Art of Reading
  • Search results for sensacja
  • Ani żadnej rzeczy… Która jego jest – czyli dylogia z podtekstem

    Autor: S.M. Borowiecky

    Wydawnictwo: Szpalta

    Gatunek: sensacja

    Data wydania: 2015, 2017

    Liczba stron: 233+269


    Prawdziwa historia Jezusa Chrystusa, eksperymenty medyczne na dzieciach, hitlerowscy zbrodniarze żyjący spokojnie wiele lat po wojnie, kościelne knowania mające za zadanie ukryć prawdę… Jak zmieścić to wszystko w jednej fabule tak, aby czytelnik nie odczuł przesytu, by w jego głowie nie zapanował chaos? Sandra Borowiecka podołała temu trudnemu zadaniu. Wprawdzie w pierwszej części można się trochę pogubić, ale wszystkie wątki idealnie wyjaśniają się w drugiej.

    Owo zagubienie może być częściowo wywołane przez zawrotne tempo akcji. Zgodnie z receptą reżysera Psychozy, od samego początku dzieje się bardzo dużo. To zarazem sprawia, że właściwie nie da się nic powiedzieć na temat treści bez ryzykowania, że zdradzi się jakieś istotne szczegóły. Pierwsze skojarzenie, które przywołują obie książki, czyli twórczość niejakiego Dana Browna jest, mimo wszystko fałszywym tropem. U amerykańskiego pisarza chodzi wyłącznie o szokowanie, jego powieści są bardziej konspektami filmowymi, aniżeli literaturą sensacyjną. Klasycznymi thrillerami nie są zresztą również recenzowane przeze mnie książki. Bo u Sandry Borowieckiej chodzi jednak o coś więcej.

    Autorka postawiła sobie bowiem ambitne zadanie odkrywania przed czytelnikiem prawdziwej natury otaczającej go rzeczywistości. Jej opowieści są oczywiście literacką fikcją, ale opisywane w nich miejsca, organizacje, czy instytucje już fikcyjne niestety nie są. Po II wojnie światowej doszło naprawdę do przerażających traktatów i tajnych paktów, w których uczestniczyły obie strony konfliktu. Amerykanie i Brytyjczycy nie tylko zdradzili nas w Jałcie, ale także współpracowali z hitlerowcami, by ocalić przed sprawiedliwym gniewem tysiące zbrodniarzy wojennych. Kościół katolicki – a właściwie najwyższe jego sfery rzeczywiście splamiły się kolaboracją z nazistami i w trakcie wojny, i już po niej.

    Ocenę książek z pewnością musi obniżyć bardzo niechlujna korekta i redakcja. Literówki są dosłownie na każdej stronie. Trzeba to przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza, co nie było, przynajmniej dla mnie, zadaniem łatwym. Generalnie postanowiłem dać łączną notę, lecz trzeba uściślić, że druga część jest znacznie lepsza – bardziej przejrzysta, dopracowana i nieco staranniej zredagowana.

    Pozostaje mieć tylko nadzieję, że fikcji w tych powieściach jest jednak nieco więcej niż prawdy…

     

  • Druga strona miasta – mocna strona kobiety

    Autor: Karolina Szewczykowska

    Gatunek: sensacja

    Wydawca: Prószyński i Ska

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 520


    Z dużym zadowoleniem śledzę rozwój polskiej kryminalistyki pisemnej, gdyż coraz więcej autorów osiąga bardzo przyzwoity poziom – nawet czasami odnoszę wrażenie, że reputacja skandynawskich pisarzy w porównaniu z rodzimymi twórcami bywa zawyżona. Takie nazwiska, jak Anna Klejzerowicz, Katarzyna Puzyńska, Marta Guzowska, Gaja GrzegorzewskaAnna Kańtoch – by wymienić tylko kilka żeńskich przykładów, to gwarancja kryminałów na bardzo wysokim poziomie. Czy debiutująca Karolina Szewczykowska zbliżyła się do niego? Odpowiedzi na to pytanie nie umiem ograniczyć do prostego wyboru między „tak” i „nie”.

