Art of Reading
  • Search results for WYWIADY
  • Sny o sałatkach – wywiad z Jonathanem Carrollem

    100_6328Art Of Reading: Porównał Pan kiedyś pisanie powieści do małżeństwa, a opowiadania – do krótkiego romansu. Podobnie wyraził się Stephen King, który nazwał tworzenie krótkiej formy prozatorskiej pocałunkiem skradzionym nieznajomej w ciemnościach. W kontekście tych metafor, czym była dla Pana najnowsza książka?

    Jonathan Carroll: Och, zdecydowanie małżeństwem. Jako pisarz jestem zwolennikiem seryjnej monogamii w stylu Kim Kardashian (śmiech!). Odpowiadając poważnie, to zapewne coś pośredniego, a dla mnie – bardzo interesujące doświadczenie. Ostatnią minipowieść (Czarny koktajl przyp. red.) napisałem jakieś 20 lat temu, więc cała sytuacja przypominała mi powrót do restauracji, w której nie byłem od wieków.

     

    AOR: Ta niezbyt długa książka porusza bardzo wiele tematów – dwoistość ludzkiej natury, potęgę magii dnia codziennego, siłę sztuki, która może wyrwać człowieka z sideł śmierci. Który motyw był dla Pana dominujący w trakcie pisania?

    Jonathan Carroll: Szczególnie istotne było z pewnością to, nad czym od dawna się zastanawiałem, czyli współistnienie naszego „ja” świadomego i nieświadomego, ich wzajemne relacje, współdziałanie, czy wreszcie to, że dopiero obie te części składowe stanowią o tym, czym naprawdę jesteśmy. Mówiłem to już w kilku wywiadach – jest trochę tak, jakby nasze świadome, dzienne „ja” robiło za dnia zakupy w wielkim hipermarkecie z tysiącami różnych towarów – kupuje ono dajmy na to pomidory, cukier i mnóstwo innych produktów, potem przynosi jej do domu. Nocą dochodzi do głosu nocna wersja nas samych i dokonuje wyboru składników, miesza je ze sobą w dziwnych proporcjach. Czasami wychodzą z tego wspaniałe dania, czasami zaś rzeczy niezbyt smakowite. Dlatego też dobrze, że niektóre sny się kończą, chociaż w innych chcielibyśmy pozostać na zawsze.

     

    AOR: Nie lubi Pan podobno odpowiadać na pytania o sny, a jednocześnie kolejny raz stanowią one jeden z głównych motywów twórczości. Skąd ten brak konsekwencji?

    Jonathan Carroll: Kiedyś drażniło mnie bardzo to, że ludzie czynią niepotrzebne rozróżnienie między śnieniem nocnym, nad którym nie mamy kontroli a śnieniem dziennym, gdy na przykład marzymy o zamienieniu kilku słów z mijaną dziewczyną, pocałowaniu jej. Tak naprawdę, my śnimy bez przerwy, tylko niepotrzebnie wprowadzamy pewien chaos nazywając inaczej tę samą rzecz. Dla mnie sny stanowią najbardziej dominującą część codzienności, tylko że ludzie wciąż lekceważą swoje marzenia. Jakże mało snów nocnych pamiętamy…

     

    AOR: Niektórzy podobno zapisują sobie zapamiętane sny budząc się każdego ranka…

    Jonathan Carroll: Nawet jeżeli tak czynią, to muszą być niesłychanie cierpliwi. Zazwyczaj śni nam się, że jedziemy gdzieś samochodem, że wchodzimy do domu, golimy się, albo wykonujemy inne prozaiczne czynności. A jednak raz na dziesięć, a może nawet tylko raz na sto nocy zdarza się sen naprawdę niesamowity – obiad ze zmarłym ojcem, czy uczenie psa czytania. Zastanawiamy się wtedy, kto był tak naprawdę reżyserem…

     

    AOR: Nie lubi Pan bardzo etykietkowania, bo także Pańskie pisarstwo jest trudne do zaszufladkowania. Co Pan radzi młodym pisarzom, którzy też chcą uniknąć takiego nastawienia?

