Art of Reading
  • Search results for eseje
  • Ulice nieistniejące

    uliceszczecina

    stars9

    Tytuł: Ulice Szczecina (ciąg bliższy)

    Gatunek: eseje, wspomnienia

    Wydawnictwo: Forma

    Data wydania: 2015

    Liczba stron: 218


    Zaułki, w których skryło się dzieciństwo, których nazwy zmieniały się niepostrzeżenie – one nie są już tymi samymi ulicami. Nakłada się na nie filtr wspomnień, odciska na nich swoje piętno Duch Czasu. Zachowane dla potomności w starych spisach adresowych, w książkach telefonicznych z poprzedniej epoki, w zdjęciach wyrywających strzępy chwil żarłocznej Wieczności. Bo czym są ulice – zrazu pomyślane jako urbanistyczny zamysł, kreślące swoje proste i krzywe na mapie, a potem będące skarbnicą zbiorowej pamięci? To ulice nieistniejące, zupełnie jak Miasta nieistniejące Italo Calvino – zresztą przywołane na początku książki.

    Ulice Szczecina (ciąg bliższy) to swoisty rozrachunek Artura Daniela Liskowackiego z ukochanym miastem. Przybliżają nam dzieje ulic i placów znaczących, a może raczej znaczonych biograficznie, na które nakładają się wcześniejsze, przedwojenne dzieje. Przy okazji niejako poznajemy losy patronów tych miejsc – zarówno obecnych, jak i tamtych wcześniejszych, z niemieckich planów miasta. Autor znakomicie przybliża nam również mieszkańców Szczecina – swoich sąsiadów zza ściany czasu.

    Mamy tu zresztą do czynienia z ciekawym dwugłosem – z jednej strony wielka historia przewalająca się przez dziesięciolecia, a z drugiej – jakże wzruszające i jednostkowe przeżycia. Jak to ktoś zauważył – szukanie prawdy o sobie samym staje się jednocześnie poszukiwaniem tożsamości rodzinnego miasta. I na odwrót oczywiście. Już początek zapowiada ten dwudzielny komunikat – Artur Daniel Liskowacki rodzi się w szpitalu wzniesionym przed wojną, według planów niemieckich architektów. Jest w tym jakieś zderzenie historii w jej kamiennym wymiarze z jakże ludzkimi i delikatnymi losami rodzinnymi.

    A wszystko to czyta się jak znakomity kryminał, o ile podobne porównanie może w tym przypadku być komplementem. Jednak naprawdę nie mogłem się od tych esejów oderwać, a i teraz – wiele dni po przeczytaniu Ulic Szczecina… powracają do mnie pytania i wątpliwości.

  • Silva rerum sprzed dwóch dekad

    notatnik i md

    stars8

    Tytuł: Notatnik i modlitewnik drogowy

    Wydawca: Forma

    Data wydania: 2013

    Liczba stron: 144


    Te ulotne notatki wyrwane z życia pożogi, uratowane jakby na przekór wszelkim okolicznościom, wspomnienia o nieżyjących, jak krótkie utwory na fortepian grane nad ranem w pustej knajpie, albo jak szkice pospiesznie kreślone – czemu tak się dzieje, że są bliższe prawdy od grubych opracowań i analiz? Być może w naszej naturze skrywa się taka fragmentaryczność, by nie rzec krotochwilność, która każe nam postrzegać życie jako sumę składową poszczególnych elementów wydanych na ognisty żer uciekającego czasu?

    Henryk Waniek jawi się w swym Notatniku i modlitewniku drogowym jako bystry obserwator szczegółów – to zapewne rzecz nieodzowna dla pisarza, a może i jeszcze bardziej, dla malarza. Ten zbiór notatek, anegdot, opowiadań i szkiców jest próbą wskrzeszenia dość omszałego już gatunku, jakim jest silva rerum. Rzecz dotyczy lat jeszcze niedawno teraźniejszych, a teraz już dawno minionych – 1984-1994. Pamiętam je w miarę dobrze, więc tym mocniej uderzyło mnie, jak znakomicie pisarz oddał ducha owego czasu. Może właśnie przez wzgląd na gatunkową przynależność tego zbioru – która to przynależność zdaje się idealnie dopasowywać do pożółkłych stron gazet, trzeszczących nagrań, nocnych Polaków rozmów?

