izaguirre Tamte cudowne lata za granicą sprzedano jeszcze zanim sama książka pojawiła się na hiszpańskich witrynach księgarskich. Użyte porównanie jest oczywiście (cóż za niespodzianka!) mylące – można bowiem stwierdzić, że jedynymi rzeczami łączącymi obie pozycje są: traktowanie o książkach i miejsce akcji, którym jest Hiszpania. Poza tym Tamte cudowne lata nie mają w sobie nic z monumentalnego dzieła pisarza z Barcelony. Są opowieścią prostą, a może nawet – zbyt prostą.

Lola i Matias byli władcami życia – ona tłumaczką, on wziętym wydawcą. A potem wybuchła hiszpańska wojna domowa, w której opowiedzieli się po stronie przegranych. Teraz, po piętnastu latach pozostał jedynie mały antykwariat, na wpół ukryty w jednej ze starych madryckich dzielnic, i sprzedawanie przypadkowym klientom romansów i zapomnianych klasyków. Kupujących jest jednak coraz mniej, zresztą parze antykwariuszy nie zależy chyba na pieniądzach. Pewnego popołudnia roku 1951 do księgarenki przychodzi Alice, starsza Angielka. Z zaciekawieniem ogląda wystawiony na witrynie egzemplarz książki Dziewczyna o włosach jak len, będącej autobiografią nieślubnej córki księcia Ashford. Alice zaprzyjaźnia się z Lolą i wspólnie czytają książkę, zabierając nas do Anglii początków XX wieku i później.

Mamy więc opowieść w opowieści przeplatającą się z osobistymi losami dwu przyjaciółek. Szkatułkowa formuła nie jest w stanie utrudnić odgadnięcia dość prostej zagadki, którą ukrywa czytana historia. Ale siłą Tamtych cudownych lat nie są nagłe zwroty akcji, zagmatwanie fabuły, czy też tempo. Historia jak baśń snuje się niespiesznie, a my powoli przyglądamy się minionym wydarzeniom. I tu mam skojarzenie – wcale nie z Cieniem wiatru, ale z powieścią Arturo Perez-Reverte’a Mężczyzna, który tańczył tango. Jest tu podobna nostalgia za dawnymi czasami, gdy świat był piękniejszy, chociaż zachowany tylko na czarno-białym slajdzie – ta nostalgia niejako nadaje realności czasowi minionemu. Dla porządku trzeba dodać, że autor Klubu Dumas jednak nieco lepiej włada słowem. Ale różnica na jego korzyść wcale nie jest tak wielka – niektóre frazy Marian Izaguirre porażają pięknem. Jak choćby ten: „Po raz pierwszy całujesz kogoś nie ustami, ale wzrokiem”. Bo to przecież piękna opowieść o miłości i poświęceniu.

Poza tym ta książka to hołd dla czytelnictwa – bohaterki żyją książkami, cytują je, wracają do ulubionych pisarzy. Jest tu Emily Dickinson, są również Katherine Mansfield i Emily Brontë. A w książce zawartej wewnątrz książki spotkamy Ernesta Hemingwaya, Scotta i Zeldę Fitzgeraldów czy Coco Chanel – pod zaszyfrowanymi nazwiskami. Czytelnik odnajdzie więc w tej lekturze sporo ciekawostek. Ale przede wszystkim chodzi o opowieść o czytaniu, jego sile i ukochaniu książek – a więc lektura obowiązkowa dla każdego bibliofila.

Dodaj komentarz