Art of Reading
  • Search results for Prószyński i S-ka
  • Druga strona miasta – mocna strona kobiety

    Autor: Karolina Szewczykowska

    Gatunek: sensacja

    Wydawca: Prószyński i Ska

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 520


    Z dużym zadowoleniem śledzę rozwój polskiej kryminalistyki pisemnej, gdyż coraz więcej autorów osiąga bardzo przyzwoity poziom – nawet czasami odnoszę wrażenie, że reputacja skandynawskich pisarzy w porównaniu z rodzimymi twórcami bywa zawyżona. Takie nazwiska, jak Anna Klejzerowicz, Katarzyna Puzyńska, Marta Guzowska, Gaja GrzegorzewskaAnna Kańtoch – by wymienić tylko kilka żeńskich przykładów, to gwarancja kryminałów na bardzo wysokim poziomie. Czy debiutująca Karolina Szewczykowska zbliżyła się do niego? Odpowiedzi na to pytanie nie umiem ograniczyć do prostego wyboru między „tak” i „nie”.

    Upozowana na postać z obrazu Toulouse-Lautreca młoda aktorka zostaje znaleziona martwa w swoim warszawskim mieszkaniu. Sprawę morderstwa będą próbowali rozwikłać dwaj przyjaciele (oj, „szorstka” ta przyjaźń!) – gliniarz i prokurator. Okaże się, że niektóre tropy prowadzą do pewnej firmy farmaceutycznej oraz biznesmena, którego nieposzlakowana opinia stoi w wyraźnej sprzeczności z działalnością, jaką prowadzi. Słowo „niektóre” jest tu słowem-kluczem, gdyż wątków i postaci w tej powieści jest prawdziwe zatrzęsienie. Ale i sama książka do lakonicznych nie należy – to ponad pół tysiąca stron.

    Być może właśnie w tej objętości kryje się największa wada – podobne zarzuty stawiałem swego czasu najnowszemu dziełu Katarzyny Bondy. Za dużo, zbyt szczegółowo, za mało potoczyście. Sądzę, że odchudzenie powieści o 100-150 stron nie zaszkodziłoby za bardzo. Z drugiej strony obecny trend wśród wydawców panuje taki, że powieść musi być długa, a może właściwie gruba – aby jej grzbiet był dobrze widoczny na półce. Jak zwykle – nie da się zadowolić każdego.

    A jednak, mimo wszystko, jak na debiut jest to pozycja wyjątkowo godna uwagi. Karolina Szewczykowska udanie połączyła to, co najlepsze w klasycznej powieści kryminalnej spod znaku Agathy Christie z modną konwencją skandynawską objawiającą się naciskiem na strefę społeczną i obyczajową. Dlatego polecam zapoznanie się z Drugą stroną miasta.

  • Na straganie, w noc targową, czyli Bazar złych snów

    bazarwww

    stars9

    Tytuł oryginału: The Bazaar of Bad Dreams

    Tłumaczenie: Tomasz Wilusz

    Gatunek: horror

    Wydawca: Prószyński i Ska

    Data wydania: 2015

    Liczba stron: 670


    Z ocenianiem zbiorów opowiadań zawsze mam pewien problem. W zasadzie niemożliwe jest znalezienie antologii doskonałej, w której każdy tekst zasługuje na najwyższe noty. Cóż jednak zrobić w takim przypadku? Przyznam, że zazwyczaj oceniam utwory oddzielnie, a następnie wyliczam średnią. Nie jest to do końca miarodajne, ale stanowi najlepsze z możliwych przybliżeń. Brak tej miarodajności można zresztą doskonale pokazać przy okazji Bazaru złych snów Stephena Kinga.

    Najnowsza książka mistrza horroru zbiera bardzo różnorodne oceny – problem z tym zbiorem opowiadań jest taki, że znajdują się w nim zarówno utwory genialne – być może najlepsze dzieła krótkiej formy, jakie wyszły spod ręki mistrza (cytatologia), jak i teksty niezbyt udane. Aby dopełnić tego galimatiasu dodam, że te opowiadania, które najbardziej przypadły mi do gustu wcale nie są… horrorami.