    Jonathan Carroll: Był sobie taki pisarz jak Franz Kafka, który napisał kiedyś o mężczyźnie budzącym się pewnego ranka i stwierdzającym, że zmienił się w owada. Czy ktoś kiedykolwiek nazwał Kafkę pisarzem fantasy? U Harukiego Murakamiego pojawiają się gadające owce czy gigantyczne żaby. U Gabriela Garcii Marqueza znajdziemy motyw anioła, który zjawia się nagle w ogrodzie – czy może być coś bardziej fantastycznego? Ale nikt nie nazwie Marqueza pisarzem fantasy, bo jest to traktowane jako rodzaj obelgi. Dla mnie nadawanie wszelkiego rodzaju etykietek jest czymś ograniczającym czytelnika. Weźmy Milczenie owiec Thomasa Harrisa – dla mnie jest to jedna z najlepszych powieści, jakie przeczytałem. Ale ludzie powiedzą, aha, to sensacja, to thriller, to kryminał… Mnie to naprawdę nie obchodzi – dla mnie to wspaniała powieść ze wspaniałymi bohaterami i opisami. Ktoś być może potrzebuje wygodnych szufladek, aby jego opowieści idealnie pasowały do czyichś oczekiwań. Gdy pytają mnie o przynależność gatunkową moich książek, to dość cynicznie odpowiadam – ja tworzę wieloskładnikową sałatkę. Jest tu trochę horroru i fantastyki, jest szczypta psychologii i romansu. Gdy słyszę, że tworzę w nurcie „magicznego realizmu”, to również wzruszam ramionami. Jak powiedział Kierkegaard: Jeśli przylepiacie mi łatkę, to mnie negujecie.

     

    AOR: Początkowe marzenia Tony’ego Areala są dość materialistyczne i snobistyczne – drogi zegarek, porsche cayman GTS. Dopiero potem stają się realistyczne – czy jest to więc powieść o męskim dorastaniu, albo o kryzysie wieku średniego?

    Jonathan Carroll: Dla mnie to przede wszystkim opowieść o swego rodzaju wiwisekcji samego siebie, którą podejmujemy w imię miłości. W czym jesteśmy dobrzy? Co można poprawić, a czego nie można? To też próba odpowiedzi na pytanie, które brzmi prawie jak nielubiany przeze mnie slang New Age – jak mam pokochać samego siebie? Gdy w powieści pojawia się dziewczyna, która w pewnym momencie musi narysować naszego bohatera, wówczas ona przede wszystkim tworzy obraz kogoś idealnie do niej dopasowanego. Dopiero później ten obraz robi się realistyczny, bo włącza się prawdziwe uczucie.

    AOR: Dziękuję za rozmowę.

  • Mimochodem, czyli wspominając barda

    Mimochodem Katarzyna Walentynowicz

    stars9

    Tytuł: Mimochodem. Rozmowy o Jackiem Kaczmarskim

    Wydawnictwo: Bellona

    Data wydania: 2014

    Liczba stron: 400


    Czy jesteśmy tacy, jakimi widzą nas inni? W dużej mierze tak – istnieją ponoć nawet badania, z których wynika, że potrafimy ocenić siebie tylko w 30 proc., a pozostałe 70 proc. to oceny zewnętrznych obserwatorów. Przypomina mi się koncepcja psychologiczna niejakiego Charlesa Cooleya, zwana teorią ról, dowodząca, że osobowość nie jest niczym innym, jak tylko sumą wyuczonych ról społecznych przydzielanych przez społeczeństwo. Być człowiekiem – to być za człowieka uznawanym.

    Ten nudnawy wstęp ma przybliżyć tematykę recenzji znacznie ciekawszej książki. Mimochodem. Rozmowy o Jacku Kaczmarskim, naprawdę budzące szacunek dzieło Katarzyny Walentynowicz, już tytułem zdradza nam, że tym razem poznamy zmarłego poetę nie poprzez utwory, ale przez role społeczne, które odgrywał. Autorka zaprosiła do rozmów osoby towarzyszące mu na różnych etapach życia i znające go poprzez różnorodne aspekty wspólnych fascynacji. Zaczyna się od rozmowy z towarzyszką ostatnich lat życia Jacka, Alicją Delgas. Potem wspomina barda Zbigniew Łapiński, wybitny akompaniator i kompozytor wielu piosenek tria Kaczmarski-Gintrowski-Łapiński. W książce znajdują się także rozmowy z Kazimierzem Wojtańcem, przyjacielem z okresu studiów na polonistyce warszawskiej oraz z Krzysztofem Nowakiem, znawcą twórczości i redaktorem wydań płytowych dzieł Kaczmarskiego. Ostatni rozdział stanowią rozmowy z młodymi wokalistami, muzykami i odtwórcami głównych ról w spektaklach, opartych na twórczości zmarłego poety.

    Znając bardzo dobrze twórczość Jacka, ale także i jego biografię autorstwa Krzysztofa Gajdy (To moja droga, Wydawnictwo Dolnośląskie 2009) nie oczekiwałem Nieoczekiwanego. Tymczasem cała lektura była dla mnie serią kolejnych zaskoczeń. Pierwszym z nich okazał się sam poziom rozmów – można by rzec, że nie spodziewałem się po rozmówcach aż takiej erudycji. Nie znaczy to, że sądziłem, iż przyjaciele i bliscy Kaczmarskiego to ludzie intelektualnie ograniczeni 😉 Znamy ich jednak głównie z wywiadów prasowych i wychodzi na jaw straszliwa dysproporcja w prowadzeniu rozmowy – z dziennikarzami rozmawia się inaczej niż z osobą naprawdę orientującą się w tematyce. Tak, biję się również we własne piersi, żeby nie było. Katarzyna Walentynowicz po prostu zadaje pytania na bardzo wysokim poziomie i jej rozmówcy się do tego dostosowali.

