Art of Reading

Te głupie dane o czytelnictwie

Polacy nie czytają książek. Czytelnictwo spada w zastraszającym tempie. O temporalne moresy! Co jakiś czas grono ekspertów z wielką troską pochyla się nad rzedniejącymi szeregami polskich czytelników. Jak zatrzymać ten spadek, skoro nawet akcje społeczne i kampanie reklamowe tego nie potrafią? Głośne swego czasu hasło „Nie czytasz? Nie idę z tobą do łóżka!” nie dość, że nie poprawiło ogólnych statystyk, to jeszcze wpłynęło zapewne ujemnie na przyrost naturalny…

Jak mawiała moja babcia – to wszystko „duby smalone”. W warszawskim metrze co najmniej połowa dojeżdżających do pracy umila sobie podróż lekturą! Rozejrzyjcie się. Ludzie czytają coraz więcej! Spójrzcie na ceny książek i tłumy w księgarniach. A ten muskularny, wysportowany, bardzo krótko ostrzyżony młodzian obok Was ze słuchawkami na uszach? Może właśnie słucha sobie audiobooka Nabokova?

Ale czytelnictwo to nie tylko książki. Ile milionów Polaków dziennie korzysta z internetu, Facebooka, portali informacyjnych? Tak się składa, że przeglądanie zawartości witryn internetowych wymaga pewnej interakcji z czarnymi (zazwyczaj) literkami umieszczonymi na ekranach komputerów, komórek, czytników, czyli właśnie CZYTANIA. Jesteśmy najbardziej uzależnionym od czytania pokoleniem w dziejach. I Ty, drogi mój gościu, który dotarłeś do trzeciego akapitu mojego tekstu – patrzysz nie na książkę, ale w tablet albo komputerowy monitor. I nie ma sprzeczności między czytaniem książek a czytaniem internetowego (uwaga! staropolszczyzna!) kontentu.

Sprowokował mnie trochę rozpowszechniony ostatnio w sieci artykuł o tym, jakoby Polacy nie umieli czytać ze zrozumieniem. Ówże tekst był zwyczajną „ściemą” – o czym świadczyło nawet nazwisko cytowanego w nim naukowca, ale było to oszustwo z gatunku mocno uprawdopodobnionych. Są jednak inne dane. Według indeksu World Culture Score, który przedstawia statystyki na temat czasu, jaki tygodniowo spędzają mieszkańcy globu na czytaniu, Polska jest na wysokim, trzynastym miejscu. Wyprzedzają nas wprawdzie Czesi i Rosjanie, że nie wspomnę o otwierających ranking Hindusach (czytających przeciętnie ponad 10,5 godziny tygodniowo), ale i my zostawiamy w pokonanym polu tak rozwinięte kulturowo nacje, jak Anglików i Amerykanów (z tymi Amerykanami to, jakby co, sarkazm). Polak czyta tygodniowo 6,5 godziny. To prawie godzina dziennie. Czy to taki zły wynik na tle Anglików (5 godzin tygodniowo)?

PS. Piękna pani zaczytująca się „50 Twarzami Greya” na zdjęciu nie jest Polką, ale Irlandką. To Deirdre Reynolds, dziennikarka, która chciała przebadać reakcje ludzi na czytanie tej mocno pornograficznej książki w miejscach publicznych. Okazało się, że oprócz kilku spojrzeń pełnych dezaprobaty, spotkała się głównie z przyjaznym odzewem. Do Irlandii nam chyba jednak dość daleko…

4 komentarze

    • Trafne spostrzeżenia. Akurat sprzedaż książek w ostatnich latach nijak ma się do rzeczywistej liczby czytających. Sama zrezygnowałam z formy papierowej i codziennie mam okazję oglądać całe rzesze ludzi, pochylonych w pociągach i autobusach nad czytnikami różnego rodzaju. Problem tylko w tym, co czytamy i czy potrafimy krytycznie spojrzeć na to, co przeczytaliśmy. Świetna strona. Pozdrawiam

    • Dzięki, CAT. Staram się robić taki blog, jaki sam chciałbym czytać. I masz rację, liczy się to, co w nas zostaje po czytaniu, a nie samo czytanie – to jest czasami problem 🙂

    • o jaki sarkazm chodzi w sprawie Amerykanow? Nie bardzo rozumiem?
      Sprzedaż i czytelnictwo książek są tam na poziomie o jakim w Polsce nie możemy nawet marzyć (nawet biorąc pod uwage super optymistyczne wyniki badań czytelnictwa Polskiej Izby Ksiązki).
      Mają najlepsze w świecie biblioteki publicznie odwiedzane przez bardzo wysoki odsetek obywateli. Całem europejskie bibliotekarstwo wzoruje się tym co jest robione w USA. Prosze mi wierzyć NAPRAWDĘ wiem o czym mówię.
      Wizja nieobytego „niekulturalnego” chama z USA i wykwintnego, dźwigającego za uszami tysiące lat kultury Europejczyka jest groteskowa 🙂

    • Nie znam tych amerykańskich statystyk, przyznaję. I przyznaję też, że z tym sarkazmem być może trochę się zagalopowałem – odnosząc się właśnie do stereotypowego obrazu.

Dodaj komentarz