Art of Reading
  • Search results for Peter Spokes
  • Angry ghost, czyli penny dreadfuls w XXI wieku

    Autor: Peter Spokes

    Gatunek: horror

    Wydawca: Troubador Books Publishing

    Data wydania: 28 lutego 2018 r.

    Liczba stron: 540


    Od czego by tu zacząć? Może od tego, że The Angry Ghost and Other Stories to najdłużej czytana przeze mnie książka od 2005 roku, czyli od momentu, gdy zacząłem zapisywać takie rzeczy (naprawdę to robię!). W tym miejscu muszę zapewnić, że lektura wcale mi się nie dłużyła, poza paroma momentami, i była to raczej powolna degustacja doskonałego dania. Z tego, co wiem, Peter Spokes jest debiutantem – to chyba jedyna informacja, jaką o nim znalazłem, więc taki debiut naprawdę jest świetną zapowiedzią.

    Już pierwsze opowiadania uderzają czymś zupełnie nieoczekiwanym – tak już nikt dziś nie pisze! Zupełnie jakby czytało się przedruk jakiejś odcinkowej opowieści grozy z wiktoriańskiej Anglii. W miarę lektury trafiamy na teksty, których akcja toczy się bardziej współcześnie, ale wciąż pozostaje to wrażenie kiełkujące na samym początku. Może to jakaś magia języka, a może trochę dziwaczna maniera dzielenia każdego opowiadania na sceny i rozdziały? Peter Spokes ma kilka ulubionych motywów – pierwszym z nich są oczywiście duchy, ale wśród bohaterów zebranych w tomie utworów są także wilkołaki i zombie, a nawet aniołowie i robaki. Zdarza się również, że to nadprzyrodzone istoty są w tekstach narratorami pierwszoosobowymi.

    I kolejna charakterystyczna cecha – właściwie wszystkie teksty podszyte są smutkiem, odgrywają teatr odchodzenia i przemijania, ale ten melancholijny klimat niesie w sobie jakieś ciepło nostalgii. Ta dwubiegunowość charakteryzowała też utwory Raya Bradbury’ego z serii Green Town. Opowiadania przywodzą na myśl starą szkołę horroru – czyli wywoływanie strachu przy pomocy raczej nastroju i zwiewnych, mglistych opisów aniżeli krwawej jatki i wiszących na żyrandolu jelit.

    Jak wspomniałem na początku, w niektórych opowiadaniach pojawiły się dłużyzny. Być może przesądziły o tym względy warsztatowe (przypominam, że to debiut), a może pewna niekonsekwencja – użyję tego słowa, chociaż nie umiem ocenić, czy był w tym jakiś zamysł i premedytacja. Opowiadania w zbiorze są różnej długości – obok tradycyjnych znajdziemy również dość długie minipowieści. Wydaje mi się, że lepszym pomysłem byłoby rozbudowanie tych ostatnich do formatu powieści pełnoprawnych. Te objętościowe różnice bardzo zaburzają rytm czytania – cóż, różnorodność jest cenną zaletą, ale może nie za wszelką cenę.

    Mimo wszystko polecam tę lekturę – na razie tylko w języku angielskim. Może znajdzie się ktoś, kto przetłumaczy te teksty – naprawdę warto. Sam bym się zgłosił, ale aż tak biegłym tłumaczem niestety nie jestem.