Art of Reading
  • Search results for Stephen King
  • Na straganie, w noc targową, czyli Bazar złych snów

    bazarwww

    stars9

    Tytuł oryginału: The Bazaar of Bad Dreams

    Tłumaczenie: Tomasz Wilusz

    Gatunek: horror

    Wydawca: Prószyński i Ska

    Data wydania: 2015

    Liczba stron: 670


    Z ocenianiem zbiorów opowiadań zawsze mam pewien problem. W zasadzie niemożliwe jest znalezienie antologii doskonałej, w której każdy tekst zasługuje na najwyższe noty. Cóż jednak zrobić w takim przypadku? Przyznam, że zazwyczaj oceniam utwory oddzielnie, a następnie wyliczam średnią. Nie jest to do końca miarodajne, ale stanowi najlepsze z możliwych przybliżeń. Brak tej miarodajności można zresztą doskonale pokazać przy okazji Bazaru złych snów Stephena Kinga.

    Najnowsza książka mistrza horroru zbiera bardzo różnorodne oceny – problem z tym zbiorem opowiadań jest taki, że znajdują się w nim zarówno utwory genialne – być może najlepsze dzieła krótkiej formy, jakie wyszły spod ręki mistrza (cytatologia), jak i teksty niezbyt udane. Aby dopełnić tego galimatiasu dodam, że te opowiadania, które najbardziej przypadły mi do gustu wcale nie są… horrorami.

    W zbiorze poruszyły mnie najmocniej Batman i Robin wdają się w scysję (naprawdę znakomite studium przyjaźni między ojcem a synem), Wredny dzieciak, Moralność, Ur i Nekrologi. Tym opowiadaniom najbliżej do prozy obyczajowej wymieszanej z fantastyką (jak choćby w przypadku Ur, które stanowi pewną wariację pomysłu zawartego w Dallas’63). Z kolei klasyczne opowieści grozy, jak choćby mocno Mastertonowy w pomyśle Zielony bożek cierpienia pokazują w najlepszym przypadku średnią formę Króla Stefana.

    I teraz się przyznam do czegoś – kompletnie nie mogę zrozumieć, dlaczego pisarze horroru tak często postanawiają wypróbować swe siły w poezji. KoontzGaiman, teraz King. Wprawdzie Bazar złych snów zawiera tylko dwa poematy, ale moim zdaniem jest ich o dwa za dużo.

    I tak właśnie wyszła ocena 9… A może jestem zbyt łagodny dla mieszkającego w Maine i na Florydzie pisarza? To bardzo prawdopodobne, ale nie zawsze umiem zachować obiektywizm (zły jestem, zły…).

  • Szaleństwo czytania, czyli nowy King

    znalezione

    stars10

    Autor: Stephen King

    Tytuł oryginału: Finders Keepers

    Tłumaczenie: Rafał Lisowski

    Wydawnictwo: Albatros

    Liczba stron: 480


    Dziwnie się pisze te recenzje książek Stephena Kinga. Kiedy czytałem Pana Mercedesa, byłem dość krytycznie nastawiony, czemu zresztą dałem wyraz TU. Znalezione nie kradzione są kontynuacją tamtej opowieści i – mimo że nie mamy do czynienia z jakimś dramatycznym skokiem jakościowym – zmuszony jestem dać notę znacznie wyższą. Dlatego też niniejsza recenzja będzie przede wszystkim usprawiedliwianiem własnego braku konsekwencji.

    Opowieść zaczyna się w latach 70. XX wieku od morderstwa popełnionego na znanym pisarzu Johnie Rothsteinie, twórcy słynnej postaci Jimmy’ego Golda, który jednak od kilku dekad nie wydał żadnej książki. John Rothstein przypomina nieco J.D. Salingera, chociaż pewne podobieństwo do Johna Updike’a również da się wychwycić. Jego morderca – Morris Bellamy – to psychopatyczny czytelnik, który nie może wybaczyć pisarzowi, że jego ulubiony bohater literacki, czyli Jimmy Gold, sprzedał się konsumeryzmowi. Morris kradnie zamordowanemu znaczną ilość gotówki oraz kilkadziesiąt zapisanych notesów, w których znajdują się nieopublikowane powieści o Jimmym Goldzie. Nie zdąży ich jednak przeczytać – zostaje zamknięty na 35 lat do więzienia za zupełnie inne przestępstwo. Kilka dekad później chłopiec o nazwisku Pete Sauberg znajduje ukryty łup Bellamy’ego. Pieniędzmi wspiera w sposób cykliczny, aczkolwiek anonimowy własną rodzinę podnoszącą się z tarapatów finansowych. A po kilku latach Morris wychodzi na wolność…

