Art of Reading
  • Search results for Novae Res
  • Ciemnokrąg, czyli wokół tajemnicy

    Autor: Daniel Koziarski

    Gatunek: beletrystyka

    Wydawca: Novae Res

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 304


    Czasami, w trakcie lektury książki, uderza nas jej przytłaczające podobieństwo do innej, wcześniej poznanej. Ale nie, absolutnie nie chodzi tu o banalne kwestie plagiatu, fabularnego wykorzystania bliźniaczych elementów, czy powtarzalność schematów znaną z wielu gatunków literackich. Nie tym razem, w rzeczy samej. Niekiedy jednak poznajemy jakąś całkowicie oryginalną fabułę, która niczym echo przywołuje nam inną, równie mało charakterystyczną. Jakby obie książki napisały bratnie dusze, nieświadome swojego wzajemnego istnienia. Kiedy więc czytałem Ciemnokrąg Daniela Koziarskiegoprzed oczyma stanęła mi wczesna powieść Jakuba Żulczyka – Zrób mi jakąś krzywdę… Mimo braku formalnych zbieżności.

    Ciemnokrąg jest oryginalny chociażby przez wzgląd na swoją strukturę. Tworzą go cztery opowiadania łączące się wspólnymi bohaterami i obsesjami, dodatkowo spięte klamrą prologu. Oto historie ludzi, którzy spowodowali wypadek samochodowy, pewnej dziewczyny, która poznaje na koncercie mężczyznę, pewnego mężczyzny, który zostaje oskarżony o molestowanie uczennicy, pewnej dziennikarki piszącej artykuł o gwiazdach disco polo. Wszyscy dotknięci piętnem jednej, błędnej decyzji, która sprawia, że zamykają się w mrocznym okręgu. Każde z nich spełniające definicję zwyczajnego człowieka, każdego z nich da się lubić na pewnym poziomie.

    W pewien sposób bohaterami tych opowieści jesteśmy my sami. Gdzieś pośrodku widnokręgu, który zmienia się znienacka w „ciemnokrąg”. Lecz jakże to? My? I nagła konstatacja – kto z nas jest bez winy, czy komukolwiek udało się przejść przez życie nie krzywdząc innego człowieka? Może byliśmy lekko podziębieni, ale musieliśmy jechać do pracy, a przenoszone przez nas zarazki doprowadziły kogoś do śmierci od powikłań pogrypowych?

    Daniel Koziarski napisał znakomitą książkę, która naprawdę mocno daje do myślenia. Psychologiczne portrety bohaterów są nakreślone wyjątkowo dobrze, konstrukcja świetnie się spina, językowi nic nie można zarzucić. Ale najważniejsze jest to, że po lekturze jesteśmy odrobinę innymi ludźmi, niż przed nią.

  • Kobieta, która wiedziała za mało – czyli o świecie pisarzy

    Autor: Daniel Koziarski

    Gatunek: beletrystyka

    Wydawnictwo: Novae Res

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 374


    Im więcej książek człowiek czyta, tym bardziej docenia ich nieprzewidywalność. Nawet nie chodzi mi w tym przypadku o błyskotliwe zwroty akcji, które w przypadku niektórych pisarzy, takiego Harlana Cobena chociażby, stają się przewidywalne do bólu. Mam na myśli raczej utwory, które każą w trakcie lektury zweryfikować wstępne założenia, które odkrywają nieznane otchłanie pisarskiej wyobraźni. Taką książką jest właśnie Kobieta, która wiedziała za mało Daniela Koziarskiego.

    Zaczyna się rzecz cała jak zwykła powieść obyczajowa z główną bohaterką Marzeną Wierzbą – pisarką specjalizującą się w tzw. prozie kobiecej. Bardzo szybko orientujemy się jednak, że nie mamy do czynienia z typową książką, jakich wiele. Daniel Koziarski przedstawia bowiem swoją bohaterkę jako pretensjonalną prostaczkę, której wydaje się tylko, że umie pisać. Najlepiej widać to we fragmentach, gdy Wierzba puszcza wodze swoich erotycznych fantazji właściwie za każdym razem, gdy spotyka jakiegoś atrakcyjnego mężczyznę. Owe opisy, bardzo dosadne w swym wyuzdaniu, są jednocześnie prawdziwą perłą satyry. Tak, zapewne takie passusy można znaleźć w wielu książkach, bo autorki postanowiły wykorzystać popularność 50 twarzy Greya i stworzyć podobnie głębokie psychologicznie fabuły…

