Art of Reading
  • Search results for Péter Gárdos
  • Péter Gárdos – przede wszystkim reżyser

    Péter Gárdos, urodzony w Budapeszcie w 1948 roku reżyser, pisarz. Wykłada scenopisarstwo i reżyserię w wyższej szkole nauk stosowanych Metropolitan w Budapeszcie. Jego hobby to gra w szachy.

    Do najbardziej znanych filmów Gárdosa należą: Iluzjoniści, Koklusz oraz Skorpion je bliźniaków na śniadanie (A skorpió megeszi az ikreket reggelire) i Porcelanowa lalka (A porcelánbaba). Jest laureatem szeregu nagród na najbardziej znaczących festiwalach filmowych.

    Jego pierwsza powieść, Gorączka o świcie, opowiada prawdziwą historię miłości jego rodziców.

  • Gorączka o świcie, czyli jak piętnować wspomnienia

    goraczka

    stars7

    Tytuł oryginału: Hajnali Laz

    Tłumaczenie: Maria Żbikowska

    Gatunek: beletrystyka, wspomnienia

    Wydawnictwo: Czarna Owca

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 254


    Wzruszyłem się kilka razy. Rzeczywistość często wygrywa z fikcją, jeśli idzie o scenariusze – i tak jest właśnie w przypadku Gorączki o świcie Pétera Gárdosa. Uznany węgierski reżyser postanowił zadebiutować jako pisarz, a za kanwę jego pierwszej powieści posłużyły prawdziwe losy jego rodziców. Oboje przeżyli obozy koncentracyjne, po wojnie poznali się dzięki korespondencji. Tak, wzruszyłem się kilka razy, lecz nie była to zasługa pisarza, a samej opowieści.

    Szwecja, rok 1945. Dwudziestopięcioletni Miklós trafia z oswobodzonego obozu koncentracyjnego Bergen-Belsen na Gotlandię. W obozie rehabilitacyjnym zostaje po raz drugi skazany na śmierć: jego lekarz daje mu sześć miesięcy życia. Miklós wypowiada swojemu losowi wojnę. Wysyła listy do stu siedemnastu Węgierek przebywających w szwedzkich szpitalach, w nadziei na to, że znajdzie miłość swojego życia. Jego ciche marzenie wkrótce się spełnia: 19-letnia Lili kompletnie oczarowuje go swoją charyzmą. Z czasem okazuje się, że jej wspomnienia wojenne są równie traumatyczne, jak jej listowego rozmówcy.

    Nie twierdzę, że Gorączka o świcie to książka zła. Największą jej zaletą są jednak cytaty z listów. Wszystko inne, a więc wartość dodana pisarza, niestety jest, nie bójmy się użyć tego określenia – gorszego sortu. Dalibóg! Taką opowieść można by snuć tak znakomicie, gdybyż tylko umiejętniej dawkować napięcie, wejść głębiej w dusze bohaterów, spróbować czytelnika czymś zaskoczyć! Tymczasem mamy do czynienia z poprawną, szkolną w zasadzie, opowieścią.

    Najbardziej zasmuciło mnie samo zakończenie, do którego pięknie pasuje stwierdzenie o „smutku spełnionych baśni”.  Bo jest tu nostalgia za młodzieńczymi ideałami, które trafiły na śmietnik historii – a przecież, tracąc takie klejnoty, zawsze stajemy się ubożsi. Teoretycznie książka opowiada o potędze miłości – takiej prawdziwej, która potrafi przenosić góry. Co jednak z niej zostaje pod koniec dnia, gdy wszystkie wzniesienia dawno trafiły już na swoje miejsce?

    Nie umiem piętnować wspomnień. Traktuję tę książkę nie jako literaturę, ale raczej opowieść o prawdziwych ludziach. Może trochę szorstką, bez stylistycznych fajerwerków, ale odsłaniającą kawałek czyjegoś życia.