Art of Reading
  • Search results for WAB
  • Paranoja, czyli wszędzie te czerwone nitki

    Paranoja to drugi, po Obsesji, tom cyklu Katarzyny Bereniki Miszczuk, którego akcja rozgrywa się w środowisku lekarskim. Przyznam, że byłem bardzo ciekawy, w którym kierunku podąży autorka, gdyż pierwsza część dość poważnie irytowała mnie niektórymi elementami. Tym razem było zdecydowanie lepiej. A może trochę uodporniłem się na wyjątkowo mocno zaakcentowane wątki romansowe?

    Tym razem głównym bohaterem książki jest przystojny lekarz medycyny sądowej, Marek Zadrożny. W tym tomie okazuje się on również genialnym detektywem (a może paranoikiem?), który jako pierwszy odnajduje wspólny motyw kilku przypadków uznanych przez policję za samobójstwa. Wszystkie te tajemnicze śmierci łączy bowiem obecność czerwonych nitek (a później innych elementów pasmanteryjnych). Oczywiście, nie mogło zabraknąć także naszej ulubionej rezydentki na oddziale psychiatrycznym, czyli Joanny, odpowiadającej za eksponowanie wątku romansowego…

    Ale tym razem zachowane zostały dobre proporcje – bo w przypadku Obsesji odnosiłem wrażenie, że to Kupidyn i jego strzały odpowiadają za rozwój wydarzeń. Ba! Nawet samo rozwiązanie kryminalnej intrygi wydawało się wynikać nie z przesłanek i dowodów, ale raczej z uczuciowych rozterek naszej nadobnej lekarki. Paranoja skonstruowana została ze znacznie większą precyzją. Może dlatego zakończenie książki może czytelnika zaskoczyć.

    Zastanawiam się, jak autorka zatytułuje trzeci tom? Czy w tytule znajdzie się schizofrenia, depresja, a może któreś z licznych zaburzeń osobowości? Zapewne wkrótce się dowiemy

  • Mieszko I w XXI wieku, czyli Kwiat paproci

    Tytuły: Szeptucha, Noc Kupały, Żerca, Przesilenie

    Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk

    Gatunek: fantasy

    Wydawnictwo: WAB

    Data wydania: 2016-2018

    Liczba stron: 1792 (416+416+496+464)


    Istnieje teoria, w myśl której serie powinno omawiać się w całości, bo oddzielne recenzje kolejnych tomów nie mają większego sensu, a w zasadzie powielają się w bardzo nieprzyjemny sposób. Bo ileż można pisać o niezamkniętych wątkach? Albo o tym, czy tom drugi był lepszy od pierwszego (Dwie wieże J.R.R. Tolkiena były zapewne lepsze niż Drużyna Pierścienia, ale co z tego wynika?). Tym razem idę więc na całość – oto recenzja czterech tomów cyklu Katarzyny Bereniki Miszczuk znanego pod nazwą Kwiat paproci. Nie uwzględnię tu piątej książki stanowiącej prawdopodobnie zbiór przepisów…

    Mamy do czynienia z fantasy z bardzo silnym wątkiem romansowym, lub (jak kto woli) romans z elementami słowiańskiej fantastyki. To właśnie sięgnięcie po nasze rodzime mity i panteon pogańskich bogów stanowi największy atut tej serii. Z technicznego punktu widzenia jest to historia alternatywna – co by się stało, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu? Autorka stwierdza, że wiara w Światowida, Mokosz, Swarożyca i spółkę przetrwałaby do czasów współczesnych. Po wioskach mieszkałyby szeptuchy, czyli „mądre baby”, a w świątyniach urzędowaliby nie księża, ale żercy. Rzecz jasna, wierzenia najsilniej kultywowane byłyby na wsiach, a „miastowi” zapewne traktowaliby je jako element folkloru. To w zasadzie jedyne różnice – według Katarzyny Bereniki Miszczuk pogaństwo nie wpływa na styl życia, poziom cywilizacyjny, rozwój sztuki etc. A w każdym razie niewiele na ten temat się dowiadujemy. Bo to nie jest zbyt głęboka literatura.

    Główna bohaterka, Gosława (czyli Gosia) chce zostać lekarką, a to oznacza, że musi odbyć roczny staż u szeptuchy. Trafia w Góry Świętokrzyskie do rodzinnej wsi jej matki. Szybko okazuje się, że nie jest wcale taką zwykłą Gosią, bo potrafi ujrzeć bogów i wszelkie inne możliwe stworzenia ze słowiańskich mitów. Ba! Jej ukochany okazuje się być nieśmiertelnym twórcą państwa polskiego, czyli Mieszkiem I. Władca zawdzięcza swój długi żywot kwiatu paproci, który odegra bardzo istotną rolę w pierwszej i kolejnych częściach. Oprócz tego będą też walki ze strzygą, tajemnice pochodzenia, pakty z bogami, no i oczywiście wielka miłość…

    Cykl zawiera stosunkowo (nomen omen!) duże stężenie bezpruderyjnie opisanych wątków obyczajowych. Dla ciekawych znajdą się nawet rozważania dotyczące wielkości tudzież sprawności przyrodzenia piastowskiego księcia. Sporo jest też adekwatnych opisów umięśnionych męskich torsów (liczba mnoga uprawniona). Czytelnikom i czytelniczkom niezbyt gustującym w podobnym klimacie pozostaje omijać wzrokiem niektóre fragmenty i skupić się na fabule. Ta na szczęście szybko posuwa się naprzód. Wszystko to okraszone jest potężną dawką humoru, przy czym niemało zabawy (oraz irytacji) dostarcza nieporadność głównej bohaterki.