    Kiedy już czytelnik pewnie siedzi w fotelu zaśmiewając się z karykaturalnie przerysowanego światka pisarzy, następuje jeszcze jedna zmiana. Jej charakteru nie zdradzę, ale powiem tylko, że burzy ona dość jednoznaczny przekaz. W tym burzeniu właśnie widzę wielką siłę powieści Daniela Koziarskiego – wszak już Pablo Picasso  powiedział, że „sztuka tworzenia jest sztuką niszczenia”.

    Książkę polecam jeżeli ktoś nie jest jeszcze przekonany, proponuję zapoznać się z wywiadem, jaki przeprowadziłem z autorem. Ten wywiad pojawi się już za 2-3 dni na Art of Reading. Zapraszam awansem!

     

  • Gałęziste – kiedy las jest demonem

    galezistewww

    stars8

    Autor: Artur Urbanowicz

    Gatunek: horror

    Wydawnictwo: Novae Res

    Data wydania: 2015

    Liczba stron: 462


    Ta recenzja jest czymś więcej niż tylko tekstem krytycznoliterackim. Nie, nie zamierzam wcale twierdzić, że to jakieś dzieło sztuki, błyskotliwa tyrada, wręcz utwór literacki par excellence. Ta recenzja jednak to także głos w pewnej toczącej się od kilku lat dyskusji na temat regulaminu pewnej nagrody. Chodzi o Nagrodę Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Dodam, że jako dwukrotny jej laureat czuję się upoważniony do upublicznienia swojej opinii. Zasady nominowania utworów wykluczają tymczasem możliwość późniejszego głosowania na utwory (książki i opowiadania) wydane w systemie selfpublishing. I teraz moja opinia – przykład Gałęzistych Artura Urbanowicza jasno dowodzi, że ten przepis jest zbyt rygorystyczny. Powiem więcej – brak możliwości głosowania na tę właśnie powieść to błąd.

    Głównymi bohaterami książki jest dwójka młodych ludzi, którzy stanowić mogą idealny przykład teorii o przyciąganiu przeciwieństw. Studentka psychologii i student matematyki, mocno wierząca katoliczka i ateista – nie mogą (o  dziwo!) się dogadać. Ich związek przeżywa zatem kryzys, a świetnym wyjściem z impasu wydaje się być wspólna wyprawa na Suwalszczyznę. Nic bardziej mylnego – na drodze naszych zakochanych staną nawiedzone lasy, kulty pogańskie i… różne dziwaczne wydarzenia.

    Podobają mi się w tej książce bardzo dobrze naszkicowane postacie, ciekawy pomysł na intrygę (przyznam, że uwielbiam przedchrześcijańskie tropy w literaturze grozy) i naprawdę przerażający nastrój narkotycznej wizji. Nie podoba mi się niestety język – i nawet nie chodzi o to, że jest on nadmiernie stylizowany na mowę potoczną. Chodzi o jego niestaranność, niedopracowanie, niechlujność… Tyle że te wszystkie przywary można zapisać raczej na konto wydawcy, aniżeli samego autora. I tu znów wracamy do natrętnego tematu.

    Przy wszystkich wadach, ta książka i ten autor zasługują, by brać ich pod uwagę w przypadku wyboru lektury, czy nawet nominacji do nagrody literackiej. Przenieśmy się na chwilę do teatru wyobraźni – czy wydany w tradycyjnym wydawnictwie Zdzisław Leon Kociamber byłby lepszym pisarzem od, dajmy na to, Julio Cortazara, który przez przypadek wydał swój debiut w vanity press? To hipotetyczna zupełnie sytuacja, ale czy naprawdę kapituła czcigodnej nagrody nie potrafiłaby odróżnić prozy pierwszego z wymienionych panów od drugiego? Wiadomo w końcu, że w skład jury wchodzą fachowcy, którzy powinni docenić dobrą grozę, bez względu na to, przez kogo została wydana. Taka refleksja, a Gałęziste polecam.