Art of Reading
  • Search results for beletrystyka
  • Szalona Monika, czyli normalność nie istnieje

    Autor: Jan Drzeżdżon

    Gatunek: beletrystyka

    Wydawca: Wydawnictwo FORMA

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 88


    Jakich żeśmy czasów paskudnych dożyli, skoro nadwrażliwość napiętnowana jest szaleństwem! Zważmy jednak, że normalność jest li tylko średnią statystyczną społecznego obłędu – jeżeli mamy bawić się w ekonometrię zdrowia psychicznego. Zważmy również, że tzw. rozkład normalny Gaussa, który według uczonych opisuje tak dogłębnie ludzkie cechy, powstał po to, by mierzyć odchylenia od wartości poprawnych, a więc błędy jako takie. Jeżeli zatem posługujemy się źle dobranym narzędziem – w tym przypadku statystycznym – jak możemy wyciągać prawidłowe wnioski na temat czyjejś przypadłości?

    Ale przecież Monika z powieści Jana Drżeżdżona jest szalona – dowodzi tego nie tylko tytuł książki, ale i fakt, że wie o tym cała Pergamonia. To przecież ona gada do siebie, podnosi z bruku zwiędłe kwiaty, to ona bawi się w teatrzyk kukiełkowy na progu swego domostwa. A jej dom stoi w końcu poza miastem – ona nie może być taka, jak my! Bo jakże to możliwe, by tak piękna kobieta nie związała się z kimś na stałe, by marzyła o jakimś widmowym wędrowcu, który przyjdzie z gór, by rozpaczała po utracie jakiegoś psa?

    Jak ocenić czyjeś szaleństwo, gdy mieszka się w szalonym śnie genialnego pisarza? Jan Drzeżdżon, którego Pergamonia była dziełem prawdziwie wybitnym, stworzył wiele utworów, których akcja toczy się w tej przedziwnej krainie. Szalona Monika to jeden z nich, swoista glosa do tamtej opasłej powieści. Niby ten sam świat, a oglądany z totalnie odwrotnej perspektywy. Mieliśmy wcześniej do czynienia z panoramicznym opisem miasta, a teraz oglądamy je przez pryzmat jednego z mieszkańców – może najnędzniejszego z nich, bo nie dość, że noszącego etykietę choroby psychicznej, to jeszcze mieszkającego poza jego obrębem. W tej powieści wszystko toczy się w umyśle Moniki – to chyba jedno z najpiękniejszych w polskiej literaturze studiów osoby wyobcowanej postawionej poza nawiasem. W tym przypadku izolacja stała się wyborem – jakże zrozumiałym, gdy nosi się pod powiekami tak wspaniały azyl, w którym można się schronić.

    „Każdy nieporządek był usprawiedliwiony, jeżeli przekraczał sam siebie, może przez zupełne szaleństwo można było dojść do jakiejś mądrości, innej niż ta, której słabością jest właśnie szaleństwo”- napisał w Grze w klasy Julio Cortázar. Warto zauważyć, że gdyby za każdym razem inna perspektywa, odmienna wizja były postrzegane jako obłęd, to nadal żylibyśmy w jaskiniach. A zresztą – kogóż w tym szalonym świecie stać jeszcze na luksus normalności?

  • Dziwne losy Agaty W.

    Autor: S.M. Borowiecky (Sandra Borowiecka)

    Gatunek: literatura obyczajowa

    Wydawca: Szpalta

    Data wydania: 9 listopada 2017 r.

    Liczba stron: 230


    Mam spory problem z tą książką, problem natury, rzekłbym, identyfikacyjnej. Jakże trudno mi było wczuć się w postać głównej bohaterki – młodej dziewczyny po przejściach, które to przejścia odcisnęły się na niej psychicznym pietnem. Które sprawiły, że jest nadmiernie rozbudzona seksualnie, a jej kontakty intymne niewiele mają wspólnego z pięknymi, emocjonalnymi uniesieniami, ale są skażone „brudnym dotykiem” i brakiem… intymności właśnie. Jednak w pewnym momencie odkryłem, że robię rzecz niedopuszczalną – osądzam Agatę W., degraduję do pozycji przedmiotu seksualnego, która przecież dla niej samej jest reakcją obronną, czy wręcz samobiczowaniem. Tak samo, raczej wulgarny język, którym momentami posługuje się Sandra Borowiecka, odgrywa ważną rolę, dopowiada też sporo rzeczy.