    Kolejną niespodzianką okazała się dla mnie wielkość inspiracji, jaką dla Jacka stanowiły obrazy malowane przez jego rodziców. Pokutującym mitem było dotychczas przekonanie, że Janusz i Anna Kaczmarscy byli zbyt zajęci, by wychowywać swego syna, więc ten obowiązek spadł na dziadków. Nie dość, że to rażące uproszczenie, to na dodatek w wielu reprodukcjach (a tych jest w książce mnóstwo) słychać echa późniejszych Jackowych piosenek.

    Smutne refleksje wzbudziła we mnie rozmowa ze Zbigniewem Łapińskim – przede wszystkim dlatego, że muzyk patrzy na otaczający go świat przez bardzo ciemne okulary. A może to smutna okoliczność spotkania z autorką i tęsknota za utraconymi czasami (ze słynnego tria żyje już tylko on) wywołały takie właśnie nastawienie. Wreszcie byłem zbudowany postawą młodzieży – tym, że chociaż niektórzy z nich nie mieli szansy usłyszeć Kaczmarskiego na żywo, to jego twórczość jest w jakiś sposób ważna. Aż chce się zacytować Testament’95:

    (…) Zwłaszcza że póki słońce świeci
    Wciąż będą rodzić się poeci.

    Jak ja bezczelni i bezradni
    Spragnieni grzechu i spowiedzi
    I jedną nogą już w zapadni,
    Dociekający co w nich siedzi,
    Co wciąż nieuchronności przeczy,
    Że może życie jest do rzeczy.

     

    Podsumowując – doskonała książka, może chwilami zbyt hermetyczna, pięknie ilustrowana, dająca do myślenia przy przewracaniu stron. Polecam nie tylko miłośnikom Jacka K.

     

     

     

     

  • Magdalena Kałużyńska – Krwawa Kałuża

    Magdalena Kałużyńska jest autorką tekstów grozy i horrorów. Powieściowo debiutowała w 2010 horrorem „Ymar”, uhonorowanym przez Czytelników magazynu „Grabarz Polski” tytułem „horror roku 2010” dla książki polskiej oraz w roku następnym tytułem „najlepszej książki na lato 2011” w kategorii thriller/kryminał/sensacja w plebiscycie organizowanym przez wortal literacki Granice.pl.

    21 listopada 2014 roku miała miejsce premiera jej drugiej powieści, wydanego w wydawnictwie OFICYNKA slashera ALVETHOR – Białe Miejsce. Powieść jest pierwszym tomem serii. Tom II – ALVETHOR – Pandemia, w przygotowaniu.

    W przygotowaniu jest również powieść grozy pt. Cytrynowa Śmierć.

    Jest autorką min. opowiadań:

    Niosący Światło – antologia „13 Ran” (Replika)

    Cukierek albo psikus, psikus albo śmierć – antologia Halloween (Oficynka)

    RPG – publikowane w magazynie QFANT oraz e-booku Zombiefilia (wydaje.pl)

    Die Hard – publikowane w e-booku Zombiefilia (wydaje.pl)

    INRI – publikowane w antologii Demononicon (Zeszyty Grozy Horror Masakra)

    Lukrecja – publikowane w magazynie QFANT

    Alda – Science Fiction Fantasy & Horror, Fahrenheit.

    Żywy – Science Fiction Fantasy & Horror

    Wizyta Odwiecznie Sprawiedliwych – publikowane w e-zinie Fahrenheit.

    W magazynie QFANT była redaktorem literackim oceniającym propozycje nadsyłane publikacji. Uczestniczyła w panelu literackim Nocy Muzeów, jako prelegent w ramach imprezy Wava Stolica Wyobraźni, wygłaszała prelekcje na konwencie miłośników fantastyki Avangarda 2012 oraz Krakon 2013. Uczestniczyła w II edycji festiwalu KFASON. Jest autorką felietonów dla Qfant (cykl Martwica Mózgu Pink Sucks oraz Pies i kot), Maddogowo

    Femka, Zeszyty Grozy Horror Masakra.

    Była jurorem w konkursach literackich organizowanych przez:

    Secretum – konkurs na opowiadanie grozy

    DużeKa – konkurs na opowiadanie science fiction i kryminał

    Współpracuje z RDJ-o (http://www.rdjo.pl/) – kulturalnym radiem internetowym, tworzy audycję pt. Krwawa KAŁUŻ(yńsk)A – pogadankę dotyczącą horroru oraz grozy z naciskiem na horror i grozę krajową.

    Kocha psy, mieszka na wsi, pije za dużo kawy.