Art of Reading
  • Search results for Videograf
  • Teatr lalek, czyli lepiej niż Masterton

    Autor: Piotr Borlik

    Gatunek: horror

    Wydawca: Videograf

    Data wydania: 10 listopada 2017

    Liczba stron: 272


    Zacznijmy od klauzuli ujawnień – czytałem Teatr lalek Piotra Borlika dwukrotnie. Pierwszy raz dawno temu, gdy pisarz wciąż jeszcze szukał wydawcy, a ponownie – kilka tygodni temu. Muszę też od razu zaznaczyć, że w obydwu przypadkach powieść dostała u mnie 10 gwiazdek – chociaż zapewne z różnych powodów, bo wtedy byłem przecież zupełnie innym człowiekiem. Niestety, nie pamiętam moich motywacji z 2016 roku. Może to dobrze? Recenzja nie będzie skażona wcześniejszą lekturą, co wcale nie znaczy, że przez dwa lata kompletnie zapomniałem fabułę.

    Nie będę jej zresztą przytaczał – napiszę tylko, że głównym bohaterem jest psychoterapeuta, którego pacjenci kolejno popełniają samobójstwa w bardzo wyszukany sposób. Niczym w starym dowcipie o człowieku podziurawionym kilkunastoma kulami różnych kalibrów i nielubiącym go policjancie, który orzeka udaną próbę samobójczą – tylko że jeszcze dziwniej i zdecydowanie bardziej przerażająco. Czytelnicy muszą przygotować się na sceny rodem z krwawego slashera. Policja oczywiście podejrzewa, że to psychiatra macza palce w przedziwnych zdarzeniach – podobnego zdania jest także pewien dziennikarz. W pewnym momencie pojawia się jednak wątek demonologiczny…

    Skojarzenia z prozą Grahama Mastertona narzucają się tak silnie, że nie sposób uniknąć porównań. Tyle że Teatr lalek jest debiutem, a Anglik napisał podobnych dzieł kilkadziesiąt – popadając w sztampę i rutynę. Polską odpowiedź można śmiało postawić na tym samym poziomie, co najlepsze powieści brytyjskiego mistrza horroru. Zwłaszcza że zakończenie książki Piotra Borlika z pewnością nie jest mastertonowe.  Najwięcej podobieństw pozafabularnych kryje się chyba w sposobie budowania postaci – są one nakreślone mocną i wyraźną kreską. Krytykom kręcącym nosem nad taką konstrukcją bohaterów warto przypomnieć, że jest to debiut polskiego pisarza.

    I to debiut naprawdę nie byle jaki. Warto śledzić tego autora – można zresztą odnaleźć na różnorakich łamach także jego opowiadania. Warto też czekać na kolejną powieść, która zapewne powstaje. No i na koniec kolejna klauzula ujawnień – Teatr lalek naprawdę przeraża do szpiku kości i zapewnia co najmniej kilka nocy wypełnionych koszmarami.

  • Przesłanie fruwających flaków, czyli Królestwo gore

    Autor: Łukasz Radecki

    Gatunek: horror

    Wydawca: Videograf

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 328


    Zakrzepła krew, obrzydliwe zwyczaje seksualne, wnętrzności i wymioty malowniczo rozciągnięte na posadzce – tak, to właśnie estetyka gore. Tematyka dość szokująca, ale znajdująca swoich amatorów, jak prawie wszystko na tym świecie. Hmmm, sam czasami używam tego efektu, ale głównie w celach groteskowych, trochę na zasadzie wesołego przerywnika (tak, nie jestem do końca normalny. Ba! Nawet nie wierzę w normalność!). Okazuje się jednak, że tego typu dzieła można napisać w sposób absolutnie poważny, a nawet poruszyć w nich naprawdę poważną, refleksyjną tematykę. Chyba najlepiej w Polsce robi to Łukasz Radecki.

    Jego wydany przez Videograf zbiór Królestwo gore stanowi rodzaj albumu z największymi przebojami – najstarsze opowiadania mają ponad dekadę. Rzecz jasna, nie wszystkie utwory prezentują wzmiankowaną przeze mnie głębię refleksji. Nie znam żyjących autorów, którym udaje się taka sztuka, a z nieżyjących może tylko Borges czy Cortazar potrafili zamieszczać w swoich książkach wyłącznie opowiadania genialne. Jednak co najmniej połowa spośród 14 tekstów warta jest z pewnością poznania. Wazon, Księżniczka, Per aspera ad inferi, Wyrzygać duszę oraz Fundacja Hackenholta – te polecam przede wszystkim.