    Upozowana na postać z obrazu Toulouse-Lautreca młoda aktorka zostaje znaleziona martwa w swoim warszawskim mieszkaniu. Sprawę morderstwa będą próbowali rozwikłać dwaj przyjaciele (oj, „szorstka” ta przyjaźń!) – gliniarz i prokurator. Okaże się, że niektóre tropy prowadzą do pewnej firmy farmaceutycznej oraz biznesmena, którego nieposzlakowana opinia stoi w wyraźnej sprzeczności z działalnością, jaką prowadzi. Słowo „niektóre” jest tu słowem-kluczem, gdyż wątków i postaci w tej powieści jest prawdziwe zatrzęsienie. Ale i sama książka do lakonicznych nie należy – to ponad pół tysiąca stron.

    Być może właśnie w tej objętości kryje się największa wada – podobne zarzuty stawiałem swego czasu najnowszemu dziełu Katarzyny Bondy. Za dużo, zbyt szczegółowo, za mało potoczyście. Sądzę, że odchudzenie powieści o 100-150 stron nie zaszkodziłoby za bardzo. Z drugiej strony obecny trend wśród wydawców panuje taki, że powieść musi być długa, a może właściwie gruba – aby jej grzbiet był dobrze widoczny na półce. Jak zwykle – nie da się zadowolić każdego.

    A jednak, mimo wszystko, jak na debiut jest to pozycja wyjątkowo godna uwagi. Karolina Szewczykowska udanie połączyła to, co najlepsze w klasycznej powieści kryminalnej spod znaku Agathy Christie z modną konwencją skandynawską objawiającą się naciskiem na strefę społeczną i obyczajową. Dlatego polecam zapoznanie się z Drugą stroną miasta.

  • Wdowa, albo czy znasz swojego męża?

    1

    Autor: Fiona Barton

    Tytuł oryginału: The Widow

    Tłumaczenie: Agata Ostrowska

    Gatunek: sensacja

    Wydawca: Czarna Owca

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 456


    Czytając Wdowę Fiony Barton przypomniało mi się pewne opowiadanie mistrza horroru – Stephena Kinga. Chodzi mi o Dobrane małżeństwo z antologii Czarna bezgwiezdna noc. Jego bohaterka odnajduje w nim skrytkę w piwnicy, przez co uświadamia sobie, że jej mąż to seryjny morderca. Podobnej epifanii doświadczyła również Jean Taylor, czyli tytułowa postać z powieści Wdowa. Jej małżonek zostaje oskarżony o morderstwo, ale przed rozpoczęciem procesu ginie w wypadku. Czy był słusznie podejrzewany i czy jego żona wiedziała? Zwłaszcza to ostatnie pytanie rodzi wielką ciekawość dziennikarzy.

    Konstrukcja powieści jest znakomita – teoretycznie wiemy wszystko, bo Jean Taylor jest narratorką w znacznej części rozdziałów, ale teorię od praktyki dzielą czasami lata świetlne. Kolejne retrospekcje odkrywają bowiem coraz to nowe tajemnice. Historię poznajemy także z innych perspektyw – detektywa prowadzącego śledztwo i dziennikarki próbującej zdobyć na wyłączność wywiad z wdową. Okazuje się, że każda z wersji opowieści różni się w pewnych szczegółach. A jaka jest prawda? Odpowiedź na tak postawione pytanie nie jest łatwa. Wdowa bardziej niż o prawdzie opowiada bowiem o kłamstwie.

    To kłamstwo przypominające głębokie, wielopoziomowe lochy ze ścianami obwieszonymi obrazami. Czy ktokolwiek o zdrowych zmysłach mógłby się założyć, że na każdym z tych obrazów widzimy prawdziwe oblicza ludzi, istniejące autentycznie krajobrazy, do bólu realne sytuacje? Załóżmy, że choćby jeden z wiszących portretów przedstawia lekko podkoloryzowaną wersję malowanej osoby… Ale czemu nie przyjąć, że każdy obraz lekko zakłamuje rzeczywistość? Czemu nie przyjąć, że odstępstwo od prawdy rodzi się w umyśle każdego świadka wydarzeń, a może wręcz każdego czytelnika?

    Powieść prawie idealna. Trochę jej jednak zabrakło w samym zakończeniu, by móc wystawić najwyższą notę. Ale to wcale nie znaczy, że komuś ten finał nie przypadnie do gustu. Zależy przecież, na ile lubimy być okłamywani. Polecam.