Art of Reading
  • Search results for IUVI
  • Indeks szczęścia Juniper Lemon, czyli YA z przesłaniem

    Autor: Julie Israel

    Gatunek: młodzieżowa

    Wydawca: IUVI

    Data wydania: 5 lipca 2017

    Liczba stron: 376


    Moja dorosła przygoda z książkami przeznaczonymi dla segmentu YA (jakże lubię ten newspeak!) rozpoczęła się od książek o wampirach. Nie był to udany początek, muszę przyznać. Dopiero poznanie powieści Johna Greena zmieniło moje nastawienie. Powieść Julie Israel zatytułowana Indeks szczęścia Juniper Lemon wpisuje się w ten sam schemat – ambitnej prozy, która spełnia funkcje edukacyjne, ale bez swoistej autorytatywnej indoktrynacji, jaka zwykle kojarzy się z edukowaniem młodzieży.

    Minęło sześćdziesiąt pięć dni od wypadku, który na zawsze odmienił życie tytułowej bohaterki. W tym wypadku zginęła bowiem jej ukochana starsza siostra, Camilla. Pewnego dnia Juniper odkrywa list siostry napisany w dniu wypadku. Adresatem jest tajemniczy „Ty”, z którym Camilla właśnie w liście zrywała. Tylko że nikt (nawet Juniper)  nie ma pojęcia, kim mógłby być ten osobnik. Juniper zdaje sobie sprawę, że nie wie również kim tak naprawdę była Cam. Postanawia się tego dowiedzieć i dostarczyć list adresatowi. Ale sprawy się komplikują, gdy nasza bohaterka gubi pewną fiszkę – jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia. Ale na tej kartce jest pewna tajemnica, które nikt nie może poznać…

    Ta książka odpowiada na bardzo ważne pytania – jednym z nich jest odwieczny dylemat, czym tak naprawdę jest szczęście? Czy można dążyć do niego za wszelką cenę i czy wolno nam obdarzać nim innych bez żadnych konsekwencji? Ale oprócz tego to naprawdę poruszająca opowieść o radzeniu sobie ze stratą i o przyjaźni. Co więcej, mimo że skierowana do młodego czytelnika, doskonale sprawdza się również jako lektura dla dorosłych. Zarówno tych, którzy pragną dowiedzieć się, jak właściwie funkcjonuje umysł nastolatka, jak i tych, którzy po prostu pragną znów poczuć się, jakby mieli kilkanaście lat.

    Nie czytałem nigdy książki, w której depresja opisana byłaby w taki sposób. Bez ciemności, czarnych psów, psychotropów, ale przecież równie prawdziwie. Naprawdę nie wiem, jaka jest największa zaleta Indeksu szczęścia Juniper Lemon. Bez wątpienia jednak powieść ma wiele atutów.

  • Piasek Raszida, czyli Sanderson dla młodocianych

    Autor: Brandon Sanderson

    Gatunek: młodzieżowa

    Wydawca: IUVI

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 312


    Znów będzie dziwne wyznanie, jak na mola książkowego. Gdy byłem dzieckiem, nie cierpiałem bibliotek i bałem się bibliotekarek (w tym miejscu muszę pozdrowić znajome pracujące w tych przybytkach kultury: Iwona, Joanna, Judyta, Magdalena – nie miejcie mi tego za złe!). Czytałem bardzo dużo, ale z innych źródeł. Jako osoba z dawien dawna roztrzepana obawiałem się zawsze, że nie oddam pożyczonych książek na czas, zniszczę je lub zgubię, a potem będę musiał się tłumaczyć. Pamiętacie opowiadanie Stephena Kinga o policji bibliotecznej? To też moje traumy. Ale nie tylko moje – sądząc po młodzieżowej serii Brandona Sandersona o Alcatrazie…

    Głównymi czarnymi charakterami powieści Piasek Raszida są bibliotekarze. To prawdziwi władcy naszego świata, którzy – między innymi dzięki dostępowi do księgozbiorów – wypaczyli obraz rzeczywistości. Jednak każda władza absolutna musi się doczekać takich, którzy będą chcieli ją obalić. Jednym z nich jest właśnie Alcatraz, który pewnego dnia dowiaduje się, że jego rodzina od dawna stanowi część większej grupy walczącej ze spiskiem bibliotekarzy. Pomóc mu może jego niespotykany dar, którym jest niebywały talent do psucia wszystkiego, czego tylko dotknie.

    Piętą achillesową każdej spiskowej teorii (a spiskowej teorii dziejowej w szczególności) jest jej niespójność. Apologeci tego typu interpretacji są przekonani, że mają słuszność, no i z grubsza nawet wszystko się zgadza, każdy element w magiczny niemal sposób wskakuje na swoje miejsce. Jednak wystarczy przyjrzeć się bliżej, a natychmiast widoczne stają się rysy na tym idealnym obrazie. Muszę przyznać, że Brandon Sanderson bardzo dobrze dopasował fragmenty swojej układanki, chociaż wszystko oczywiście podane jest z porozumiewawczym uśmieszkiem i przymrużeniem oka. Najbardziej podobało mi się autoironiczne określenie samego siebie jako osoby ze skłonnością do urojeń pod postacią literatury… Mój przypadek chorobowy jest, zdaje się, podobny.

    Bardzo interesująco zapowiada się w każdym razie ta seria. Mam nadzieję, że kolejne części utrzymają wysoki poziom.