Art of Reading

Uporczywie wołając bociany

nie przeprosze

stars9

Tytuł: Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro

Wydawnictwo: Czarne

Data wydania: 2015

Liczba stron: 208


Jak mówić o in vitro bez politycznych konotacji i emocjonalnego szantażu? Czy to w ogóle możliwe? Okazuje się, że tak. W książce Karoliny Domagalskiej znajdziemy naprawdę niesamowite historie – znacznie ciekawsze, niż kwestia narodowości wysyłanych za granicę zarodków poruszona jakiś czas temu przez jednego z naszych posłów. Powiem więcej – dopiero zapoznawszy się z Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro widzę jak na dłoni małość i brak wyobraźni wielu parlamentarzystów i publicystów.

To opowieści o być może najważniejszym z ludzkich pragnień, które dzięki postępowi medycyny może się ziścić nawet w beznadziejnych, zdawałoby się,  przypadkach. Okazuje się jednak, że aby tego dokonać nie zawsze wystarczy tylko nowoczesna aparatura medyczna. Potrzebne są jeszcze pewne wcale nie subtelne przemiany w delikatnej tkance społecznej i zupełnie nowe definicje. Jak nazwać rodzeństwo pochodzące od tego samego dawcy plemników? Jakie są konsekwencje użyczenia komórek jajowych osobie z tej samej rodziny? Samo pojęcie rodziny właśnie zyskuje nową różnorodność, każe uruchomić myślenie poza ramami schematu. Debata na ten temat w Europie, czy Stanach Zjednoczonych już dawno się odbyła, podczas gdy w pięknym kraju nad Wisłą właściwie jeszcze nawet nie zaczęła.

Jaki sens mają jeremiady wszelkiej maści moralistów, że oto nadchodzi kres tradycyjnej rodziny, bo dzieci stają się produktami dla samotnych matek? Przypominam, że mówimy o jednym z najważniejszych ludzkich pragnień, o jednej z najczystszych form miłości. Dyżurni spece od cudzych sumień, jak np. Tomasz P. Terlikowski, nie potrafią dostrzec, że miłość ta może objawić się w różnych warunkach, czy nawet konfiguracjach. Zamiast cieszyć się jej kolejnymi przejawami wolą oni nadymać balon świętego oburzenia, przy okazji krzywdząc miliony ludzi skazanych na uporczywe wzywanie bocianów.

Ważna to zatem książka na wiele sposobów. Mnie najbardziej urzekła delikatność autorki i jej umiejętność słuchania zwierzeń innych ludzi. To niestety coraz rzadszy dar. Polecam jego stałą pielęgnację – także dzięki zapoznaniu się z tą książką.

PS. Po lekturze recenzji pani Małgorzaty Terlikowskiej, tej która robi w domu razem ze swym mężem, Tomaszem P. „masakrę piłą mechaniczną” (już litościwie nie będę się nabijał  z tego tytułu) trzęsło mną przez kilka godzin. Jak można być osobą na tyle bezduszną i pozbawioną elementarnej empatii, by wypisywać podobne bzdury? Linka nie podaję, kto chce, niech sobie poszuka…

One Response

Dodaj komentarz