Art of Reading
  • Search results for Norwegia
  • Przegrane pokolenie, czyli szachy w Norwegii

    totyjesteswww

    stars9

    Autor: Christer Mjåset

    Tytuł oryginału: Det er du som er Bobby Fischer

    Tłumaczenie: Dorota Polska

    Gatunek: sensacja

    Wydawca: Smak Słowa

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 208


    Zachodzi pewna dziwna zależność między typowym krajobrazem danego kraju a klimatem tworzonej w nim prozy. Właściwie nie wiem do końca, na czym ta zbieżność polega i gdzie kryje się taki narodowy duch. Czemu proza Ameryki Południowej jest wypełniona słońcem podobnie jak powieści napisane w Hiszpanii, a skandynawskie kryminały epatują chłodem i samotnością? Na tej właśnie dziwnej zasadzie znajduję podobieństwo między literaturą norweską a na przykład japońską. A może to tylko gra pozorów – przypominają mi się zagraniczne podróże w dzieciństwie, kiedy po przekroczeniu jakiejś granicy zwracałem uwagę głównie na różnice pomiędzy zwiedzanymi krajami, doszukując się ich nieraz na siłę. Może więc wcale tak nie jest, a to tylko moje nastawienie?

    A jednak najnowsza powieść Christera Mjåseta To ty jesteś Bobbym Fischerem jako żywo przypomina mi prozę Haruki Murakamiego, a może nawet niektóre dokonania Yukio Mishimy. Krytycy zauważyli wcześniej podobieństwo do sławnej Rzeki tajemnic Dennisa Lehane’a. Nie jestem jednak pewny, czy takie skojarzenia są zasadne. Z pewnością mogę natomiast stwierdzić, że nowa książka sygnowana przez Smak Słowa jest najlepszą norweską powieścią, jaką kiedykolwiek czytałem* (aczkolwiek np. Knuta Hamsuna jeszcze nie znam).

    Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy po raz pierwszy od dwudziestu pięciu lat niejaki Håkon wraca do Lillehammer w związku z pogrzebem przyjaciela. Czterdziestoletni mężczyzna zmuszony jest spojrzeć w przeszłość, na coś, co dręczyło go przez całe życie. Zniknęła młoda dziewczyna, a w tym samym czasie inne sprawy przybrały fatalny obrót. Co właściwie zrobili, on i jego koledzy? Pogrzeb staje się okazją do spotkania się po latach czterech dawnych kolegów. Tak razem, jak i indywidualnie, muszą zmierzyć się z bolesnymi wydarzeniami, które rozegrały się wiele lat temu.

    Opowieść w mistrzowski sposób obnaża nieprzyjemne uwarunkowania psychologiczne w zdawałoby się zwyczajnym środowisku dorastania w małym norweskim mieście. Dzięki sugestywnym przejściom między współczesnym pogrzebem a wydarzeniami z czasów młodości bohaterów, czytelnik stopniowo poznaje brutalną prawdę. Ale powieść Christera Mjåseta to coś więcej – mianowicie ponury rozrachunek z przemijaniem, z pojęciem przyjaźni, która również nie jest w stanie oprzeć się wpływowi czasu i przejmująca opowieść o naszej niedoskonałości. Nieprzypadkowo w tytule i treści książki pojawia się Bobby Fischer – szachowy arcymistrz, który w najważniejszym pojedynku w swej karierze zaczął od fatalnego błędu w pierwszej partii. I ta niedoskonałość jest potężną siłą – nawet późniejsze zwycięstwa, udane (lub nieudane) życie, ciężki bagaż doświadczeń nie są w stanie jej wymazać…

    * EDIT – A jednak zapomniałem o Larsie Saabye Christensenie

  • Ślepy trop tuż przed premierą

    slepytrop

    Bez-tytułu

    stars9

    Autor: Jørn Lier Horst

    Tytuł oryginału: Blindgang

    Tłumaczenie: Karolina Drozdowska

    Gatunek: sensacja

    Wydawca: Smak Słowa

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 414


    Mówi się, że nawet najsolidniejszy research nigdy nie zastąpi pisarzowi doświadczenia. Prozaicy specjalizujący się w powieści historycznej niewątpliwie mają więc zadanie nieco utrudnione. Ale w przypadku prozy współczesnej? Da się zrobić! Szczególnie wyraźnie widać to w powieściach sensacyjnych, których autorami są byli policjanci lub wojskowi (ten ostatni casus dotyczy Lee Childe’a). Trzeba przyznać, że nieczęsto zdarza się, by zachowany był taki autentyzm, jak w przypadku norweskiego pisarza, który jeszcze trzy lata temu pracował na policyjnym posterunku, czyli Jørna Liera Horsta. Przychodzi mi na myśl wyłącznie inny były gliniarz, czyli Piotr Pochuro… Ale nie postuluję tu oczywiście, by kryminały pisali wyłącznie byli detektywi, thrillery medyczne – lekarze, a romanse z wyższych sfer – niegdysiejsze kochanki książąt i baronów. Chociaż niewątpliwie mają oni wszyscy łatwiej.

