Art of Reading
  • Search results for Czechy
  • Dowód osobisty – czyli witamy w ČSSR

    Autor: Petr Šabach

    Tłumaczenie: Julia Różewicz

    Tytuł oryginału: Občanský průkaz

    Gatunek: beletrystyka

    Wydawca: Wydawnictwo Afera

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 212


    To pierwsza książka Petra Šabacha, jaką miałem okazję poznać. Znając jednak reputację czeskiego pisarza nastawiałem się na lekki, komediowy ton i kilka godzin rozrywki. Tymczasem Dowód osobisty kompletnie mnie zaskoczył. Ta książka jest nieco śmieszna, owszem, lecz jest to śmiech podszyty niezbyt wesołymi sytuacjami. W pewnej chwili miałem nawet skojarzenia z Paragrafem 22 Josepha Hellera, gdzie w pewnym momencie uświadamiamy sobie, że opowieść kryjąca się za maską zabawnej historii o amerykańskich żołnierzach w czasach II Wojny Światowej jest tak naprawdę przerażająca.

    Czechosłowacja z pewnością nie była wesołym krajem. Znamy ją właściwie przede wszystkim z seansów czechosłowackich komedii i seriali dość często goszczących w naszych teleodbiornikach w owych czasach. To jednak obraz przefiltrowany, wygładzony. Komunizm u naszych południowych sąsiadów był zdecydowanie bardziej represyjny niż w PRL. Pokutuje u nas przekonanie, że również tamtejsze społeczeństwo dalece łatwiej poddało się radzieckiej propagandzie. Ale to bardzo fałszywy pogląd.

    Dowód osobisty to wspomnienia grupki wchodzących w dorosłe życie przyjaciół żyjących w latach 70. i 80. poprzedniego stulecia. Tytułowy dokument jest swoistym symbolem owej dojrzałości – chociaż na swój sposób pozornej. Mieszkańcy ČSSR otrzymywali go w wieku 15 lat, ale i tak jeszcze przez trzy lata nie mieli właściwie żadnych korzyści, czy też może praw dostępnych obywatelom. Jednak dowody osobiste były bardzo często sprawdzane, a za ich brak lub zniszczenie trafiało się do aresztu. Książka Petra Šabacha przywołuje tamte prześladowania, razem z bohaterami uczestniczymy również w powtarzających się demonstracjach ulicznych i starciach z milicją. Jak dorastać w takich czasach?

    Powieść jest równocześnie zapisem przemian zachodzących w Czechosłowacji, aż po ostateczny upadek komunizmu. Okazuje się jednak, że zmieniają się tylko dekoracje, bo to, co w człowieku, rzadko ulega tak daleko idącej metamorfozie. Wolność musi być gdzieś w nas samych, możemy ją odnaleźć w chwilach, gdy siedzimy ze starymi kumplami przy piwie. Pod jednym wszakże warunkiem – że nie przeszliśmy nigdy na drugą stronę i pozostaliśmy wierni młodości. 18

  • Podróż na południe, czyli dzieło genialne

    Autor: Michal Ajvaz

    Tytuł oryginału: Cesta na jih

    Tłumaczenie: Leszek Engelking

    Gatunek: beletrystyka

    Wydawca: Książkowe Klimaty

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 532


    To jeden z tych niewielu przypadków, gdy recenzję można ograniczyć do samego tytułu. Bez wątpienia była to jedna z najważniejszych książek mojego życia. Z dużą ostrożnością podchodziłem do pisarza, którego ochrzczono mianem „czeskiego Borgesa” – świadom marketingowego skażenia podobnych etykietek. A tu niespodzianka – to porównanie NIE JEST na wyrost. Normalnie, jak mówi młodzież, szok!

    już sam początek mnie uwiódł. Jeden z pierwszych wątków docenią zwłaszcza filozoficznie zakręceni czytelnicy – narrator trafia jako widz na widowisko baletowe będące adaptacją Krytyki czystego rozumu Immanuela Kanta i podczas tejże inscenizacji jest świadkiem morderstwa. Dokonał go aktor grający w przedstawieniu Rzecz Samą w Sobie, wkrótce zresztą znikając.Policja ma spory problem, gdyż, jak wiadomo, Rzecz Sama w Sobie wymyka się wszelkiemu zmysłowemu poznaniu… To zaledwie początek niebywałej opowieści zawierającej szkatułkowe opowieści dopowiadające się wzajemnie, wymieniające rekwizytami, bogate w odniesienia.

    Sposobów odczytania powieści Ajvaza jest zapewne tyle samo, co czytelników, a może nawet i więcej – bo powracać możemy do zupełnie innej książki, niż ta wcześniej przeczytana. O czym właściwie jest ta opowieść? O opowiadaniu – czyli o pisaniu i czytaniu. Czeski pisarz stworzył powieść-miasto – przywołującej obraz pewnego miasta pełnego wysokich budynków połączonych setkami pasaży powietrznych. Jakże przypominał mi się wiersz wspomnianego Borgesa ze zbioru Twórca, w którym pisarz próbuje odmalować świat i szkicuje słowami portrety – a przed samą śmiercią odkrywa, że „ów cierpliwy labirynt linii jest podobizną jego własnej twarzy”. Równie dobrze w Podróży na południe możemy odnaleźć swoje własne podróże i swoją własną twarz.

    Tę książkę można tylko w kaleki, niedoskonały sposób próbować opisać, lecz żadna recenzja nie zastąpi lektury. Zachęcam do niej szczerze.