Art of Reading
  • Search results for Wydawnictwo Kobiece
  • Naga prawda o Amy Schumer

    Autor: Amy Schumer

    Gatunek: biografia

    Wydawca: Wydawnictwo Kobiece

    Data wydania: 2018

    Liczba stron: 368


    Stand-up z pewnością nie jest zajęciem dla grzecznych dziewczynek. Ta forma nie stroni od wulgaryzmów i w zasadzie nie dotyczą jej żadne tematy tabu. Może dlatego właśnie wśród standaperów dominują mężczyźni? Jeżeli w tej grupie komików doskonale odnajduje się kobieta, to musi być ona talentem naprawdę wyjątkowym. W Polsce mamy Katarzynę Piasecką Wiolettę Walaszczyk, a za oceanem triumfy święci Amy Schumer. Właśnie ukazała się jej autobiograficzna pozycja Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach.

    Zanim zasiądziecie jednak do lektury, proponuję zapoznać się z komediowymi dokonaniami wytatuowanej blondynki. To będzie bardzo dobry test na to, czy książka przypadnie wam do gustu. Jeżeli bowiem można powiedzieć coś o stand-upie, to z pewnością jest to bardzo szczery gatunek komiczny (tak, nie można mówić o gatunku kabaretowym, bo zachodzi między nimi pewna istotna różnica). Amy nie przebiera w słowach ani na scenie, ani w tej książce. Jeżeli czujecie ten typ humoru, to wspomnienia standaperki rozbawią was do łez. Jeżeli jednak należycie do osób, które uważają, że przekleństwa nie powinny wypływać z ust kobiety, to proponuję jednak jakiś inny kierunek poszukiwań. Słyszałem o pewnym bardzo zdolnym standaperze z Torunia, który poza działalnością sceniczną prowadzi też własne radio, uczelnię wyższą a nawet prowadzi prace geologiczne…

    W kolejnych rozdziałach poznajemy różne wydarzenia z życia komiczki, przy czym nie ma zachowanej chronologii, a pewne niekonsekwencje sugerują niezbyt dużą wiarygodność niektórych przytoczonych faktów. No, ale nie czepiajmy się szczegółów. Z całej autobiografii wyziera obraz pewnej siebie kobiety, która jednak tą pewność musiała zdobyć po drodze na szczyt. W młodości targały nią spore huragany emocji, a młodziutka Amy chciała się przede wszystkim podobać ludziom. Dopiero z czasem ustawiła samą siebie w świetle reflektorów. Poznajemy też, nolens volens, wiele szczegółów z intymnego życia artystki, która zresztą z owej bezpruderyjności uczyniła swój znak rozpoznawczy. Ciekawe są też urywki pamiętników opatrzone gęstymi komentarzami dopisanymi kilkanaście lat później. Są tu również zdjęcia – zobaczymy na nich m.in. tytułowy tatuaż w całej okazałości…

    Książka jest prawie tak zabawna, jak występy sceniczne satyryczki – a to oznacza, że jest bardzo zabawna. Moim zdaniem, warto przekonać się o tym samemu.

     

     

     

  • Był sobie pies na święta….

     

    Autor: W. Bruce Cameron

    Gatunek: beletrystyka

    Wydawca: Wydawnictwo Kobiece

    Data wydania: 9 listopada 2017 r.

    Liczba stron: 296


    Są takie książki, których głównym celem jest wywołanie u czytelnika gwałtownej, emocjonalnej reakcji. Swoiste „wyciskacze łez”, chociaż nieraz odległe od pierwotnego znaczenia tego zwrotu, stanowią lektury o zwierzętach domowych. Te wszystkie koty ratujące międzyludzkie związki, psy pomagające nam zrozumieć, co jest w życiu naprawdę istotne, te medytujące nad egzystencjalnymi dramatami morskie świnki… Jeżeli czytelnik należy do na szczęście licznego plemienia „zwierzolubów”, to zapewne niejednokrotnie wylewał nad lekturą sporo rzewnych, słonych kropel. Takie książki pisze właśnie W. Bruce Cameron.

