Art of Reading
  • Search results for poezja
  • Zapowiadając patronat poetycki…

    Portal Art of Reading objął swoim patronatem tomik poetycki Katarzyny Georgiou pt. Drzewa kochać potrafią, który już niebawem pojawi się na półkach w księgarniach. Tytuł bardzo głośno przywołał pewną niedawno przeczytaną książkę, czyli Sekretne życie drzew… Ale to oczywiście tylko moje własne skojarzenie. Nieco więcej na temat swojej twórczości i inspiracji mówi sama poetka w filmie, który zgodziła się udostępnić TVPM.

    Zapraszam.

  • Apokryfy krakowskie, czyli poezja miejska

    Autor: Ewa Elżbieta Nowakowska

    Gatunek: poezja

    Wydawca: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział Kraków

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 76


    „Mowa pamięci jest rozwlekła: zwielokrotnia znaki, aby miasto zaczęło istnieć” – stwierdził Italo Calvino Niewidzialnych miastach. Najlepiej zwiedzać miasto za pośrednictwem przewodnika, a może nawet nie da się inaczej – bo najczęściej patrzymy na nowe rzeczy cudzymi oczyma. A nawet jeśli odnajdziemy własną tożsamość w spojrzeniu na zabytkowe kamienice, brukowane uliczki i fragmenty murów, to – szczególnie wtedy – będzie to subiektywne odczucie sklejone ze wspomnień, przeszłych lektur, przemyśleń. W taką subiektywną wycieczkę po Krakowie zabiera nas Ewa Elżbieta Nowakowska.

    Kilkadziesiąt wierszy tworzy swoisty album turystyczny, a może atlas niewidzialnego miasta, którego nie dostrzeglibyśmy, gdyby nie wyobraźnia poetki. To wspomnienia duchowej wędrówki po ulicach rodzinnego miasta, któż wie, czy nie są to zapiski z podróży duszy, a nie samej autorki. O ile podobnie rozróżnienie może być zasadne. To nieco inny Kraków – bardziej intymny, pełen westchnień z przeszłości. Tu przypomina się jeden z wcześniejszych zbiorów Ewy Elżbiety Nowakowskiej, czyli Trzy ołówkiTamte wiersze też były na swój sposób apokryficzne.

    Apokryfy krakowskie – coś, co wydobyto z ukrycia, jak zwoje z Morza Martwego. Te wiersze przypominają nieco fotografie – stąd moje wcześniejsze porównanie z albumem zdjęć. Przy czym zdjęcia te są alternatywną wizją do tej znanej z widokówek kupowanych na krakowskim rynku. To nie pocztówki – bardziej zdjęcia reporterskie.

    Odnajdźmy własne miasto pamiętając, że możemy je odwiedzać wiele razy i za każdym powtórzeniem widzieć coś innego, własnego czy cudzego – to w tej chwili nie ma żadnego znaczenia. Pobyt w Krakowie Ewy Elżbiety Nowakowskiej wspominam bardzo miło.

  • Jonestown – poezja masakryczna

    jonestownwww

    stars8

    Gatunek: poezja

    Wydawnictwo: Forma

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 70


    Pamiętam, wprawdzie dość słabo, bo z wiekiem pamięć staje się coraz bardziej ulotna, ale w recenzji któregoś z poprzednich poetyckich tomików Karola Samsela pozwoliłem sobie użyć porównania z literaturą grozy. Uczyniłem to z niejakim niepokojem, bo wszak dopuściłem się mieszania, czy wręcz różnych kodów kulturowych, by nie powiedzieć, że w sposób niepowołany dokonałem dekonstrukcji intencji nadawcy. Miałem jednak okazję zamienić parę słów z autorem, któremu na szczęście spodobał się ten implicytny trop. I teraz, po lekturze Jonestown, jeszcze silniej upieram się przy tamtej interpretacji.

    Jonestown. Miejsce niesławne, kojarzące się natychmiast z przerażającą masakrą i śmiercią członków Świątyni Ludu, ale też z marzeniem o raju na Ziemi, enklawie sprawiedliwych. Przemawia do mnie szczególnie ten pierwszy trop wiodący ku określonej sferze pojęciowej, ku „grozie miłości na Ziemi”. Karol Samsel prowadzi dialog z rytualizacją pracy twórczej, która przecież również stanowi rodzaj makabrycznej hekatomby. Tym jest przecież właśnie kreacja – dążeniem do Absolutu drogą postępujących klęsk i pożarów. Literatura, ta wymarzona i wyśniona, istnieje w swej idealnej formie jedynie na matrycy wyobraźni poety. Przelanie słów na papier odkrywa zawsze niedoskonałość, a czasem nawet zbrodnię przeciwko samemu sobie.

    Niewątpliwa erudycja poety nie słabnie, można rzec, iż ten tomik stanowi swoiste dopełnienie dwóch poprzednich (Więdnic Prawdziwie noc). Erudycja, dodam, w tym przypadku nie ogranicza się do książkowej wiedzy – ona jest wręcz geodezyjna, bo Karol Samsel potrafi podążyć wieloma drogami dostrzeganymi przez nielicznych. Niczym w Borgesowskim „ogrodzie o rozwidlających się ścieżkach” jeden punkt startu oznacza zawsze nieskończoną liczbę punktów docelowych. W tym tkwi też moc tej poezji – bo kolejne jej odczytania są zupełnie nowymi podróżami.

    Szczerze polecam i czekam na kolejne drogowskazy do miejsc masakry.