Art of Reading

Uwięziony w nastroju

powrot

stars8

Tytuł: Powrót
Wydawnictwo: Agharta
Data wydania: czerwiec 2014
Liczba stron: 226


 

Największą wadą polskiej literatury grozy, jej achillesową pietą, jest dosłowność, brak treści uwięzionej między wierszami, głębi odniesień. Swymi skromnymi siłami staram się walczyć z tą słabością, więc z wielką radością witam każdego sprzymierzeńca w tej walce. Ostatnio do grona takich twórców dołączył Wojciech Gunia. Jego debiutancki zbiór opowiadań Powrót niesie ze sobą ożywczy powiew czegoś nowego – przy czym paradoksalnie pełnymi garściami czerpie z tego, co już było.

Wojciech Gunia wyspecjalizował się w odłamie fantastyki okreslanym jako weird fiction. Howard Phillips Lovecraft tak definiował ten termin: „Prawdziwa powieść z gatunku weird fiction, przedstawia coś więcej niż skrytobójstwo, krwawe kości czy prześcieradło dzwoniące łańcuchami. Konieczna jest klaustrofobiczna atmosfera lęku niemożliwego do wytłumaczenia, obecność nieznanych mocy; niezbędna jest sugestia, wskazująca na powagę i złowieszczość tematu, przedstawiającego najbardziej przerażające wyobrażenie ludzkiego umysłu – złośliwe i szczególne zawieszenie lub unieważnienie tych stałych praw natury, które są naszą jedyną ochroną przeciw napastowaniu przez chaos i demony niezgłębionego kosmosu”. W opowiadaniach Wojciecha Guni ten postulat jest doskonale spełniony – groza kryje się w metafizyce, w kunsztownej grze słów i podskórnym lęku. Językowo również jest bardzo dobrze – nie można przyczepić się do stylu i konsekwencji, z jaką płyna kolejne zdania. Nie sposób również pominąć bogactwa odniesień do pisarzy tworzących wcześniej: Schulza, Kafki, Orwella czy Edgara Allana Poe. Wymieniłem tylko najbardziej oczywiste nawiązania.

W tym bogactwie odniesień upatruję jednak pewną słabość tej prozy. Pisarza niejako uwięziły pewne schematy myślenia obecne w literaturze od bez mała stulecia. To niestety wpłynęło na pewną przewidywalność, którą stosunkowo łatwo wychwycić. Także osoby, które interesowały się nieco metafizyką – rozumianą w tym węższym kontekście, jako nauka badająca to, co niepoznawalne, także nie będą zaskoczone rozwinięciem i zakończeniami poszczególnych fabuł. Być może ten zarzut nie jest zbyt ważki i rażący subiektywizmem – po prostu lubię w literaturze, a zwłaszcza w krótkiej formie literackiej, nagłe zwroty akcji i zaskoczenia. Przyjmijmy więc, że to tylko ułomność moich preferencji, a nie samej twórczości pisarza.

Drugi zarzut, jaki stawiam, jest jednak nieco bardziej poważny. To jakaś jednostajność i monotonia tekstów w antologii. Wszystkie pisane są spod jednej sztancy i podług jednego nastroju. Nawet najkrótsze z opowiadań, które wymagałyby nieco innego rozłożenia akcentów, przeładowane są mrokiem, metafizyką, filozoficznymi rozważaniami i nachalną erudycją. W tej literaturze nie ma miejsca na oddech, nie ma światła między akapitami.

Te zastrzeżenia musiałem przedstawić z recenzenckiego obowiązku. Muszę jednak dodać, że nie wiem, czy przeczytam w tym roku jakieś lepsze, polskie opowiadania spod znaku grozy. Wojciech Gunia zawiesił poprzeczkę innym autorom bardzo wysoko.

One Response

Dodaj komentarz