Art of Reading
  • Search results for Wydawnictwo Zwierciadło
  • Co utracił Łukasz Orbitowski

    Tytuł: Rzeczy utracone. Notatki człowieka posttowarzyskiego

    Autor: Łukasz Orbitowski

    Gatunek: eseje

    Wydawca: Wydawnictwo Zwierciadło

    Data wydania: 10 maja 2017 r.

    Liczba stron: 272


    „Zawsze uważałem, że każdego dnia umieramy, każdy dzień to kolejna skrzynka, starannie ponumerowana, i nigdy nie należy cofać się i unosić wieka, ponieważ za życia umieramy tysiące razy, pozostawiając mnóstwo trupów, każdego z nich martwego na inny sposób, każdego ze straszną, okropną miną. Każdy dzień to inny ty, ktoś, kogo nie znasz, nie rozumiesz, nie pragniesz zrozumieć.” Postanowiłem rozpocząć od cytatu z książki Raya Bradbury’ego, który mocno kojarzy mi się z blogiem Łukasza… A może nawet z całą jego twórczością? Bo właściwie każde opowiadanie, każda z powieści, które czytałem – wszystkie one traktują właśnie o przemijaniu.

    Przyznam też, że bardzo się ucieszyłem widząc Łukaszowy blog w formie książkowej. Tym właśnie są Rzeczy utracone. Notatki człowieka posttowarzyskiego. Jednak moja radość wcale nie wynikała z niecierpliwej chęci poznania życia Orbitowskiego w jego pełnej chronologii. Zresztą podejrzewam, że ci wszyscy, którzy od dziesięciu lat są czytelnikami serii znanej pod nazwą Tydzień z głowy również nie śledzą tych zapisków z kronikarskiego, czy wręcz plotkogennego powodu. Twórca Świętego Wrocławia nie odczuwa raczej przymusu pisania pod czyjekolwiek dyktando. Jeżeli ma ochotę pisać o metalu, to pisze o metalu, a jeśli akurat siedzi mu w głowie jakaś bajka, to także nie będzie się powstrzymywał, by przelać ją na papier. Może zresztą to jedyna wiedza, jaką na jego temat zdobędziemy po lekturze Notatek… 

    Wielu tu bowiem autokreacji, sporo nielogiczności – te ostatnie są uprawnione, skoro wpisy na blog powstawały przez dekadę. Możemy ewentualnie między wierszami odczytać, jakim człowiekiem Łukasz Orbitowski był kiedyś, ale już nie dowiemy się na pewno, jakim jest teraz. Zwłaszcza że każdy czyta książkę w swoim własnym czasie i swoimi własnymi wspomnieniami. Nic więc dziwnego, że wyłaniający się obraz będzie mieć wiele sprzeczności. Mam tę przewagę, że znam Łukasza Orbitowskiego osobiście, ale na pewno nie znaczy to, że wiem o nim więcej niż inni czytelnicy. Bo Łukasz twierdzi (a może twierdził kiedyś?), że źle wypada na spotkaniach z publicznością, a ja wielokrotnie widziałem, jak się nakręcał wyrzucając z siebie słowa, a słuchacze patrzyli na niego rozdziawieni ze zdumienia. Bo powtarza, że nie jest intelektualistą (traktując te słowo wręcz jako obrazę), ale doskonale pamiętam, jak mądre rzeczy mówił podczas naszych (zbyt rzadkich) rozmów.

    Książka to specyficzna, najlepiej podchodzić do niej bez planu, bez skonkretyzowanych oczekiwań. Potraktować ją nie jako dziennik, ale zapiski rozmów z czytelnikami – może w otoczeniu licznych kufli ze złocistym trunkiem. Nie każdy to zapewne lubi.

  • Nastolatek dla początkujących, czyli lekcje pokory

    Autor: Leszek Talko

    Gatunek: poradnik

    Wydawnictwo: Zwierciadło

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 256


    Na początku klauzula ujawnień – moje osobiste dzieci nie są jeszcze nastolatkami (staną się nimi de facto za trzy dni!), ale już od pewnego czasu przejawiają cały zakres nastoletnich zachowań. To dość bolesny proces, bo oto rodzice przestali być nagle wszechwiedzącymi istotami, Kapitanem Ameryką i Wonder Woman, zmieniając się nagle w parę nie do końca ogarniających świat, lekko komicznych Dorosłych. Ten ból jest wzięty w duży nawias ironii – nigdy nie uważałem, że bycie tatą lub mamą powinno stawiać na piedestale, przed którym zatrwożone maluchy klękają i biją pokłony. Ale jednak jeszcze parę lat temu czułem się podziwiany przez dzieci, a teraz dowiaduję się, że kompletnie nie umiem naśladować Króla Juliana, no ale z Yodą nie jest już tak tragicznie.

    No i ta technologia nieszczęsna – od zawsze czułem się przedstawicielem awangardy postępu, grałem w River Raid na Spectrum i Atari, potem odkrywałem peceta, służyłem za pogotowie informatyczne koleżankom w redakcji, którym Word zjadł jakiś tekst etc. Ale w porównaniu z moimi dziećmi, które wyrosły w rzeczywistości Internetu i nowoczesności jestem „technologicznie nieogarnięty”. Ten cudzysłów użyłem, bo to słowa mojego syna…

    Bo faktycznie, nie ogarniam. Minecrafta, gier na smartfony, Instagrama na poziomie zaawansowanym. Przy tym każda z tych kwestii w zasadzie wymaga rozwinięcia, bo na przykład dzieciaki nie tylko w tego Minecrafta grają, ale i godzinami oglądają nagrane na Youtube filmiki pokazujące, jak grają w niego inni. To wymyka się nie tylko mojemu rozumieniu. Stąd zapewne pomysł, na jaki wpadł Leszek Talko, by wyjaśnić dorosłym, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Niczym przytaczany zresztą w książce Marco Polo, wyruszył w nieznany świat nastolatków i zdał z niego relację. Po przeczytaniu Nastolatka dla początkujących  nie zmienimy się niestety w rówieśników własnych dzieci. Ale być może zaczniemy choć trochę rozumieć, o czym rozmawiają ze sobą przy kuchennym stole.

    Wielką zaletą tej książki jest jednak nie tylko jej objaśniający naturę nastoletniego świata charakter. Leszek Talko odziera wiele kwestii z ich mitologicznej otoczki. Bo przecież my, dorośli, wielokrotnie piętnujemy chociażby nadmierne uzależnienie młodych pokoleń od elektroniki, jesteśmy przerażeni brutalnością gier komputerowych, zamartwiamy się, że młodzież woli spędzać czas przed konsolą niż z książką w ręku. Tymczasem to wcale nie jest opcja zero-jedynkowa, ale raczej kontinuum z wieloma odcieniami szarości. Tak, gry komputerowe bywają brutalne (gdy dowiedziałem się od autora książki, czym jest „headshot”, byłem naprawdę przerażony), ale jednocześnie pomagają w uczeniu zaradności, ducha współzawodnictwa, ale i współpracy. Co więcej, zakazywanie korzystania z Internetu, mediów społecznościowych czy telefonów, ma więcej wad niż zalet. Leszek Talko próbuje być w książce pojętnym uczniem własnych dzieci, ale i partnerem, a na pewno nie surowym strażnikiem. Podoba mi się takie podejście, chociaż podejrzewam, że niektórzy rodzice mogą być mu przeciwni. Ale to już ich sprawa.