Art of Reading
  • Search results for poradnik
  • Wstań, czyli jak zacząłem stosować pozycję Wonder Woman

    wstanwww

    stars10plus

    Autor: Ammy Cuddy

    Gatunek: poradnik

    Wydawca: Znak

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 366


    Z jakim potężnym sceptycyzmem podchodziłem do tej książki! No bo wyobraźcie sobie książkę, która ma za cel udowodnić, że aby zyskać pewność siebie, wystarczy opanować kilka postaw lub gestów? Która wywraca do góry nogami całą logikę opierającą się na zasadzie przyczynowości – bo czy uśmiechamy się tylko wtedy, gdy jesteśmy szczęśliwi? Nie! Możemy poczuć szczęście tylko dlatego, że się uśmiechnęliśmy! Brzmi to wszystko jak kompletna bujda. Problem w tym, że… działa.

    Amy Cuddy, autorka książki Wstań!, opiera swoją wiedzę na wielu badaniach i eksperymentach. Jeden z nich – opisany też w poradniku – polegał na sprawdzeniu reakcji badanych na śmieszne komiksy. Jedna grupa oglądała je trzymając długopis w zębach w sposób wymuszający uśmiechanie się, a druga zmuszająca do trzymania zaciśniętych ust. Okazało się, że osoby z pierwszego zespołu uznały obrazki za znacznie zabawniejsze niż ich odpowiednicy z drugiej grupy. Podobne efekty osiągano zawsze, gdy wywoływano uśmiech w sposób sztuczny – po pewnym czasie obraz mózgu ofiary eksperymentu wskazywał na rosnące uczucie szczęścia. To naprawdę działa – bo mózg reaguje na sygnały nerwowe z mięśni twarzy – i nawet jeśli nie masz żadnego powodu do uśmiechu, to możesz poczuć się lepiej po prostu się uśmiechając.

    Tak samo działają postawy otwarte – jak choćby słynna pozycja Wonder Woman – z rozstawionymi nogami, rękoma wspartymi na biodrach i prostym kręgosłupem. Podobno wystarczą dwie minuty tego ćwiczenia, by zmienić stan swojego umysłu. Jednocześnie otwarte postawy budzą u obserwatora poczucie, że dana osoba jest pewna siebie, wie czego chce, jest świadoma własnej wartości. Czyli wystarczy udawać osobę pewną siebie, by pewność siebie zyskać. Już Kurt Vonnegut w powieści Matka Noc przestrzegał, że musimy uważać na to, kogo udajemy, bo stajemy się właśnie tymi osobami. Przestroga może być jednak, jak widać, również wskazówką.

    Amy Cuddy przedstawiła swoją rewolucyjną teorię na konferencji TED Global w 2012 roku. Film z tym wystąpieniem zyskał gigantyczną liczbę odsłon. Książka napisana jest lekko, wyjątkowo przystępnie, przy czym nie odnosi się wrażenia, jakby ujawniała prawdę objawioną i cudowny lek na niską samoocenę. I może właśnie dlatego, może być takim właśnie lekiem.

     

  • Mówiąc inaczej, pisząc inaczej…

    mowiacinaczej

    stars10

    Autor: Paulina Mikuła

    Gatunek: poradnik

    Wydawnictwo: Flow Books

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 286


    Kiedyś widziałem jakiś odcinek „Mówiąc inaczej” – ale jako człowiek dość starej daty nie wyznający się na tych wszystkich „subach” i innych podobnych – po prostu wyrzuciłem to z pamięci. Oto jednak pojawiła się książka będąca pisemnym rozwinięciem tematyki poruszanej przez Paulinę Mikułę na kanale Youtube. Zacząłem ją czytać i natychmiast odnalazłem w Internecie miejsce, gdzie można obejrzeć (a nawet oglądnąć!) około 60 odcinków całej serii. Szybko nadrobiłem braki, a nawet zdecydowałem się na subskrypcję (swoją drogą to bardzo zdradliwe ortograficznie słowo, bo co tam robi litera „P”, jeżeli mamy takie słowo, jak „skryBa”?). I jestem pod dużym wrażeniem.

    Nie, nie chodzi wcale o walory estetyczne, montaż, muzykę, ani nawet o to, że kolejne odcinki „Mówiąc inaczej” ogląda 200 tys. ludzi, którzy zapewne w sporej części zdecydują się również na zakup książki. Jestem pod wrażeniem samego pomysłu – „język polski trudna języka jest”, jak wiadomo – a Paulina Mikuła znalazła doskonały sposób na promocję prawidłowego nim się posługiwania. Robi to nienachalnie (specjalnie chyba sobie dziś wybieram takie trudne wyrazy!), posługując się często mową potoczną (ale poprawną!), w podziwu godny sposób operując dykcją i wdziękiem. Z tego też powodu trafia do – z reguły młodych – widzów i czytelników.

