Art of Reading
  • Search results for blog
  • Nie piszę za darmo

    Moje dwie znajome śmiertelnie poważnie pokłóciły się o kwestię recenzowania za pieniądze. Najciekawsze jest w całej sprawie to, że obie oponentki tak zniekształciły w toku dyskusji argumenty przeciwnych stron, że nie dostrzegły tworzącej się dość oczywistej rozbieżności – dyskutowały bowiem na dwóch innych płaszczyznach, co sprawiło, iż do porozumienia nie miało szansy dojść. Smutne to.

    Co do meritum – uważam, że egzemplarz recenzencki jest najniższą możliwą formą zapłaty za recenzję. W końcu za 2-10 tys. znaków bloger otrzymuje równowartość 30-40 zł. To nie jest zbyt wygórowana stawka (nawet biorąc pod uwagę dramatycznie obniżone średnie rynkowe). Nigdy nie recenzuję więc książek, które musiałem kupić. Taką zasadę przyjąłem. Nawet jeżeli chciałbym coś zrecenzować, a wydawca nie dysponuje darmowym egzemplarzem, to książkę kupię, ale recenzji nie napiszę. To chyba przejrzyste i uczciwe.

    Sugerowanie, że ktoś będzie nierzetelny, bo przecież dostał książkę „za darmo” jest naprawdę niskie i niegodne. W ten sposób ktoś wycenia, dajmy na to, mój honor i moją obiektywność na 30 zł. Pogódźmy się wreszcie z tą strasznie wywrotową tezą, że za pracę należy się zapłata (choćby podła i śmiechu godna).

  • Co utracił Łukasz Orbitowski

    Tytuł: Rzeczy utracone. Notatki człowieka posttowarzyskiego

    Autor: Łukasz Orbitowski

    Gatunek: eseje

    Wydawca: Wydawnictwo Zwierciadło

    Data wydania: 10 maja 2017 r.

    Liczba stron: 272


    „Zawsze uważałem, że każdego dnia umieramy, każdy dzień to kolejna skrzynka, starannie ponumerowana, i nigdy nie należy cofać się i unosić wieka, ponieważ za życia umieramy tysiące razy, pozostawiając mnóstwo trupów, każdego z nich martwego na inny sposób, każdego ze straszną, okropną miną. Każdy dzień to inny ty, ktoś, kogo nie znasz, nie rozumiesz, nie pragniesz zrozumieć.” Postanowiłem rozpocząć od cytatu z książki Raya Bradbury’ego, który mocno kojarzy mi się z blogiem Łukasza… A może nawet z całą jego twórczością? Bo właściwie każde opowiadanie, każda z powieści, które czytałem – wszystkie one traktują właśnie o przemijaniu.

    Przyznam też, że bardzo się ucieszyłem widząc Łukaszowy blog w formie książkowej. Tym właśnie są Rzeczy utracone. Notatki człowieka posttowarzyskiego. Jednak moja radość wcale nie wynikała z niecierpliwej chęci poznania życia Orbitowskiego w jego pełnej chronologii. Zresztą podejrzewam, że ci wszyscy, którzy od dziesięciu lat są czytelnikami serii znanej pod nazwą Tydzień z głowy również nie śledzą tych zapisków z kronikarskiego, czy wręcz plotkogennego powodu. Twórca Świętego Wrocławia nie odczuwa raczej przymusu pisania pod czyjekolwiek dyktando. Jeżeli ma ochotę pisać o metalu, to pisze o metalu, a jeśli akurat siedzi mu w głowie jakaś bajka, to także nie będzie się powstrzymywał, by przelać ją na papier. Może zresztą to jedyna wiedza, jaką na jego temat zdobędziemy po lekturze Notatek… 

    Wielu tu bowiem autokreacji, sporo nielogiczności – te ostatnie są uprawnione, skoro wpisy na blog powstawały przez dekadę. Możemy ewentualnie między wierszami odczytać, jakim człowiekiem Łukasz Orbitowski był kiedyś, ale już nie dowiemy się na pewno, jakim jest teraz. Zwłaszcza że każdy czyta książkę w swoim własnym czasie i swoimi własnymi wspomnieniami. Nic więc dziwnego, że wyłaniający się obraz będzie mieć wiele sprzeczności. Mam tę przewagę, że znam Łukasza Orbitowskiego osobiście, ale na pewno nie znaczy to, że wiem o nim więcej niż inni czytelnicy. Bo Łukasz twierdzi (a może twierdził kiedyś?), że źle wypada na spotkaniach z publicznością, a ja wielokrotnie widziałem, jak się nakręcał wyrzucając z siebie słowa, a słuchacze patrzyli na niego rozdziawieni ze zdumienia. Bo powtarza, że nie jest intelektualistą (traktując te słowo wręcz jako obrazę), ale doskonale pamiętam, jak mądre rzeczy mówił podczas naszych (zbyt rzadkich) rozmów.

    Książka to specyficzna, najlepiej podchodzić do niej bez planu, bez skonkretyzowanych oczekiwań. Potraktować ją nie jako dziennik, ale zapiski rozmów z czytelnikami – może w otoczeniu licznych kufli ze złocistym trunkiem. Nie każdy to zapewne lubi.