    Uderzyły mnie szczególnie mocno wspomnienia zmarłych – czasami znanych powszechnie, jak Jonasz Kofta, czasami zapomnianych, jak Kazimierz Ratoń – jeden z wielu polskich poètes maudits, czy też anonimowych dla wszystkich, poza autorem, jak bezimienny wielbiciel Marcela Prousta. Henryk Waniek oddał im cześć, przywołując na chwilę z pamięci, przedstawiając ulotne momenty jako zwiastuny procesu kamienienia w bryły, w nieśmiertelność. Taki jest zresztą wydźwięk całego Notatnika…, który staje się w pewnym momencie dalszą częścią tytułu, czyli modlitewnikiem. Droga wiedzie w wiadomym kierunku, a jednak trzeba nieść ją w sobie – to przekleństwo podróżnika, jakim jest bagaż doświadczeń.

    Zbiór Henryka Wańka nie jest łatwy w lekturze, do czego przyczynia się po części jego fragmentaryczność. Trudno odnaleźć wspólny mianownik tych zapisków, podobnie jak trudno zapisać całe życie za pomocą jednej liczby lub – częściej – jednego ułamka. Ta lektura jednak wzbogaca, dając niektórym sentymenty wspomnień, a innym – wizerunek obcego  świata ukrytego w szklanej kuli.

  • O fascynacji złem

    To nas pociąga Bernadetta Darska

    stars8

    Tytuł: To nas pociąga!

    Wydawnictwo: Katedra

    Data wydania: 2012

    Liczba stron: 200


    Pokolenie utraconych złudzeń/ Generacja zmarnowanych szans – śpiewał dawno temu Jan Pietrzak zanim jeszcze uwierzył, że może zostać prezydentem Polski i sumieniem narodu. Podstarzały kabareciarz o dobre dwie, a może i trzy dekady wyprzedził w swym protest songu ogólnoświatowe nastroje. Tymczasem świat nie jest bajką, amerykański sen okazał się złudzeniem (prawdę mówiąc stało się to chyba kilkadziesiąt lat temu), a w natłoku informacji utraciliśmy wiarę w encyklopedyczną mądrość. W tym kontekście Bernadetta Darska umieszcza swój esej To nas pociąga! poświęcony antybohaterom.

    Krytyczka literacka skupia się jednak nie na literaturze, a na serialach. To one, jej zdaniem, stały się w ostatniej dekadzie prawdziwym punktem odniesienia, czy może zwierciadłem, w którym odbija się prawda o świecie, o ludziach, o współczesności. Szczególnie wyraźnie widać to w swoistym kulcie negatywnych bohaterów, którzy licznie zaludniają serialowe obsady, ba! nawet stają się bohaterami z pierwszego planu. Bo oczywiście, ta dziwna ludzka skłonność do szwarccharakterów nie jest niczym nowym. O ile jednak kiedyś można było ją tłumaczyć społecznymi nastrojami, tęsknotą za niezależnością, czy czymkolwiek innym, to w ostatnich czasach mamy do czynienia z redefinicją samego pojęcia zła. Kiedyś Hannah Arendt pisała o banalności zła, dziś to zło jest obłaskawione, oswojone i udomowione. Oczywiście w ramach popkulturowych schematów.

    Autorka książki przybliża nam osiem (chyba ulubionych) seriali i w każdym z nich odnajduje potwierdzenie swoich tez. Myślę, że spodobałaby jej się informacja sprzed kilku dni, która dotarła ze Stanów Zjednoczonych. Okazało się, że jedna z najbardziej negatywnych postaci serialowych ostatnich lat, czyli brawurowo odegrany przez Kevina Spaceya polityk amerykański Frank Underwood, ma w społeczeństwie lepsze notowania od urzędującego prezydenta, czyli Barracka Obamy. Chyba jeszcze nigdy negatywne wzorce nie były aż tak atrakcyjne – i warto zapytać, czemu tak się dzieje. Ale same analizy zawarte w kolejnych rozdziałach książki są naprawdę ciekawe nawet dla osoby, która – jak ja – widziała ledwie niektóre z omawianych telewizyjnych serii.

    Zapewne kulturoznawcy potraktowali tę książkę z pogardą, jakże typową dla swego odbioru świata. Mamy jednak do czynienia nie z pracą naukową, a ze zgrabnym esejem, powiedziałbym nawet, że bardziej popularnonaukowym niż naukowym dziełem. Uważam, że jest to lektura naprawdę godna uwagi.