Art of Reading
  • Search results for W. Bruce Cameron
  • Był sobie pies na święta….

     

    Autor: W. Bruce Cameron

    Gatunek: beletrystyka

    Wydawca: Wydawnictwo Kobiece

    Data wydania: 9 listopada 2017 r.

    Liczba stron: 296


    Są takie książki, których głównym celem jest wywołanie u czytelnika gwałtownej, emocjonalnej reakcji. Swoiste „wyciskacze łez”, chociaż nieraz odległe od pierwotnego znaczenia tego zwrotu, stanowią lektury o zwierzętach domowych. Te wszystkie koty ratujące międzyludzkie związki, psy pomagające nam zrozumieć, co jest w życiu naprawdę istotne, te medytujące nad egzystencjalnymi dramatami morskie świnki… Jeżeli czytelnik należy do na szczęście licznego plemienia „zwierzolubów”, to zapewne niejednokrotnie wylewał nad lekturą sporo rzewnych, słonych kropel. Takie książki pisze właśnie W. Bruce Cameron.

    Główny bohater jego najnowszej powieści nie może się pogodzić z tym, że jego sąsiad podrzucił mu tuż przed Bożym Narodzeniem ciężarną suczkę. Gdy na świat przychodzą szczenięta, potraktowany w ten sposób mężczyzna zwraca się o pomoc do miejscowego schroniska. Nigdy wcześniej nie trzymał w domu psów i prawdę mówiąc, niewiele wie na ich temat. Ze wsparciem ze strony pięknej Kerri nie będzie problemów. Te pojawią się nieco później…

    Byłem cały czas świadomy tego, że jestem poddawany emocjonalnej manipulacji, ale… nic nie mogłem na to poradzić. Historia opowiedziana została ze sporym humorem, dość bliski duchowo był mi także porzucony przez narzeczoną bohater, no i mieszkam pod jednym dachem z trzema czworonogami. W Psiego najlepszego… nie znajdziemy zbyt głębokich przemyśleń, to taka lektura na poprawienie (a może pogorszenie, ze względu na łzy?) nastroju.

    Muszę też dodać, że jest to pozycja nieco słabsza od słynnej, zekranizowanej książki Był sobie pies. A jednak, czy można jej się oprzeć? Absolutnie, nie można. Jeżeli kochasz psy, to będziesz wracać co roku do tej lektury, jak do seansów Kevina samego w domu, czy To właśnie miłość.

  • Był sobie pies, czyli po co tu jesteśmy?

    Autor: W. Bruce Cameron

    Tytuł oryginału: A Dog’s Purpose

    Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska

    Gatunek: młodzieżowa (?)

    Wydawca: Wydawnictwo Kobiece

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 392


    Zatem opowieść będzie o psie, z psim narratorem w roli głównej na dodatek, nie dość tego – ów pies podlegał będzie reinkarnacji. To pierwsze zdanie recenzji ma odsiać tych czytelników, którzy nie lubią zwierząt, albo nie gustują w fantastyce. Reszta może spokojnie czytać dalej, tym bardziej że Był sobie pies, mimo prawdziwości pierwszego zdania, zaskakująco dużo mówi nam o prawdziwym życiu. Odpowiada nam również na pytanie o sens tegoż, a odpowiedzią wcale nie jest liczba 42, jak w książkach Douglasa Adamsa

    Jaką mamy misję do wykonania na planecie Ziemia? Pewien kundelek o imieniu Toby odradza się pod postacią Baileya – golden retrievera, by spotkać na swej drodze chłopca o imieniu Ethan. Dzięki niemu poznaje znaczenie miłości i wydaje się, że jego psie życie było całkowicie spełnione. A jednak w kolejnej reinkarnacji znów powraca jako mały szczeniak i okazuje się, że jeszcze wciąż ma coś do zrobienia. Te kolejne lekcje życia czynią go w każdym wcieleniu dojrzalszym i bardziej doświadczonym, każde ucieleśnienie jest rodzajem rytuału przejścia, wszystko prowadzi do ostatecznej próby.

    Widać doskonale, że W. Bruce Cameron spędził długie lata nad badaniem psychiki psów. Jego narrator jest 100-proc. czworonogiem, który uwielbia grzebanie w tak wspaniale pachnących śmietnikach, ma dość niskie mniemanie o kotach, a z ludzkich wypowiedzi wyłapuje wyłącznie pojedyncze słowa. A przecież owa naiwność i prostota świadczą tak naprawdę o wielkiej mądrości, często niedostępnej bardziej skomplikowanym istotom, czyli nam – ludziom. Bailey poznaje swoje miejsce na Ziemi, godzi się z nim. Tak jak psy w stadzie nie czują potrzeby przeciwstawiania się samcom alfa, jeśli nie są stworzone do rządzenia. W tym pogodzeniu tkwi także ziarno mądrości.

    Właściwie nie wiem tylko, do kogo skierowana jest ta książka. Miejscami smutna historia może być zbyt trudna dla małych dzieci, a osoby dorosłe mogą z kolei kręcić nosem na jej dydaktyczność i uproszczone widzenie świata. Najbardziej kojarzy mi się ona z Forrestem Gumpem – może właśnie przez narrację prostaczka, który dostrzega więcej, niż nieraz mądrzejsi od niego. Dla miłośników psów to chyba lektura obowiązkowa – przed równie obowiązkowym seansem kinowym. Nazwisko reżysera Lasse Hallstroma jest samo w sobie rekomendacją. A ja mam nadzieję, że druga część przygód rozszczekanego bohatera, czyli A Dog’s Journey również zostanie przetłumaczona na język polski.