Art of Reading
  • Search results for Karol Samsel
  • Jonestown – poezja masakryczna

    jonestownwww

    stars8

    Gatunek: poezja

    Wydawnictwo: Forma

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 70


    Pamiętam, wprawdzie dość słabo, bo z wiekiem pamięć staje się coraz bardziej ulotna, ale w recenzji któregoś z poprzednich poetyckich tomików Karola Samsela pozwoliłem sobie użyć porównania z literaturą grozy. Uczyniłem to z niejakim niepokojem, bo wszak dopuściłem się mieszania, czy wręcz różnych kodów kulturowych, by nie powiedzieć, że w sposób niepowołany dokonałem dekonstrukcji intencji nadawcy. Miałem jednak okazję zamienić parę słów z autorem, któremu na szczęście spodobał się ten implicytny trop. I teraz, po lekturze Jonestown, jeszcze silniej upieram się przy tamtej interpretacji.

    Jonestown. Miejsce niesławne, kojarzące się natychmiast z przerażającą masakrą i śmiercią członków Świątyni Ludu, ale też z marzeniem o raju na Ziemi, enklawie sprawiedliwych. Przemawia do mnie szczególnie ten pierwszy trop wiodący ku określonej sferze pojęciowej, ku „grozie miłości na Ziemi”. Karol Samsel prowadzi dialog z rytualizacją pracy twórczej, która przecież również stanowi rodzaj makabrycznej hekatomby. Tym jest przecież właśnie kreacja – dążeniem do Absolutu drogą postępujących klęsk i pożarów. Literatura, ta wymarzona i wyśniona, istnieje w swej idealnej formie jedynie na matrycy wyobraźni poety. Przelanie słów na papier odkrywa zawsze niedoskonałość, a czasem nawet zbrodnię przeciwko samemu sobie.

    Niewątpliwa erudycja poety nie słabnie, można rzec, iż ten tomik stanowi swoiste dopełnienie dwóch poprzednich (Więdnic Prawdziwie noc). Erudycja, dodam, w tym przypadku nie ogranicza się do książkowej wiedzy – ona jest wręcz geodezyjna, bo Karol Samsel potrafi podążyć wieloma drogami dostrzeganymi przez nielicznych. Niczym w Borgesowskim „ogrodzie o rozwidlających się ścieżkach” jeden punkt startu oznacza zawsze nieskończoną liczbę punktów docelowych. W tym tkwi też moc tej poezji – bo kolejne jej odczytania są zupełnie nowymi podróżami.

    Szczerze polecam i czekam na kolejne drogowskazy do miejsc masakry.

     

     

  • Ile jest słów, tylu zdrajców – recenzja tomu poezji „Prawdziwie noc”

    prawdziwieAOR-znak

    stars9

    Autor: Karol Samsel

    Wydawca: Wydawnictwo Forma

    Data wydania: 2015

    Liczba stron: 88


    Pisanie wierszy o poezji zdaje się nieco trącić autoerotycznymi podtekstami. Jednak w przypadku tomiku Prawdziwie noc Karola Samsela droga wiedzie przez krainę pozbawioną cielesnych skojarzeń. Znajdziemy tu za to iście Borgesowską refleksję o mitycznych miejscach i życiu „służącym mowie za pal”. Nie znajdziemy za to odpowiedzi, bo poeta nie feruje wyroków, on tylko wyraża wątpliwości. Ta poezja jest z owych wątpliwości utkana. Czy da się bowiem w ogóle mówić o poezji w oderwaniu?

    Bo przecież – tu znów sięgnę do jednego z wierszy zamieszczonych w tym zbiorze – „poezją nie wyrazisz/ zataczającej koła/ kibitki pełnej kurew”. Jaka jest zatem rola literatury, skazanej na zagładę, Holocaust? W kolejnym wierszu Karol Samsel jeszcze ostrzej się wyrażając nazwie poezję „voodoo ludzkich znaczeń”, w jeszcze innym za cel poezji stawia to, by „ustrzec synergii znaczenia”. Nie wiem, czy podążam za właściwymi wersami, nie wiem, na ile odczytuję intencje poety. Jednak odnajduję w tych wierszach echa własnych rozmyślań – może właśnie tak i tylko tak powinno się traktować słowa ustawione w szeregach i rzędach? Pamiętając, co powiedział kiedyś chyba William Szekspir, o ile ułomna, zwiewna pamięć mnie nie zawodzi, że „ile jest słów, tulu zdrajców”.

    W oderwaniu… Te wiersze są także zwiewne, efemeryczne w swej istocie, a jednak mocno odciskają się w umyśle. Nie będę nawet udawał, że przeniknąłem wszystkie metafory, że przemknąłem nad tymi utworami niczym bogini Freja ze swym zaprzęgiem skrzydlatych kotów. Prawdziwie noc, podobnie jak poprzedni tomik poezji Karola Samsela Więdnice stawia czytelnikowi wysoko podniesioną poprzeczkę. Daje też podobną satysfakcję po lekturze – jakąś świadomość, by nie rzec przedświadomość, obcowania z poezją w najbardziej intymny ze sposobów – całym swym jestestwem. Polecam i zachęcam.

     

     

  • Pierwszy patronat

    prawdziwie nocMiło mi o tym pisać – po trzech miesiącach funkcjonowania w blogosferze Art of Reading doczekało pierwszego patronatu medialnego. Objęliśmy nim zbiór wierszy Karola Samsela Prawdziwie noc. Znając wcześniejsze dokonania poetyckie naszego autora możemy być pewni, że i tym razem uraczy nas erudycyjnym ciosem między oczy.

    Nawet Konrad Zych w okładkowym blurbie pisze:

    „Czytam te wiersze – trudne, dążące do maksymalnej kondensacji sensu, a równocześnie jakby niechętne poetyckiemu efektowi – i nie umiem odpędzić myśli: dalej tylko milczenie. W obliczu milczenia zawodzą wszelkie klasyfikacje i miary: kalekie płody estetyki. Pozostaje ciało i język, który z ciała bierze swój początek. Najpierwsze metafory, surowy budulec. Granica między nimi to wielki temat tej poezji. Może nie o granicy zresztą należałoby w tym przypadku mówić, lecz o oscylacji? Nieustannym krążeniu między biegunami życia i literatury? „Z zewsząd przyjąłbym życie / służące tej mowie za pal”. Życie – opuchniętą głowę. Życie – pozlepiane strąki włosów. Bo Prawdziwie noc to poezja od-cielesna. Od-cielesna, lecz nie – odcieleśniona. Ciało jest miejscem, z którego przemawia; matecznikiem wiersza, który żywi się jego sokami. Klasztorem Karmelu. „Kobieta rodzi mumię. Mężczyzna / rodzi mumię. Mumia ich łamie / i staje się aniołem”. Śmierć – obecna tu w sposób niemal dotykalny, ujmowana w swym fizycznym aspekcie – wydaje się warunkiem i punktem dojścia wszelkiej twórczości. Odmową – ciału. Odmową – literaturze. Wyzwoleniem.”

    Już szykuję swe recenzenckie pióro do potyczki wielce wymagającej…