Art of Reading
  • Search results for polityka
  • Jeszcze o jednolitej cenie…

    Jak wspierać czytelnictwo? Podnieśmy ceny książek, wtedy ludzie będą ich więcej kupować. To działa w przypadku niektórych dóbr konsumpcyjnych, jak samochody ferrari czy zegarki Patek Philippe Nautilus, a w naszym kraju książki stają się powoli towarem luksusowym, więc wszystko się zgadza. Uratujmy małe księgarnie. Nie będą mogły przyciągać klientów promocyjnymi cenami, a duże sieci i tak wykorzystają efekt skali, by zarobić. Nadążamy? Młodzież kupuje w małych sklepach internetowych? Niech się przeniosą do Empiku, a jeszcze lepiej do Biedronki. A przy okazji, pozostawmy VAT na książki na obecnym poziomie, a e-booków i tak nikt nie czyta, prawda?

    Ale spójrzmy na argumentację pomysłodawców, czyli Polskiej Izby Książki… „Walka ceną może sugerować konsumentom, że książki są albo niepełnowartościowe, albo ich ceny sztucznie zawyżone (…) Mówimy cały czas o książce, której należy się trochę inne traktowanie niż pozostałych codziennych dóbr, z uwagi na jej szczególny wkład w rozwój intelektualny społeczeństwa.” Ja to niestety odczytuję w następujący sposób – nie będzieta głupie ynteligienty kupować tanich książek, bo i tak zapłacicie frycowe za swój szkodliwy nałóg czytania. A najlepiej, żeby książek nikt nie kupował – będą takie znakomite ceny, tak idealnie wszystko wykoncypowane, że nic, tylko usiąść i obejrzeć kolejny odcinek telenoweli. Byle na kiełbasę wystarczyło i na paczkę papierosów…

     

  • Coś Ty PiS-owi zrobił, Bolesławie?

    Od polityki staram trzymać się z daleka… Wprawdzie pisałem o tym, że niektórzy (z naciskiem na to słowo) politycy czytają, jednak staram się nie stawać na barykadach, bo w końcu zajmuję się książkami, a nie walką o władzę. Tym razem jednak po prostu nie wytrzymałem. Wybaczcie mi, mili czytelnicy, ten wyskok.

    Z tym poetą zaprzyjaźniłem się dzięki… miesięcznikowi „Fantastyka”. Już nie pamiętam, w którym to było roku, ale pewnego razu, na łamach tego pisma, opublikowano wiersz zaczynający się od słów:

    „Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,
    A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.
    I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,
    I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie…”

    Oczywiście, była to Dziewczyna Bolesława Leśmiana. Zacząłem odkrywać światy zamieszkiwane przez „ludzieńków”, Dżanandy i dziwożony, ukrywających się między malinami lub w rozstajnych sadach, popijających cienisty napój. Coś mnie urzekło w tych krainach – nikt inny nie pisał takich wierszy, był geniuszem, a jego słowotwórstwo – prawdziwym mistrzostwem świata. Doceniło ten fakt także Stare Dobre Małżeństwo wykorzystując teksty Leśmiana w swoich piosenkach.

    Bolesław Leśmian miał zostać jednym z patronów 2017 roku. 80 rocznica śmierci. 140 rocznica urodzin. Dwie okrągłe daty. A jednak senat Rzeczpospolitej Polskiej głosami senatorów PiS odrzucił jego kandydaturę. Cóż, Leśmian miał to nieszczęście, że był pochodzenia żydowskiego. Cóż, pisywał erotyki i wiersze o nieco agnostycznym charakterze. Cóż, jakiś tam poeta, skoro można uhonorować Matkę Boską Częstochowską. Dobrze, że nie częstochowskie rymy…

    Miałem nie pisać o polityce. Ale rządzą nami ludzie pozbawieni jakiegokolwiek zaplecza kulturalnego, ogłady, oczytania. Ludzie, którym postać wielkiego polskiego poety źle się kojarzy. Przytoczę tu znaną anegdotę o Winstonie Churchillu.  W czasie II wojny światowej rząd brytyjski zastanawiał się, skąd wziąć fundusze na prowadzenie działań wojennych. Jeden z ministrów zaproponował wtedy, by obciąć wydatki na kulturę. Cóż odpowiedział premier? „Panowie, skoro mamy obciąć wydatki na kulturę, to o co my wobec tego walczymy?”.

