Art of Reading
  • Search results for Czarna Owca
  • Czarne liście, martwe liście

    czarnelisciewww

    stars10

    Autor: Maja Wolny

    Wydawca: Czarna Owca

    Gatunek: beletrystyka

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 374


    Już sam tytuł recenzji zdradza trop moich skojarzeń, bo faktycznie w trakcie lektury przychodziły mi do głowy słowa wyśpiewane przez Yvesa Montanda. „Les feuilles mortes se ramassent à la pelle, les souvenirs et les regrets aussi…” Nawet jeżeli to sam tytuł, a nie treść przywołały starą piosenkę, to rzeczywiście w powieści Mai Wolny pt. Czarne liście  sporo nostalgii. A przecież to opowieść o naprawdę wstrząsających wydarzeniach, dodatkowo niezbyt chętnie przypominanych.

    Na okładce znajdujemy wykonane w 1943 roku… selfie jednej z głównych bohaterek. Tak, tu naprawdę można dopisać znaną z wielu memów frazę – „ona robiła to, zanim stało się modne”. To niejaka Julia Pirotte, fotografka i komunistka, która w lipcu 1946 roku trafia do Kielc, by opisać pogrom – jego ofiary i wykonawców. W jednej linii fabularnej poznajemy jej życie i wydarzenia, w jakich brała udział w trakcie wojny i tuż po niej. We współczesnej linii fabuły bohaterką jest Weronika Czerny – badaczka stosunków polsko-żydowskich, której w przeddzień rocznicy tamtych wydarzeń znika dziesięcioletnia córka.

    Ta książka nie jest wbrew pozorom jakimś dziełem rozliczeniowym, mimo że podobne wątki wyłaniają się tu i ówdzie z fabularnej tkaniny. Bardziej jednak jest to opowieść o tym, jak historia kradnie naszą prywatność, jak mocno uzależniają nas czasy, w których żyjemy. Obie bohaterki próbują w otaczającym je zgiełku odnaleźć ślady własnych emocji, wypełnić uczuciami pustkę wewnętrzną, ale te próby skazane są na porażkę. Bo przecież coś się wydarzyło, jacyś ludzie zabili innych uderzeniami pogrzebaczy, jakaś kobieta pokochała jakiegoś mężczyznę w berlińskiej bohemie, a jeszcze inni usiłują odsunąć od siebie wyrzuty sumienia.

    To największa chyba siła powieści – ta książka nie jest dokumentem, który odarto z jednostkowych odczuć. Tutaj właśnie losy pojedynczych osób są główną osią fabuły, poprzez nie widzimy tragedię kieleckich Żydów, samotność wyklętego Jana Piwnika ps. „Ponury”, motywacje mieszkańców polskich wsi w czasie wojny… Może właśnie dzięki temu połączeniu konkretnych postaci ze zbiorowością, to, co się wówczas wydarzyło, uderza nas jeszcze mocniej. Doskonała książka.

  • „Usprawiedliwiając” zdradę, czyli Nie oddam szczęścia walkowerem

    walkower

    stars9

    Autorzy: Agnieszka Jeż i Paulina Płatkowska

    Gatunek: beletrystyka

    Wydawnictwo: Czarna Owca

    Data wydania: 2016

    Liczba tron: 468


    Cóż takiego tkwi w nas, że lubujemy się w czytaniu cudzych listów – czyżby to jakiś wojeryzm zwany bardziej swojsko podglądactwem, czy też może jakaś inna parafilia?  Korespondencja znanych ludzi od dawna okupuje czołowe miejsca na listach bestsellerów. Ciekawe jednak, że jakoś szczególnie mocno do nas przemawia sam charakter wymiany spostrzeżeń – kiedyś przyjmujący klasyczną formę papierową, dziś coraz częściej będący zapisem kontaktów e-mailowych. W tejże właśnie formule poznajemy opowieść Agnieszki Jeż i Pauliny Płatkowskiej pod tytułem Nie oddam szczęścia walkowerem.

