Art of Reading
  • Search results for Zakamarki
  • Pippi po raz pierwszy…

    pippi

    stars8

    Tytuł oryginału: Pippi flyttar in och andra serier

    Tłumaczenie: Anna Węgleńska

    Wydawnictwo: Zakamarki

    Data wydania: 2015

    Liczba stron: 60


    Pippi Pończoszanka jest dziś 70-letnią staruszką – właśnie w tym roku obchodzi swoje okrągłe urodziny. Przez te lata bez wątpienia stała się ikoną literatury dziecięcej, przeżywając wiele przygód (jedną z tych przygód było na przykład ocenzurowanie wydania francuskiego, gdyż nad Sekwaną książkę uznaną za zbyt anarchistyczną). Niewiele osób wie, że wizerunek rudowłosej dziewczynki z kucykami Pippi zawdzięcza nie tylko Astrid Lindgren, ale może przede wszystkim Ingrid Vang Nyman – skandynawskiej ilustratorce, która wkrótce potem popadła w depresję i przedwcześnie zakończyła życie. Wydawnictwo Zakamarki wydało niedawno pierwszy tom komiksów powstałych w latach 40. XX wieku na podstawie opowiadań o najsilniejszej dziewczynce świata.

    Przyznam, że swoją znajomość z Pończoszanką zawdzięczam telewizji i szwedzkiemu serialowi z 1969 roku. Może dlatego właśnie dla mnie pozostanie ona chyba na zawsze Pippi Langstrumpf… Mimo to jednak przeglądałem komiks Pippi się wprowadza… z rosnącą fascynacją. Jakże niesamowicie nowoczesna musiała być wtedy kreska Ingrid Nyman – jej ilustracje nawet dziś wydają się współczesne – zachowując przy tym jakiś swoiście skandynawski minimalizm. Gwoli ścisłości wypada tu wspomnieć, że w 2010 roku szwedzkie wydawnictwo Raben i Sjorgen zdecydowało się przypomnieć czytelnikom komiksowe przygody Pippi – a przy okazji nieco je odświeżyć. W efekcie poprawiono nieco kolorystykę, a rysunki nieznacznie powiększono w stosunku do oryginalnych. To wydawnictwo stało się właśnie podstawą opisywanego albumu Pippi się wprowadza i inne komiksy.

    Dla moich dzieci jednak było to pierwsze spotkanie z wiecznie młodą szwedzką anarchistką. Wypadło bardzo udanie – Hania i Filip zaśmiewali się z przygód bohaterki (najwięcej emocji wzbudziła w nich akcja z rysowaniem konia na podłodze klasy oraz wyprawa na bezludną wyspę). Nie obawiam się o antywychowawczy aspekt tej lektury – wręcz cieszę się, że była to jedna z pierwszych samodzielnych lektur moich milusińskich. Może tylko trochę mi smutno, że gdyby Pippi urodziła się w XXI wieku, to z pewnością nie zostałaby „poszukiwaczem rzeczy”, ale raczej graczem na konsoli. A może wcale nie? Pewnie stąd bierze się moja radość, gdy widzę takie książeczki, które dowodzą, że pewne rzeczy się wcale nie zmieniają.