Art of Reading

Umarła wioska

ptaki-wierchowiny

stars9

Tytuł: Ptaki Wierchowiny
Autor: Ádám Bodor

Tłumaczenie: Elżbieta Cygielska-Guttman

Tytuł oryginału: Verhovina madarai

Gatunek: beletrystyka
Wydawca: Czarne
Data wydania: 2014
Strony: 240


 

Wyobraźmy sobie fikcyjną wioskę, gdzieś na końcu świata, w której walutą stała się woda. Tu właśnie tryskają tajemnicze źródła termalne, których pilnują ludzie niejakiego Anatola Korkodusa. Jeszcze wciąż niektórzy mieszkańcy pamiętają o świętej Militzencie, Matce Trójnogiej przybyłej z Niemego Lasu, ale wszystko stopniowo staje się śladem przeszłości: była gospoda, stary zakład fryzjerski, dawny szpitalik… Właśnie o zanikaniu tego, co było, i braku tego, co mogłoby się zdarzyć, traktuje ta opowieść. Zaprawdę, nieprzypadkowo ostatnia książka Ádáma Bodora Ptaki Wierchowiny nosi podtytuł Wariacje na temat dni ostatnich. Realny jest tylko czas miniony zachowany przez opowieści. Bo ludzie umierają tu ze starości, popełniają samobójstwa, albo uciekają, tak jak ptaki niegdyś zaludniające okoliczne lasy.

Miejsce akcji – Jabłońska Polana – to nazwa fikcyjna, mimo że w powieści pojawiają się geograficznie prawdziwe punkty odniesienia: Czerniowce, Lwów, Wierchowina. Pewne skojarzenia z Jasną Polaną – dworkiem Lwa Tołstoja, symbolizującym ostoję humanizmu w świecie barbarzyństwa, są nieuchronne, ale być może wiodą nas mylnymi ścieżkami. To przecież książka Ádáma Bodora, a więc musimy przenieść się w świat nierealny, chociaż bardzo nam bliski. W tymże świecie nie dziwi zatem okryty niebieskimi kryształkami prosiak zastygły w źródle, wskrzeszenie martwych dzieci, czy wreszcie ciąża trwająca dwa lata. Ale Ptaki Wierchowiny są nawet na tle pozostałej twórczości węgierskiego prozaika dość specyficzne – to opowieść o umieraniu realizmu magicznego. Magia rozpływa się w codzienności, ludzie tracą swoją dwoistość. A jednak wciąż gdzieś jeszcze trwa między wierszami, przesiąka obrazy i zapachy, unosi się wokół postaci. Bohaterowie książki są w pewien sposób zabawni, przypominają bezwolne marionetki. Ta szczypta humoru, którą autor doprawił swoją powieść pozwala czytelnikowi unieść emocjonalny stan nędzy, na swój sposób go pociesza.

Wejdźmy jeszcze głębiej – cały świat przedstawiony w powieści staje się niejako metaforą eliptycznej myśli egzystencjalnej. Mamy do czynienia bowiem ze skomplikowanym systemem motywów – część z nich dotyczy ukrywania, a część odkrywania prawdy. Narracja bardzo silnie opiera się na doświadczaniu rzeczywistości wszystkimi zmysłami, co odnosi się zresztą również do wcześniejszych dzieł pisarza.Trzeba też wspomnieć te elementy, które nawiązują do pewnego minimalizmu komunikacji. Powieść nadaje także prawie poetyckiej intensywności pewnemu braku sensowności. A to wszystko, by wydobyć na światło dzienne wspomniane wcześniej motywy.

Jest w tej powieści znacznie więcej – historiozofia podaje rękę metafizyce, a liryka grozie. Jak zawsze u Bodora, mamy do czynienia z literackim wysokim C. Miłośników Okręgu Sinistra namawiać zapewne nie muszę. Mam więc nadzieję (kruchą, bo przecież dni coraz mniej nam zostaje), że udało mi się do lektury zachęcić pozostałych.

2 komentarze

Dodaj komentarz