    Skąd zatem dziesięć gwiazdek? Czy recenzentowi zaszkodziły panujące od kilkunastu dni upały? Otóż nie. Kwiat paproci po prostu doskonale się czyta, a na dodatek jest kopalnią wiedzy na temat słowiańskich zwyczajów. Widać, że autorka odrobiła lekcje jeśli idzie zarówno o bogów, jak i płanetników, południce czy nimfy. Tej wiedzy nigdy dość – powinniśmy bowiem wiedzieć, skąd pochodzimy i co nas dawno temu kształtowało. A informacje podane w bardzo przystępnej formie czytadeł chyba łatwiej trafią pod strzechy…

  • Varsovie, ma belle dame souffrante…

    Tytuły: Hotel Varsovie I, II (Klątwa lutnisty, Bunt chimery)

    Autor: Sylwia Zientek

    Gatunek: historyczna, beletrystyka

    Wydawca: WAB

    Data wydania: 2017, 2018

    Liczba stron: 656+656


    „Gdy patrzę w twe oczy, zmęczone jak moje/ To kocham to miasto, zmęczone jak ja (…)” – śpiewa Muniek Staszczyk, portretując gród Syreny. Mamy tendencję do anachronicznego spojrzenia na stolicę Polski – widzimy ją właściwie wyłącznie przez dwa pryzmaty – współczesności i 1944 roku, kiedy po powstaniu Warszawa jak Kartagina została obrócona w ruinę. Nie patrzymy z perspektywy historycznej, a gdy już zdecydujemy się na taki nieco szerszy obraz, ze zdumieniem odkryjemy, że nazistowska hekatomba była tylko jedną z wielu plag, jakie spadały na stołeczne miasto w minionych stuleciach. Warszawa wiele razy musiała odradzać się jak feniks – bo przecież potop szwedzki, bo liczne zarazy i pożary, bo niepomyślne powstania…

    A jednak miasto nieumarłe, miasto-kot o dziewięciu życiach, zawsze wzrastało bardzo wysoko – przy czym nie chodzi mi wcale o liczbę pięter biurowców. To miasto właśnie jest głównym bohaterem cyklu Sylwii Zientek Hotel Varsovie, który na razie ma dwa tomy, ale prawdopodobnie wydany zostanie jeszcze trzeci, domykający trylogię.

    Ludzkimi bohaterami natomiast są dwie rodziny warszawskich hotelarzy, które w kolejnych pokoleniach rywalizują ze sobą o tytułowy, nieistniejący już hotel na ulicy Długiej, przy warszawskiej Starówce. Śledzimy losy Szpakowskich i Żmijewskich od początków XVII wieku, aż po tętniącą aktualnościami współczesność (afera reprywatyzacyjna się kłania). W każdym z tomów przeskakujemy pomiędzy trzema różnymi płaszczyznami czasowymi i muszę przyznać, że był to bardzo dobry pomysł. W ten sposób nie ma ciągłości, która groziłaby popadnięciem w nudną sagę rodzinną, otrzymujemy tylko pewne wycinki z dziejów rodzinnych, co sprawia, że każde spotkanie z bohaterami jest czymś nowym. Bo Warszawa oglądana na tych pociętych slajdach także się zmienia – uczestniczy w tej swojej przerażającej, historycznej sinusoidzie.

    W tych sztambuchach rodzinnych nie brakuje starych przepisów na nietypowe dania, obrazów, sztuk teatralnych i oczywiście wielkich namiętności. Można trochę pomstować nad prawdopodobieństwem niektórych zbiegów okoliczności – bo w kolejnych generacjach Szpakowscy wpadają na Żmijewskich, a Żmijewscy na Szpakowskich, y połączyła ich nienawiść lub miłość. Gdy akurat brakuje rówieśnika lub rówieśnicy z jednego ze zwaśnionych rodów zdarza się, że dochodzi do stosunków kazirodczych. Takie jest jednak prawo miłości. „Marionetki!… Wszystko marionetki!… Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, taka ślepa jak one… ” – pisał już Bolesław Prus Lalce, powieści pojawiającej się zresztą na kartach Hotelu Varsovie. Znajdziemy tu również zresztą wiele znanych historycznych postaci – Zygmunta II Wazę, księcia Józefa Poniatowskiego, Napoleona (pokazanego zresztą w wybitnie niekorzystnym świetle), Fryderyka Chopina, Helenę Modrzejewską… Długo by zresztą wymieniać.

    Wielki podziw wzbudza warsztat pisarski Sylwii Zientek i niewiarygodnie obszerne badania, jakie musiała wykonać, by ten cykl napisać. Tu nie ma papierowych postaci, papierowych dylematów i papierowych dekoracji – wszystko aż poraża wiarygodnością. Ciekawe, co znajdzie się w ostatnim tomie, jaką klamrą zamknie się ta historia. Obyśmy nie musieli czekać zbyt długo.