  • Dla kogo ten Paszport?

    Miałem dziś od rana pisać recenzję, ale inna sprawa mnie chyba zbyt mocno pochwyciła w swe sidła. O tej sprawie zresztą także chciałem napisać, przynajmniej w zamyśle sposobiłem odniesienie się jakieś, ale dyskusja, w jakiej miałem szczęście (nieszczęście?) brać udział sprawiła, że plany uległy zmianie. Celowo trochę zamieszałem na początku, chcąc oddać rozterki i wątpliwości, jakie w związku z tą dyskusją się nasunęły.

    Cóż się wydarzyło? Łukasz Orbitowski otrzymał był kilka dni temu Paszport Polityki w kategorii literatury. Ze wszech miar zasłużenie – wprawdzie nie czytałem ostatniej jego książki Inna dusza, ale od wielu lat śledzę jego pisarską karierę z zaciekawieniem, a nawet pewną dozą zazdrości 😉 Łukasz, którego mam wielką przyjemność znać osobiście, zaczynał od fantastyki i horroru, ale jego ostatnie książki docierają także do czytelników głównonurtowych. A jak docierają? Wystarczy powiedzieć, że do „Paszportów Polityki” był nominowany już po raz trzeci. Łukasz odżegnuje się w tej chwili od grozy jako gatunku, lecz moim skromnym zdaniem jego twórczość dowodzi wręcz tego, że nawet horror może być literaturą ambitną i wybitną. Ale niektórym się to nie podoba.

    Pewien mój inny znajomy, którego tożsamości nie będę ujawniał, stwierdził tymczasem, że nasze ojczyste elity chyba niezbyt dobrze się orientują, czym tak naprawdę powinna być literatura. Paszport dla Orbitowskiego, rok wcześniej laureatem został Zygmunt Miłoszewski, a w poprzednich latach dodatkowo Ziemowit Szczerek i Szczepan Twardoch… Inni dyskutanci przychylając się do tej opinii, określili nawet ową okoliczność mianem snu z cyklu „noc w izbie wytrzeźwień”. Mój anonimowy w tej relacji, a w rzeczywistości bardzo znany twórca, indagowany o to, jak by zdefiniował twórczość Orbitowskiego et consortes użył dezawuującego terminu „rozrywkowa proza fabularna”. Czyli nie literatura, a jedynie proza fabularna, rozrywkowa na dodatek.

    Zaprawdę, nazwanie Łukaszowej prozy mianem „rozrywkowej”, świadczy o bardzo specyficznym podejściu do tematu rozrywki. Depresyjne klimaty, zaburzone relacje międzyludzkie, gorzkie rozliczenia z młodością (Szczęśliwa ziemia) czy też polską historią (Widma, Nadchodzi) – to wszystko jest dla powieści Orbitowskiego wręcz charakterystyczne. Ale przyjmuję, że można tego nie wiedzieć i usztywnić swoje poglądy na pierwsze skojarzenie z horrorem, kryminałem i… (tu można wstawić dowolne określenie gatunkowe). Ale ja się na takie sztywne oceny nie godzę. Niedawno część Polaków usłyszała, że są osobnikami gorszego sortu. Nie róbmy tego samego literaturze.

    Niektórzy wciąż nie chcą zauważać, że granice gatunkowe dawno się rozmyły, że żyjemy w czasach literackiego multi kulti. A to oznacza, że fantastyka, sensacja, groza dawno przestały być li tylko prozą rozrywkową. Ciśnie mi się na klawiaturę rasowe porównanie – a niech tam – są wciąż ludzie, którzy nie mogą zrozumieć, że Afroamerykanie robią kariery w biznesie, medycynie. Oni postrzegają potomków niewolników nadal przez pryzmat getta. Podobnie czynią niektórzy krytycy literaccy.

    Czekam na Nobla dla pisarza kryminałów lub fantastyki. Na Nike dla autora specjalizującego się w horrorach. Czekam na abolicję.