    Stephen King jest człowiekiem dotkniętym całym zestawem różnorakich fobii, o czym sam chętnie wspomina. Z jego twórczości i biografii wysnuć można jednak wniosek, że jednym z demonów nękających króla horroru są… czytelnicy. Dowodzi tego wcześniejsza powieść – Misery, pośrednio także reakcja Kinga na strzelaninę w jednej z amerykańskich szkół (pisarz postanowi wstrzymać wszystkie wydania jednej z wczesnych książek pod tytułem Rage, która być może natchnęła jednego z zamachowców). W najnowszej powieści czytanie ukazane jest jako droga ku szaleństwu. Widać to po zachowaniu postaci Bellamy’ego, ale również Pete Sauberg zdaje się częściowo ulegać złemu wpływowi. Bo „człowiek powinien płacić za swoje obsesje”… Zresztą to nic nowego. O niebezpieczeństwie przedkładania fikcji literackiej nad rzeczywistość pisze się od wieków. Pierwszy z brzegu przykład to Pani Bovary Flauberta.

    W powieści występują oczywiście także bohaterowie Pana Mercedesa. Ciekawym łącznikiem z pierwszą częścią jest Brady Hatsfield, czyli czarny charakter jedynki, który przez cały czas znajduje się w katatonii (ale czy na pewno?). Furtka do trzeciej części wieńczącej trylogię została otwarta bardzo szeroko.

    Podobały mi się w tej książce także gry z czytelnikiem. Znajdziemy tu odniesienia do wspomnianej wcześniej Misery, ale również do Skazanych na Shawshank czy Carrie. Ale to tylko kilka przykładów…

    Generalnie – jest lepiej niż w Panie Mercedesie. Mój apetyt na dokończenie opowieści o Billu Hodgesie został mocno rozbudzony.

     

     

     

  • Pisarz w sidłach strachu

    king zycie i czasy

    stars8

    Autor: Lisa Rogak

    Tytuł oryginalny: Haunted Heart: The Life and Times of Stephen King

    Tłumaczenie: Robert Ziębiński

    Wydawnictwo: Albatros

    Data wydania: 2014

    Liczba stron: 400


    Stephen King nie wymaga raczej przedstawiania, a i szczegóły jego biografii znane są raczej powszechnie. Któż nie słyszał legend o tym, jak młody pisarz żył w nędzy i dorabiał w pralni miejskiej, zanim poznali się na nim wydawcy? Któż nie jest świadom tego, że pierwszą powieść Kinga, czyli Carrie, uratowała z płomieni jego żona? A jednak zebranie wszystkich faktów w biografię to zadanie nie lada, które wymagało zawodowca, jakim bez wątpienia jest Lisa Rogak.

    Nie dowiedziałem się zbyt wiele o Stephenie Kingu z tej książki, ale od lat deklaruję wszem i wobec swoje uwielbienie dla tego pisarza, zatem trudno mi pokusić się o hmmm… miarodajność. Biografia Lisy Rogak nie porwała mnie swoim stylem, czy oryginalnością, ale z drugiej strony nie jestem w stanie jej zbyt wiele zarzucić. Powiem może tylko, że bardziej zadowalająca okazała się dla mnie quasi-biografia Kinga, czyli Sprzedawca strachu, notabene napisana przez Roberta Ziębińskiego, czyli… tłumacza pozycji Lisy Rogak.

    Podzielę się natomiast refleksją o samym Kingu, który wyziera z kart omawianej książki. Kiedyś zapytano Grahama Mastertona o to, jakie są jego prywatne lęki, a ten odparł, że nie boi się w zasadzie niczego. Stephen King to odwrotna strona medalu – pisarz z Maine ma kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt różnorakich fobii. Lisa Rogak sugeruje, że to ucieczka przed lękiem pchała Kinga w alkoholizm i narkotyki, a nawet w najtrudniejszy do zwalczenia nałóg, czyli w pisanie. Dobrze się chyba stało, mimo że autor Lśnienia kilkakrotnie zapowiadał przejście na pisarską emeryturę. Jednak potrzeba pisania na razie zwycięża.

    Warto dodać, że biografia jest nieautoryzowana, chociaż sam King ją pobłogosławił zachęcając wielu znajomych do kontaktu z Lisą Rogak. Ta książka powstała właśnie na podstawie takich rozmów. Może dzięki temu właśnie pokazuje ludzką stronę pisarza, bez włażenia z butami w jego prywatność, choć zarazem bez pomijania mrocznych fragmentów jego historii. Nie ustrzeżono się również niestety przed zdradzeniem treści niektórych książek Stephena Kinga (o ile mnie pamięć nie myli chodzi m.in. o Smętarz dla zwierzaków). Ale to tylko drobny zarzut.