    Nie da się uniknąć dyskusji – czym właściwie przyciągają nas te girlandy jelit i robaki pożerające ludzi żywcem? Wbrew pozorom chodzi, moim zdaniem, o bardzo humanistyczny w swej istocie przekaz. Osiągając opisowe ekstrema tak naprawdę walczymy z fałszem uśredniania, które dopuszcza wyłącznie letnią temperaturę, z jakimś przerażającym równaniem w dół, niczym w scenariuszach telenowel. Ludzkiego życia nie definiuje rozkład normalny Gaussa – właśnie dlatego w pierwszym akapicie podałem w wątpliwość normalność jako cechę pozytywną. Bez ekstremalnych przeżyć – oczywiście wyłącznie w dziełach sztuki – nasz obraz pozostaje kłamliwy i niepełny.

    Królestwo gore zapewnia nam taką bezpieczną podróż, która jednak jest przestrogą. Ludzkie potwory wykraczające poza średnią naprawdę istnieją. Być może codziennie mijamy ich na ulicy, oglądamy w telewizji, a może nawet w lustrze. Kto się odważy na konfrontację z nimi, niech spróbuje przeczytać tę książkę.

     

  • Kostuszka, czyli horror moralnego niepokoju

    kostuszkawww

    stars9

    Bez-tytułu

    Autor: Carla Mori

    Gatunek: horror

    Wydawnictwo: Videograf

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 272


    Właściwie nie wiem, czego się spodziewałem po tej książce, ale z pewnością zostałem zaskoczony. Kostuszka jest horrorem pełnokrwistym, ale jednocześnie czymś dużo bardziej złożonym. Na dodatek, lekko parafrazując teorie Stanisława Lema, jeżeli wyeliminujemy z fabuły elementy przełamujące ustalony porządek rzeczy, nowa książka Carli Mori będzie się znakomicie bronić sama z siebie. Przyznam, że lubię tego typu opowieści – gdy fikcyjność, czy fantastyczność nie są rzeczą niezbędną, ale dodatkiem, który pokazuje tak naprawdę baśniowość świata, w którym żyjemy. Tego świata.

    Brzostowscy wraz z ośmioletnią córką wiodą spokojne i szczęśliwe życie na południu Anglii. Z dala od rodziny, z którą nie zawsze się dogadywali, snują plany i marzenia na długie, wspólne lata. Jednak któregoś dnia w ich domu pojawia się włamywacz, z zimną krwią mordując Annę. Jej mąż staje się głównym podejrzanym i wspólnie z opieką społeczną decyduje o przekazaniu tymczasowej pieczy nad dzieckiem babce i ciotce, zamieszkującym w Polsce. Dotknięta głęboką traumą dziewczynka, z dnia na dzień pozbawiona obojga rodziców, ląduje w obcym kraju, wśród obcych dla siebie ludzi. Oni nie potrafią zrozumieć najprostszych rzeczy – nawet tego, że imię Konstancja znakomicie zdrabnia się właśnie do Kostuszki…

    Wątek nadnaturalny stanowi tu tak naprawdę wyłącznie ramę, by pokazać dramat osieroconej dziewczynki. Mamy zatem do czynienia z pewnym przesunięciem – groza to jakby wehikuł mający pokazać nieco prawdy o świecie. W tej prawdzie znajdziemy też sporo krytyki wobec typowo polskiej, katolickiej miłości bliźniego, która często sprowadza się do zapiekłej ksenofobii i okrucieństwa pod płaszczykiem pobożności.  Carla Mori nie zamierza chyba budować popularności wśród duchowieństwa – czego dowiodła już w poprzedniej powieści. No i te inne nawiązania! Pisarka przyznaje często, że jednym z jej ulubionych pisarzy jest Graham Masterton. Może stąd lekkie odniesienie do horrorów Brytyjczyka, który również lubi sięgać po dawne mitologie? Tyle że Carla Mori robi to z większą gracją.

    Kostuszkę mógłbym porównać do kina moralnego niepokoju. Socjologiczne ujęcie postawy jednostki wobec przeciwności losu podane w określonej formie – brzmi to dość znajomo. Horror, który jest czymś więcej, niż tylko horrorem. Książka, która jest czymś więcej niż tylko książką.