Art of Reading
  • Search results for czytanie
  • Książka o czytaniu – i wszystko w temacie

    ksiazka-o-czytaniuwww

    stars10plus

    Tytuł: Książka o czytaniu

    Gatunek: eseje

    Wydawnictwo: Iskry

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 244


    Kilka lat temu przeczytałem Ex Libris. Wyznania czytelnika Anne Fadiman, książkę pod kilkoma względami wyjątkową. To było moje pierwsze spotkanie z tą formą gawędziarskiego eseju o czytaniu, a zarazem możliwość obcowania z autorką, która zapadła na tę samą co ja, nieuleczalną chorobę. Do tej rodziny dołączyła również Justyna Sobolewska, która przyznała się do inspiracji zbiorem Fadiman. Jej Książka o czytaniu to rzecz, której właściwie nie potrafię ocenić w sposób obiektywny.

    Czytelnicy tego bloga wiedzą, czym jest dla mnie pochłanianie lektur, oddychanie powietrzem zamkniętym między okładkami, podążanie rozwidlającymi się ścieżkami wytyczonymi przez drukowane litery. To sposób patrzenia na świat, sens życia w pewnym sensie obiektywnym, absolutny narkotyk. Czy może być więc coś bardziej kuszącego niż czytanie o czytaniu właśnie, w nieskończonym rzędzie odbić i iteracji? Innymi słowy, nawet gdyby Justyna Sobolewska napisała rzecz słabą, to i tak nie powstrzymałbym się od pochwał. Ale dziennikarka Polityki zna swój fach i dlatego nie muszę być w swojej ocenie nieszczery.

    Kilkanaście rozdziałów poświęconych jest wielu aspektom czytelnictwa. Jakich książek NIE przeczytali nawet najzagorzalsi miłośnicy literatury? Jak ustawiać książki na półkach? Co czytać w podróży – i czy w bardziej ogólnym ujęciu, dobierać miejsce czytania do fabuły lub na odwrót? A jak jest na spotkaniach autorskich i co czytają pisarze? Odpowiedzi na te pytania przetykane są smakowitymi cytatami i bon motami, wiele też tu anegdot, które każdy czytelnik doceni. Bo Książka o czytaniu jest tak naprawdę książką o nas, czytelnikach nałogowych.

    Wydanie zbioru felietonów Justyny Sobolewskiej w Wydawnictwie Iskry jest drugą, poprawioną, a w zasadzie uzupełnioną o kilka rozdziałów edycją tej książki. Jest też zarazem zachętą do dopisywania własnych doświadczeń, ilustrowania ich odpowiednimi cytatami i dzielenia się z innymi. Cóż, ten blog także po to powstał. Zachęcam więc do lektury.

  • Wołanie z półki

    Jak wybrać kolejną lekturę? To pytanie bez wątpienia dotyczy w pewnym momencie każdego, kto dokonuje świadomych wyborów czytelniczych i nie ogranicza się do lektur obowiązkowych – z najróżniejszych kanonów. Wiem, że są ludzie kierujący się porą roku, miejscem aktualnego pobytu, listą bestsellerów Empiku. W moim przypadku staram się nie ulegać żadnym wpływom zewnętrznym, a zatem czytam to, co mnie i tylko mnie w danym momencie przyciąga. Nazywam nawet to przyciąganie „wołaniem z półki”.

    Nie znaczy to jednak, że nie stosuję żadnych reguł. Na początku może wyjaśnię, że czytanie bywa też obligatoryjne. Wiele recenzji powinno pojawić się w określonym czasie, a to sprawia, że w sporej części przypadków wybór bywa ograniczony. Staram się recenzować tylko i wyłącznie te książki, po które sięgnąłbym nawet wtedy, gdyby nie były obligatoryjnymi lekturami. Cóż, nie zawsze jest to możliwe. Prawdą natomiast jest to, że nawet w przypadku tych obligów działają u mnie pewne mechanizmy, czy też reguły. Najważniejsza z nich to reguła płodozmianu.

    Nigdy nie czytam bezpośrednio po sobie książek tego samego gatunku. Beletrystykę przeplatam więc literaturą faktu, fantastykę kryminałami, poezję – esejami. To właśnie ten płodozmian podstawowy mający na celu zapobiegnięcie wyjałowieniu mózgu. Owa reguła ma swoje warianty – zazwyczaj po opasłej księdze wybiorę coś cieńszego i na odwrót. No i jeszcze jeden typ tej reguły – nigdy nie czytam jednym ciągiem książek z jednego wydawnictwa. Ta ostatnia zasada wiąże się po trochu z obowiązkami recenzenckimi – chodzi wszak, by nie faworyzować żadnego wydawcy.

    Nie recenzuję wszystkiego, jak leci. Zdarza się, że jakaś oficyna przysyła mi książki niezamawiane, nie zaproponowane nawet wcześniej w rozmowie mailowej. Nie czuję się wtedy zobligowany do napisania recenzji – oczywiście, wcale tego nie wykluczam. Wolę jednak, by to ode mnie zależał dobór lektur – bo w innym przypadku grozić może wyjałowienie mózgu, o którym wspomniałem powyżej.

    „Wołanie z półki” jest określeniem staroświeckim – ostatnio coraz częściej ten zew dobiega do mnie z czytnika e-booków. Wygodne byłoby zapewne przerzucenie się w całości na wersję elektroniczną, ale jednak wciąż potrzebuję od czasu do czasu poobcować z tradycyjnym papierem.

  • Ta ostatnia książka…

    Natchnęła mnie do tego wpisu pewna rozmowa… Rozważam właśnie przypadek tej ostatniej książki, jaką uda mi się przeczytać w życiu – mam nadzieję, że nie będzie to pierwszy tom wieloczęściowego cyklu. Pojawia się strach i lęk – że tej ostatniej książki nie uda mi się skończyć, nie poznam nigdy jej finału. Przerażające, prawda? A może trzeba stopniowo odstawiać opasłe powieści, zamieniać je na nowele i opowiadania? Moja znajoma na podstawie ostatniej lektury stwierdziła, że pod sam koniec można czytać już tylko i wyłącznie poezję. Że nic innego nie dotrze do gasnącego mózgu. A może warto się zabezpieczyć przed podobną ewentualnością? Dajmy na to podjąć decyzję, że przestajemy czytać w wieku lat 70, na przykład w ramach noworocznego postanowienia? A może mieć zawsze przy sobie tych kilka stron, które chcemy zachować na te przedśmiertne momenty? Trudne to zagadnienie – a jeszcze przecież trzeba wziąć pod uwagę to, że wcale nie umrzemy w sposób naturalny, jak to się eufemistycznie mówi, „ze starości”, lecz w sposób nagły? Wtedy wszelkie planowanie psu na budę. Może więc warto się zastanowić nad tajemnicą istnienia, bo przecież trudno wykluczyć, że nasza teraźniejsza lektura to właśnie książka ostatnia?