    W zbiorze poruszyły mnie najmocniej Batman i Robin wdają się w scysję (naprawdę znakomite studium przyjaźni między ojcem a synem), Wredny dzieciak, Moralność, Ur i Nekrologi. Tym opowiadaniom najbliżej do prozy obyczajowej wymieszanej z fantastyką (jak choćby w przypadku Ur, które stanowi pewną wariację pomysłu zawartego w Dallas’63). Z kolei klasyczne opowieści grozy, jak choćby mocno Mastertonowy w pomyśle Zielony bożek cierpienia pokazują w najlepszym przypadku średnią formę Króla Stefana.

    I teraz się przyznam do czegoś – kompletnie nie mogę zrozumieć, dlaczego pisarze horroru tak często postanawiają wypróbować swe siły w poezji. KoontzGaiman, teraz King. Wprawdzie Bazar złych snów zawiera tylko dwa poematy, ale moim zdaniem jest ich o dwa za dużo.

    I tak właśnie wyszła ocena 9… A może jestem zbyt łagodny dla mieszkającego w Maine i na Florydzie pisarza? To bardzo prawdopodobne, ale nie zawsze umiem zachować obiektywizm (zły jestem, zły…).

  • Pokój dla artysty, czyli trupy w tonacji Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej

    pokojwww

    stars9

    Autorzy: Maria Ulatowska, Jacek Skowroński

    Gatunek: sensacja

    Wydawnictwo: Prószyński i Ska

    Data wydania: 2015

    Liczba stron: 456


    Dwójka zaprzyjaźnionych artystów – choć w tym akurat przypadku przyjaźń jest lubością, a może nawet miłością – zakochuje się w starym pałacyku w Nałęczowie – do tego stopnia, że postanawiają go kupić i przemienić w dom pracy twórczej dla przyjaciół i innych twórców (nazwa zobowiązuje!). Z budynkiem wiążą się jednak pewne tajemnice, przeszłość nie chce dać o sobie zapomnieć i niebawem okazuje się, że kolejni goście przenoszą się różnymi sposobami na tamten świat. Czy komisarz Zawada znany już z poprzedniej książki duetu Maria Ulatowska i Jacek Skowroński odkryje, kto (albo, co?) stoi za wszystkimi tymi zbrodniami?

    Oczywiście, to retoryczne pytanie – mamy w końcu do czynienia z kryminałem. Ale podobnie jak w przypadku Autorki – a może nawet bardziej, jest to zarazem powieść obyczajowa, w której dominują silne emocje, uczucia i zawiedzione nadzieje. Te ostatnie nie dotyczą jednak czytelnika – książka doskonale spełnia wszelkie jego oczekiwania. Tu muszę się przyznać, że nieco obawiałem się tym razem tego połączenia – z jednej strony poezja Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej, a z drugiej – spora, nieomal niepoliczalna, liczba zwłok na kartach powieści. Ale moje obawy okazały się płonne – Pokój dla artysty zachowuje swoją spójność.

    Być może z tego właśnie powodu nie jestem pewien autorstwa poszczególnych fragmentów książki. Tylko teoretycznie aspekty kryminalne można przypisać Jackowi Skowrońskiemu, a te obyczajowe – Marii Ulatowskiej. Podejrzewam jednak, że w bardzo wielu przypadkach autorzy zamienili się swoimi tradycyjnymi rolami – być może nawet tych przypadków jest… większość.

    Tym, co mnie najbardziej chyba urzekło, była stopniowa metamorfoza, jakiej autorzy poddali świat przedstawiony – od sielskich obrazków, poprzez stopniowe narastanie nastroju grozy, aż po zakończenie, którego tutaj oczywiście nie zdradzę. Polecam zarówno miłośnikom polskich kryminałów, jak i nieco bardziej poetycznie usposobionym.