Art of Reading
  • Search results for Czarna Owca
  • Jak rozmawiać, gdy wszystko dzieli, czyli Najsztub i Sumińska

    Gatunek: wywiady

    Wydawca: Czarna Owca

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 168


    Odkryłem sposób na zasypanie społecznych i politycznych podziałów, które tak fatalnie definiują Polskę Anno Domini 2017. Które sprawiają, że czasami można odnieść wrażenie, jakbyśmy byli dwoma odrębnymi narodami. Wystarczy poprosić panią Irenę A. Stanisławską, by przeprowadziła rozmowę z szefami dwóch najważniejszych ugrupowań politycznych, albo z dowolnymi osobami stojącymi po obu stronach barykady. Jej mistrzostwo w prowadzeniu wywiadów w zasadzie gwarantuje, że zwaśnione strony dojdą do porozumienia. To taka refleksja po lekturze rozmowy, jaką dziennikarka przeprowadziła z Dorotą Sumińską Piotrem Najsztubem. A skąd ta refleksja?

    Właściwie trudno sobie wyobrazić dwoje rozmówców tak bardzo różniących się między sobą właściwie w każdej kwestii.Nie chodzi tu na dodatek wcale o banalne rozbieżności natury politycznej, czy też światopoglądowej. O nie, tu chodzi o samą esencję, o stosunek do życia jako takiego. Dorota Sumińska to wielka miłośniczka wszystkiego, co żywe, lekarz weterynarii i wspaniała pisarka oraz orędowniczka miłości do zwierząt. Piotr Najsztub z kolei to znany dziennikarz o stoickim, by nie rzec cynicznym podejściu do świata. Jaką wspólną płaszczyznę może odnaleźć dwójka tak bardzo różniących się ludzi? Irena A. Stanisławska nie ma z tym żadnego problemu.

    Warto wspomnieć, że Dorota Sumińska wystąpiła już w jednej z poprzednich książek autorki – tam rozmawiała z psychologiem rodzinnym Dorotą Krzywicką (chodzi o książkę pod tytułem Jak wychować dziecko, psa, kota… i faceta). Można więc powiedzieć, że najnowszy wywiad-rzeka stanowi praktyczną próbę odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule poprzedniej rozmowy, a Piotr Najsztub jest tu swoistym królikiem doświadczalnym. Mimo że bliżej mi poglądami do Doroty Sumińskiej, to muszę z dużą satysfakcją stwierdzić, że były redaktor naczelny tygodnika Przekrój  nie dał się… wychować.

    Tematyka rozmów nie ogranicza się oczywiście do spraw damsko-męskich. Otrzymujemy bardzo głęboką diagnozę obecnego stanu Polski i Polaków. Nagle okazuje się, że poglądy przeciwstawne w wielu momentach okazują się zbieżne. Wystarczy zadać właściwe pytanie, odpowiednio poprowadzić rozmowę. Mój postulat z pierwszego akapitu nabiera więc mocy. A do lektury książki zapraszam już teraz.
  • Czarne liście, martwe liście

    czarnelisciewww

    stars10

    Autor: Maja Wolny

    Wydawca: Czarna Owca

    Gatunek: beletrystyka

    Data wydania: 2016

    Liczba stron: 374


    Już sam tytuł recenzji zdradza trop moich skojarzeń, bo faktycznie w trakcie lektury przychodziły mi do głowy słowa wyśpiewane przez Yvesa Montanda. „Les feuilles mortes se ramassent à la pelle, les souvenirs et les regrets aussi…” Nawet jeżeli to sam tytuł, a nie treść przywołały starą piosenkę, to rzeczywiście w powieści Mai Wolny pt. Czarne liście  sporo nostalgii. A przecież to opowieść o naprawdę wstrząsających wydarzeniach, dodatkowo niezbyt chętnie przypominanych.

    Na okładce znajdujemy wykonane w 1943 roku… selfie jednej z głównych bohaterek. Tak, tu naprawdę można dopisać znaną z wielu memów frazę – „ona robiła to, zanim stało się modne”. To niejaka Julia Pirotte, fotografka i komunistka, która w lipcu 1946 roku trafia do Kielc, by opisać pogrom – jego ofiary i wykonawców. W jednej linii fabularnej poznajemy jej życie i wydarzenia, w jakich brała udział w trakcie wojny i tuż po niej. We współczesnej linii fabuły bohaterką jest Weronika Czerny – badaczka stosunków polsko-żydowskich, której w przeddzień rocznicy tamtych wydarzeń znika dziesięcioletnia córka.