    Bardzo podoba mi się także książka, która oprócz porad językowych, zawiera też sporą dawkę przemyśleń, wspomnień, refleksji… Jedna z nich mocno trafiła w moją idée fixe, czyli promocję czytelnictwa. Bo jaki jest właściwie jedyny sposób na to, by popełniać mniej błędów? Trzeba, Panie i Panowie, więcej czytać. A najlepiej, by czytać właśnie dzieła już zredagowane przez kogoś, dla kogo polszczyzna nie ma tajemnic.

    Wstyd się przyznać, ale i ja się czegoś nauczyłem. Po pierwsze, poznałem prawidłową pisownię zwrotu „ożeż” – chyba nigdy wcześniej nie widziałem tego słowa zapisanego poprawnie. A po drugie – dowiedziałem się, że błędem jest wstawianie przecinka po słowie „pozdrawiam”, którym kończymy korespondencję przed podpisem. Tak jest!

    Paulina Mikuła znana z Youtube sprawia wrażenie osoby raczej przerysowanej i zachowującej się nieraz w sposób pretensjonalny i/lub protekcjonalny. To oczywiście kreacja. Książka odkrywa nieco inne oblicze tej specjalistki od językowej poprawności. Mimo że w wielu zdaniach usłyszymy expressis verbis znaną vlogerkę. I tylko pytanie na koniec – ile błędów popełniłem w tej recenzji? Aż się boję.

  • Warto rozmawiać z synem co najmniej 10 razy…

    Dziesiec-rozmow-ktore-musisz-przeprowadzic-ze-swoim-synem-kopia

    stars5

    Tytuł oryginału: Ten Conversations You Must Have With Your Son

    Gatunek: poradnik

    Wydawca: REBIS

    Data wydania: 2015

    Liczba stron: 304


     

    Dziesięć rozmów, które musisz przeprowadzić ze swoim synem stanowi naprawdę nieznośny przykład amerykańskiego podejścia do wychowania, psychologii, ekonomii, poradnictwa (niepotrzebne skreślić). I naprawdę nieistotna w tym przypadku pozostaje narodowość autora, który jest Australijczykiem. Otrzymujemy książkę, która w swych założeniach jest jak najbardziej przydatna, ale nie dla Europejczyków, którzy mają nieco inne podejście do zagadnień międzyludzkich relacji. Lecz może to tylko moja opinia.

    Tim Hawkes chciał w swoim poradniku przekazać, w jaki sposób można zostać autorytetem dla swojego syna i przygotować go do dorosłego życia. Problem w tym, że jego metoda przypomina instrukcję obsługi samobieżnej kosiarki. Autor zbyt szczegółowo narzuca czytelnikom, w jaki sposób powinni rozmawiać z własnymi dziećmi. Przede wszystkim brakuje mi tu głębi, jakiejś refleksji, która sprawia, że rozmowa zmienia się niemalże w misterium. U Hawkesa jest łopatologicznie, a już wyjątkowo nieszczęśliwym pomysłem jest nagminne stosowanie skrótowców (np. GRIP, czyli good, right, improving i proper).

    Autor punktuje w ten sposób kolejne ważne rozmowy – zupełnie jakby tworzył biznesplany lub prezentacje w Power Point. Być może taki jest wymóg, jakiemu podlegają podobne publikacje – może czytelnicy w dzisiejszym świecie wymagają właśnie podręcznikowego podejścia? Może inaczej niczego by nie zrozumieli?

    Zastanawiam się, dlaczego wydawca nakłania do zakupu tej pozycji następującym zdaniem: Ta książka jest lekturą obowiązkową dla każdego, kto chce dobrze przygotować syna do dorosłości. Trochę zbyt mocne stwierdzenie. Poradnik Hawkesa z drugiej strony na pewno nikomu nie zaszkodzi. Może on również podsunąć kilka pomysłów, szczególnie w przypadku tematów trudnych i drażliwych. We wszystkim jednak powinny być zachowane proporcje. Tak samo w przypadku tej książki – pamiętajmy, że żaden podręcznik nie nauczy nas najważniejszej rzeczy – jak tworzyć wartościowe więzi z członkami własnej rodziny. To trzeba mieć w sobie.

    Książka może zatem okazać się pomocna, ale nie przesadzałbym z określaniem jej jako dzieło przełomowe lub niezbędne.