Art of Reading

Ten nieznośny Gombrowicz – czyli Ja, geniusz

Autor: Klementyna Suchanow

Gatunek: biografia

Wydawca: Wydawnictwo Czarne:

Data wydania: 27 września 2017

Liczba stron: 576+600


Decydując się na lekturę blisko 1200-stronicowej biografii Witolda Gombrowicza, miałem zamysł dość prozaiczny, by nie rzec tabloidowy. Nie, nie chodziło mi wcale o pikantne szczegóły na temat życia erotycznego autora Ferdydurke, bo tej pikanterii byłem akurat świadomy. Powodowała mną inna, niska pobudka – chciałem mianowicie dowiedzieć się, co sprawiło, że ten wspaniały powieściopisarz był jednocześnie tak wielce niesympatycznym człowiekiem, który innych kolegów po piórze traktował zawsze z wyższością. Zresztą trudno znaleźć w archiwach jakąkolwiek wypowiedź Gombrowicza, w której wypowiadałby się on pozytywnie na temat kogokolwiek.

Klementyna Suchanow rozpoczyna swoją biografię wiele lat przed rokiem 1904, kiedy to Witold Gombrowicz przyszedł na świat. Dzięki temu poznajemy środowisko naturalne, które później w znacznym stopniu go ukształtowało. Jak wiadomo, urodził się w rodzinie ziemiańskiej, w raczej niespokojnych czasach. Dość symptomatyczna jest wypowiedź jednego z praszczurów naszego bohatera, który ubolewał nad tym, że wesele jego córki musiało odbyć się w karczmie. Ową karczmą był… Hotel Europejski.

Poza tym jego rodzice nie byli ze sobą szczęśliwi – dziś zapewne nazwalibyśmy to małżeństwo toksycznym związkiem. Dzieciństwo małego Witolda upłynęło między Scyllą ojcowskiego braku zainteresowania a Charybdą matczynej nadopiekuńczości. Przy czym ta ostatnia była raczej rodzajem tłumionej agresji i towarzyszyła jej nie miłość rodzicielska, a raczej chłód emocjonalny. To własnie za sprawą matki 16-letni Witold nie zgłosi się na ochotnika do obrony Warszawy przed sowieckim najeźdźcą. Miało to niewątpliwy wpływ na całe dalsze życie pisarza.

Autorka znakomicie to wszystko opisuje. Także późniejsze lata – gdy świadomy własnej wielkości Witold namaszcza sam siebie na geniusza, który może egzaminować mniej utalentowanych kolegów przy stoliku w Ziemiańskiej. Ci, którzy nie umieli odpowiedzieć na pytania, musieli usiąść gdzie indziej. Jakoś w tym wszystkim idealnie pasuje decyzja pisarza, by pozostać na obczyźnie tuż przed wybuchem wojny. I jest tu też pewien „dla płci indyferentyzm” Gombrowicza, który rzadko się zakochiwał, a licznych partnerów seksualnych szukał zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet.  Wyłania się z tego wszystkiego obraz człowieka odklejonego od współczesnych, kogoś, kto nieszczęśliwie minął się z historią. Kto w innych warunkach może mógłby osiągnąć więcej.

Nie polubiłem Witolda Gombrowicza jako człowieka po lekturze tej biografii, ale może – paradoksalnie, jeszcze bardziej doceniłem go jako pisarza.

Dodaj komentarz