    Ta książka nie jest wbrew pozorom jakimś dziełem rozliczeniowym, mimo że podobne wątki wyłaniają się tu i ówdzie z fabularnej tkaniny. Bardziej jednak jest to opowieść o tym, jak historia kradnie naszą prywatność, jak mocno uzależniają nas czasy, w których żyjemy. Obie bohaterki próbują w otaczającym je zgiełku odnaleźć ślady własnych emocji, wypełnić uczuciami pustkę wewnętrzną, ale te próby skazane są na porażkę. Bo przecież coś się wydarzyło, jacyś ludzie zabili innych uderzeniami pogrzebaczy, jakaś kobieta pokochała jakiegoś mężczyznę w berlińskiej bohemie, a jeszcze inni usiłują odsunąć od siebie wyrzuty sumienia.

    To największa chyba siła powieści – ta książka nie jest dokumentem, który odarto z jednostkowych odczuć. Tutaj właśnie losy pojedynczych osób są główną osią fabuły, poprzez nie widzimy tragedię kieleckich Żydów, samotność wyklętego Jana Piwnika ps. „Ponury”, motywacje mieszkańców polskich wsi w czasie wojny… Może właśnie dzięki temu połączeniu konkretnych postaci ze zbiorowością, to, co się wówczas wydarzyło, uderza nas jeszcze mocniej. Doskonała książka.

  • „Usprawiedliwiając” zdradę, czyli Nie oddam szczęścia walkowerem

    walkower

    stars9

    Autorzy: Agnieszka Jeż i Paulina Płatkowska

    Gatunek: beletrystyka

    Wydawnictwo: Czarna Owca

    Data wydania: 2016

    Liczba tron: 468


    Cóż takiego tkwi w nas, że lubujemy się w czytaniu cudzych listów – czyżby to jakiś wojeryzm zwany bardziej swojsko podglądactwem, czy też może jakaś inna parafilia?  Korespondencja znanych ludzi od dawna okupuje czołowe miejsca na listach bestsellerów. Ciekawe jednak, że jakoś szczególnie mocno do nas przemawia sam charakter wymiany spostrzeżeń – kiedyś przyjmujący klasyczną formę papierową, dziś coraz częściej będący zapisem kontaktów e-mailowych. W tejże właśnie formule poznajemy opowieść Agnieszki Jeż i Pauliny Płatkowskiej pod tytułem Nie oddam szczęścia walkowerem.

    Powieść stanowi właśnie zapis rozmów mailowych dwóch przyjaciółek, które niemalże w tym samym czasie wkraczają w nielegalne związki – jedna wdaje się w romans z żonatym mężczyzną, a druga zaczyna zdradzać męża z byłym szefem.  I tak, wiem, że w tytule piszę „o usprawiedliwianiu zdrady”, lecz nie można w ten sposób podsumować powieści epistolarnej obu pań.  Ten mój karcący lekko ton nie wynika wcale ze świętego oburzenia, jakim zapałałem w trakcie lektury. Tu nie chodzi o szczęście kosztem innych, po trupach do celu i z Machiavellim za pan brat. To raczej rozdarcie i wyrzuty sumienia, niekończące się spory z rozsądkiem i sercem, a w najlepszym razie „smutek spełnionej baśni”… Jednocześnie i paradoksalnie okazuje się, że niekiedy grzech – rozumiany potocznie – może także prowadzić do szczęścia.

    Jakże podobało mi się to rozdarcie, ale i jednoczesna celebracja tajemnicy kobiecej przyjaźni. Może stąd wynikająca, że obie autorki przyjaźnią się w realnym życiu i – jak tylko podejrzewam – odgrywały na papierze swoje po wielekroć odegrane role? W powieści doskonale czuć ten dialog – to, że każda z bohaterek jest oddzielną osobą, mimo że rozumieją się doskonale.

    Czytając z męskiej perspektywy mogę dostrzec nadreprezentację panów z przewagą wad nad tymi, którym niewiele da się zarzucić. Ale to tylko powierzchowne spojrzenie – zresztą kobiety też nie są przecież przedstawione jako wzorce cnót wszelakich. Właściwie można nawet zaryzykować twierdzenie, że książka Jeż i Płatkowskiej stanowi na tle literatury obyczajowej bardzo rzadki wyjątek. Albowiem psychologia postaci jest tu naprawdę dobrze zarysowana.

    Ogólnie więc polecam.