    Główny bohater jego najnowszej powieści nie może się pogodzić z tym, że jego sąsiad podrzucił mu tuż przed Bożym Narodzeniem ciężarną suczkę. Gdy na świat przychodzą szczenięta, potraktowany w ten sposób mężczyzna zwraca się o pomoc do miejscowego schroniska. Nigdy wcześniej nie trzymał w domu psów i prawdę mówiąc, niewiele wie na ich temat. Ze wsparciem ze strony pięknej Kerri nie będzie problemów. Te pojawią się nieco później…

    Byłem cały czas świadomy tego, że jestem poddawany emocjonalnej manipulacji, ale… nic nie mogłem na to poradzić. Historia opowiedziana została ze sporym humorem, dość bliski duchowo był mi także porzucony przez narzeczoną bohater, no i mieszkam pod jednym dachem z trzema czworonogami. W Psiego najlepszego… nie znajdziemy zbyt głębokich przemyśleń, to taka lektura na poprawienie (a może pogorszenie, ze względu na łzy?) nastroju.

    Muszę też dodać, że jest to pozycja nieco słabsza od słynnej, zekranizowanej książki Był sobie pies. A jednak, czy można jej się oprzeć? Absolutnie, nie można. Jeżeli kochasz psy, to będziesz wracać co roku do tej lektury, jak do seansów Kevina samego w domu, czy To właśnie miłość.

  • Był sobie pies, czyli po co tu jesteśmy?

    Autor: W. Bruce Cameron

    Tytuł oryginału: A Dog’s Purpose

    Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska

    Gatunek: młodzieżowa (?)

    Wydawca: Wydawnictwo Kobiece

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 392


    Zatem opowieść będzie o psie, z psim narratorem w roli głównej na dodatek, nie dość tego – ów pies podlegał będzie reinkarnacji. To pierwsze zdanie recenzji ma odsiać tych czytelników, którzy nie lubią zwierząt, albo nie gustują w fantastyce. Reszta może spokojnie czytać dalej, tym bardziej że Był sobie pies, mimo prawdziwości pierwszego zdania, zaskakująco dużo mówi nam o prawdziwym życiu. Odpowiada nam również na pytanie o sens tegoż, a odpowiedzią wcale nie jest liczba 42, jak w książkach Douglasa Adamsa

    Jaką mamy misję do wykonania na planecie Ziemia? Pewien kundelek o imieniu Toby odradza się pod postacią Baileya – golden retrievera, by spotkać na swej drodze chłopca o imieniu Ethan. Dzięki niemu poznaje znaczenie miłości i wydaje się, że jego psie życie było całkowicie spełnione. A jednak w kolejnej reinkarnacji znów powraca jako mały szczeniak i okazuje się, że jeszcze wciąż ma coś do zrobienia. Te kolejne lekcje życia czynią go w każdym wcieleniu dojrzalszym i bardziej doświadczonym, każde ucieleśnienie jest rodzajem rytuału przejścia, wszystko prowadzi do ostatecznej próby.

    Widać doskonale, że W. Bruce Cameron spędził długie lata nad badaniem psychiki psów. Jego narrator jest 100-proc. czworonogiem, który uwielbia grzebanie w tak wspaniale pachnących śmietnikach, ma dość niskie mniemanie o kotach, a z ludzkich wypowiedzi wyłapuje wyłącznie pojedyncze słowa. A przecież owa naiwność i prostota świadczą tak naprawdę o wielkiej mądrości, często niedostępnej bardziej skomplikowanym istotom, czyli nam – ludziom. Bailey poznaje swoje miejsce na Ziemi, godzi się z nim. Tak jak psy w stadzie nie czują potrzeby przeciwstawiania się samcom alfa, jeśli nie są stworzone do rządzenia. W tym pogodzeniu tkwi także ziarno mądrości.

    Właściwie nie wiem tylko, do kogo skierowana jest ta książka. Miejscami smutna historia może być zbyt trudna dla małych dzieci, a osoby dorosłe mogą z kolei kręcić nosem na jej dydaktyczność i uproszczone widzenie świata. Najbardziej kojarzy mi się ona z Forrestem Gumpem – może właśnie przez narrację prostaczka, który dostrzega więcej, niż nieraz mądrzejsi od niego. Dla miłośników psów to chyba lektura obowiązkowa – przed równie obowiązkowym seansem kinowym. Nazwisko reżysera Lasse Hallstroma jest samo w sobie rekomendacją. A ja mam nadzieję, że druga część przygód rozszczekanego bohatera, czyli A Dog’s Journey również zostanie przetłumaczona na język polski.