    Ślepy trop norweskiego byłego policjanta okrzyknięto jego najlepszą powieścią. Tymczasem jednak nie różni się ona wcale od poprzednich – co nie znaczy, że jest słaba. Znów mamy do czynienia z Williamem Wistingiem, przeżywającym kryzys wieku średniego policjantem, kolejny raz spotkamy się z jego rodziną i przyjaciółmi. Wydarzenia z poprzednich części pojawiają się w zgrabnych wzmiankach, lecz nie czujemy dyskomfortu związanego z ewentualną nieznajomością poprzednich tomów. Kolejny raz bardzo duży nacisk położony jest na psychologię postaci – naprawdę dowodzi to prawdziwości tezy o tym, że gliniarze muszą być dobrymi psychologami. Zgrabna jest również zagadka do rozwiązania.

    Samotna matka powraca do rodzinnego miasta. Odziedziczyła dom po dziadku, z którym była skłócona i którego obarcza winą za przedwczesną śmierć matki. W piwnicy znajduje zamknięty sejf, a w nim kilka przedmiotów, które mogą pomóc w trwającym od wielu miesięcy śledztwie. Nadzorujący je Wiliam Wisting będzie musiał stawić czoła nie tylko zagadce z przeszłości, ale także konfliktowi interesów i koleżeńskiej solidarności z innymi policjantami.

    Nie znajdziemy w prozie Norwega błyskotliwych popisów detektywistycznych, nie będzie tu też z drugiej strony – zapierającej dech w piersiach akcji – samochodowych pościgów, strzelanin, bon motów. Ale nie po to czytamy skandynawskie kryminały, czyż nie? Jeśli w ogóle je czytujemy, to książka Jørna Liera Horsta na pewno nas nie zawiedzie.

  • Skandynawskie tęsknoty, czyli Śnieg przykryje śnieg

    snieg

    stars8

    Tytuł oryginału: Snø vil falle over snø som har falt

    Tłumaczenie: Milena Skoczko

    Wydawca: Smak Słowa

    Data wydania: 2015

    Liczba stron: 288


    Efekt potwierdzenia czy selektywna percepcja? Sam już nie wiem, który z błędów poznawczych – częściowo sprokurowanych przez wydawcę, sprawił, że spodziewałem się kolejnego skandynawskiego kryminału. Sugestywna okładka, wcześniejsze wydanie w tej serii Jaskiniowca Jørna Liera Horsta i proste skojarzenie Skandynawii z ojczyzną kryminału XXI wieku – i uznałem, że Śnieg przykryje śnieg także będzie dziełem z tego gatunku. Dodatkowo muszę przyznać, że Levi Henriksen trochę mnie zaskoczył.

    Początek zwiastuje dość stereotypowe rozwinięcie akcji. 37-letni Dan Kaspersen wraca do małej rodzinnej wioski Skogli niedaleko Kongsvinger na pogrzeb brata. Właśnie odsiedział dwuletni wyrok za przemyt narkotyków i szuka dla siebie nowego miejsca w życiu. Jego brat został znaleziony martwy w swoim samochodzie na podwórzu małego gospodarstwa, które odziedziczyli po rodzicach. Dan będzie chciał się dowiedzieć, dlaczego Jakob popełnił samobójstwo. Jednocześnie okazuje się, że nie wszyscy mieszkańcy wioski cieszą się z jego powrotu. Brzmi to wszystko jak streszczenie wielu thrillerów, które czytaliśmy i oglądaliśmy, prawda? Nic dziwnego, że także dałem się omamić. Stopniowo stwierdzałem, że jak na thriller mamy zbyt dużo retrospekcji i przeżyć wewnętrznych, ale to też nic nowego w przypadku skandynawskich mistrzów powieści kryminalnych.

    Myślę, że dopiero w połowie lektury zorientowałem się, że nie jest to wcale thriller z rozwiniętą warstwą obyczajową, a raczej powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym. Przyznam, że komfort lektury od razu się poprawił… Dobrze się stało, bo wątek sensacyjny mógłby rozczarować przewidywalnością, ale ja byłem już skupiony na czym innym. Na tchnącej zimnym powietrzem opowieści o poszukiwaniu szczęścia i potrzebie bliskości, szukania i odnajdywania celu w życiu.

    Nie jest to jedna z najlepszych powieści, jakie czytałem w tym roku. ma w sobie jednak jakąś szczerość, której próżno szukać w wielu książkach z pretensjami do bycia wielką literaturą. Nie jest to z pewnością czytadło. Ot, obyczajowa opowieść o poszukiwaniu własnego miejsca na Ziemi. Jedna z wielu, ale na pewno nie będąca stratą czasu.