    Powieść stanowi właśnie zapis rozmów mailowych dwóch przyjaciółek, które niemalże w tym samym czasie wkraczają w nielegalne związki – jedna wdaje się w romans z żonatym mężczyzną, a druga zaczyna zdradzać męża z byłym szefem.  I tak, wiem, że w tytule piszę „o usprawiedliwianiu zdrady”, lecz nie można w ten sposób podsumować powieści epistolarnej obu pań.  Ten mój karcący lekko ton nie wynika wcale ze świętego oburzenia, jakim zapałałem w trakcie lektury. Tu nie chodzi o szczęście kosztem innych, po trupach do celu i z Machiavellim za pan brat. To raczej rozdarcie i wyrzuty sumienia, niekończące się spory z rozsądkiem i sercem, a w najlepszym razie „smutek spełnionej baśni”… Jednocześnie i paradoksalnie okazuje się, że niekiedy grzech – rozumiany potocznie – może także prowadzić do szczęścia.

    Jakże podobało mi się to rozdarcie, ale i jednoczesna celebracja tajemnicy kobiecej przyjaźni. Może stąd wynikająca, że obie autorki przyjaźnią się w realnym życiu i – jak tylko podejrzewam – odgrywały na papierze swoje po wielekroć odegrane role? W powieści doskonale czuć ten dialog – to, że każda z bohaterek jest oddzielną osobą, mimo że rozumieją się doskonale.

    Czytając z męskiej perspektywy mogę dostrzec nadreprezentację panów z przewagą wad nad tymi, którym niewiele da się zarzucić. Ale to tylko powierzchowne spojrzenie – zresztą kobiety też nie są przecież przedstawione jako wzorce cnót wszelakich. Właściwie można nawet zaryzykować twierdzenie, że książka Jeż i Płatkowskiej stanowi na tle literatury obyczajowej bardzo rzadki wyjątek. Albowiem psychologia postaci jest tu naprawdę dobrze zarysowana.

    Ogólnie więc polecam.

  • Sędzia, czyli Jakub Zimny po raz trzeci

    sedzia

    stars10plus

    Tytuł: Sędzia

    Gatunek: Sensacja

    Wydawnictwo: Czarna Owca

    Data wydania: 2015

    Liczba stron: 456


    Adam Bonar to człowiek w czepku urodzony – szczęśliwy ojciec i mąż, młody milioner zarządzający własną spółką i cieszący się zaufaniem pracodawca. Czy to jednak możliwe, że jest on tak naprawdę oszustem żerującym na naiwności inwestorów? Wszystko na to zaczyna wskazywać, prasa nie zostawia na biznesmenie suchej nitki. A może jednak padł on ofiarą spisku sięgającego swymi mackami prawie wszędzie? Tajemnicę będzie drążył znany nam już z książek Wyrok oraz Człowiek, który musiał umrzeć Jakub Zimny.

    Wydaje się, że Mariusz Zielke trafił we właściwe struny – jego najnowsza książka Sędzia znów poraża demaskatorską wirtuozerią jak Wyrok, ale jest przy tym znacznie lepiej napisana. Być może to wrażenie bierze się stąd, że postacie są chyba bardziej wyraziste, niż w debiucie prozatorskim pisarza. W Wyroku mieliśmy szatańskie mechanizmy, pierwsze odkrycie kurtyny, pierwsze spojrzenie w Otchłań. Dziś znamy tę Otchłań znacznie lepiej, nasze państwo funkcjonuje w końcu jako „kamieni kupa” uzupełniona przez dwa wulgaryzmy i być może właśnie dzięki takim pisarzom, jak Zielke, zaczęliśmy dostrzegać pewne powiązania. W każdym razie bohaterowie Sędziego rozpisani są znakomicie.

    A może wysoka ocena książki bierze się stąd, że fabuła jest oparta na rzeczywistych wydarzeniach? Oczywiście, Zielke zmienił nazwy firm, nazwiska postaci, ale i tak w trakcie lektury uderza nas prawda wręcz reportażowa i publicystyczna. Osoby odrobinę lepiej zorientowane w meandrach polskiej gospodarki doskonale wiedzą, że naprawdę istnieją konsorcja bankowo-sądowe, że na ich rzecz pracują również dziennikarze z największych polskich mediów. Mariusz Zielke wydobywa te niewygodne dla wielu fakty – że Układ, którym kiedyś straszył PiS naprawdę istnieje, ale niewiele ma wspólnego z politycznymi podziałami i sympatiami wyborców. W tej rzeczywistości republiki bananowej nie ma czystych interesów, ani rozróżnienia na partyjne barwy.

    Książkę czyta się znakomicie – stanowi ona idealne ujęcie tematu jako coś pomiędzy nieco hermetycznym Wyrokiem a mocno sensacyjnym Człowiekiem, który musiał umrzeć. Proporcje dobrane są idealnie – więc i taka jest moja ocena. Polecam!