Art of Reading
  • Search results for Tadeusz Biedzki
  • Ostatnie srebrniki, czyli dziedzictwo lewactwa

    Autor: Tadeusz Biedzki

    Gatunek: sensacja

    Wydawca: Bernardidum

    Data wydania: 11 października 2017 r.

    Liczba stron: 224


    Fikcje literackie z gatunku powieści sensacyjnej powinny podnosić czytelnikom ciśnienie, ale czy na pewno w ten sposób? Ta jednozdaniowa recenzja (być może kiedyś uruchomię tu taki specjalny dział zawierający podobne) bardzo dobrze podsumowuje mój odbiór Ostatnich srebrników. Odnoszę też wrażenie, że autor próbował stworzyć katolicką, prawicowo poprawną wersję  Kodu Leonarda da Vincityle że zabrakło mu nieco talentu.

    Żona pisarza kupuje na Cyprze tajemniczą, drewnianą szkatułkę, a trzy miesiące później w Barcelonie zostaje zamordowany ksiądz. Czy coś łączy te wydarzenia? Oczywiście, że tak – Zakon Piłata wywodzący się z lewicowych partii politycznych trzęsących Hiszpanią i całą Unią Europejską. Jego celem jest wymazanie z map Europy chrześcijaństwa, terror i ogólna degrengolada. Nic więc dziwnego, że oburzony autor odmienia w książce słowa „lewak” i „lewactwo” na wszelkie możliwe sposoby. Znajdziemy tu nawet trop smoleński – wszystko idealnie pasuje, zamach na polskiego prezydenta i przynoszące nieszczęście srebrniki, zdrajcy i patrioci, lewica i prawica. Przyznam, że staram się wykazywać daleko posuniętą tolerancję dla poglądów innych od moich, ale jestem mocno wyczulony na tzw. język pogardy.

    Akcja prowadzona jest dwutorowo – współcześnie i historycznie. O ile jeszcze część dotycząca przeszłości broni się – śledzimy losy wzmiankowanej szkatułki na przestrzeni wieków – od Jerozolimy sprzed 2000 lat, przez Rzym, potem żywoty kolejnych papieży, to współczesność nie nadaje się do czytania. Bohaterowie, czyli dwójka polskich turystów (pisarz i żona?), prowadzą śledztwo przy prawie pełnej aprobacie Watykanu, przemieszczają się po całej Europie bez żadnych problemów, a rozwiązania zagadek wyciągają co chwila z rękawów. Kim oni są? Rodziną Iniemamocnych? Poza tym książka oferuje nie akcję, a raczej… opis akcji. Naprawdę, wystarczy się wczytać, by bez problemu zauważyć ten dystans. Rozumiem, że powieść licząca nieco ponad 200 stron nie może być rozwlekła, ale w tym przypadku otrzymujemy raczej szkic fabuły, a nie samą fabułę. Z tego samego powodu dzieje szkatułki ukazane są naprawdę skrótowo. Niestety, ze szkodą dla książki, bo to akurat najlepsze jej fragmenty.

    Nie umiem ocenić obiektywnie thrillera będącego zamaskowaną, polityczną agitką. Gdyby jeszcze pozostałe elementy tworzyły godną polecenia całość, mógłbym przymknąć oczy na święte przekonania autora, na jego żałosne próby wejścia w polityczny dyskurs. Ale całość rozpada się w rękach, akcja się sypie między palcami i zostajemy z niczym. Nie polecam.