    Agata W. ma dość. Podejmuje nieudaną próbę samobójczą, która sprawia, że napotyka niejakiego pana Perdiaux. Tajemniczy staruszek był niegdyś terapeutą, teraz twierdzi, że dziewczyna musi odnaleźć w sobie Agape. Początkowa niechęć do narzucającego się nieco psychologa przeradza się stopniowo w zażyłość, a my możemy śledzić szczegóły niezwykłej terapii, jakiej Agata zostanie poddana przez Francuza. I nagle dowiadujemy się, skąd wzięły się samobójcze myśli bohaterki – rozmiar traumy, którą przeżyła, mógłby spokojnie wystarczyć na kilka sfrustrowanych osób. Powoli następuje przemiana, wcale nie oczywista i usłana raczej cierniami, niż płatkami róż.

    Sandra Borowiecka snuje swą opowieść bardzo umiejętnie – aż chciałoby się zapytać, czy to tylko i wyłącznie dzieło talentu, czy też może wplecione wątki autobiograficzne pomogły stworzyć tak do bólu prawdziwą historię. Oczywiście tego pytania nie zadam. Zauważę jednak, że już poprzednie książki autorki wykazały jej determinację w dążeniu do prawdy za wszelką cenę. Jej thrillery Ani żadnej rzeczy oraz Która jego jest były czymś więcej, niż tylko utworami sensacyjnymi w duchu Dana Browna. Odkrywając niechlubne karty z historii Kościoła, zadała pytanie o granice historycznej cenzury. Ale odmienność stylistyczna, tematyczna i emocjonalna Przypadków Agaty W. dowodzą, że pisarka ma nie tylko głód dochodzenia prawdy, ale i spory talent.

    Pod koniec lektury moja identyfikacja z bohaterką była już całkiem duża. To pokazuje, jak dobrze opowiedziana została ta historia. Mam nadzieję, że potwierdzicie tę ocenę.

     

     

  • Pójdę do jedynej, czyli obyczaj dla mężczyzn

    Autor: Kasia Bulicz-Kasprzak

    Gatunek: literatura obyczajowa

    Wydawca: Prószyński i Ska

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 374


    Nieczęsto zdarza mi się czytać literaturę obyczajową, co tłumaczę najczęściej brakiem czasu. Tak naprawdę jednak obawiam się, że wpadnę na jakieś przerażające rafy grafomanii, że utknę na mieliznach podłego stylu, który czasami bywa określany mianem stylu zerowego. Jest to określenie sposobu pisania, który kompletnie nic nie wnosi do odbioru lektury – najczęściej dotyczy to książek sensacyjnych, w których liczy się wyłącznie akcja. Jednak czasami wypuszczam się na te słabo spenetrowane obszary, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak źle, jak tego oczekiwałem. Czasami utwierdzam się w swoich przekonaniach, ale bywa też, że jestem przyjemnie zaskoczony. Taką właśnie niespodzianką okazała się lektura książki Kasi Bulicz-Kasprzak Pójdę do jedynej.

    Akcja książki toczy się między 1970 a grudniem 1981 roku – datami w najnowszej historii Polski dość znaczącymi. Z dużą przyjemnością zanurzyłem się w tym świecie, ledwo pamiętanym z dzieciństwa, a przecież charakterystycznym. Obserwujemy losy dwóch chłopaków, którzy na początku lat 70. rozpoczęli karierę wojskową. Dzieli ich bardzo wiele, ten wspólny mianownik okazuje się jednak wystarczający, by pojawiła się między nimi przyjaźń. Nasi bohaterowie przeżywają wiele rozterek i porywów namiętności, krzepną w ogniu dojrzewania i stają się mężczyznami. Niby typowa opowieść inicjacyjna, a jednak autorka opowiada ją z dużym wdziękiem. Ciekawie poprowadzeni są także bohaterowie poboczni.

    Śledzimy również wydarzenia historyczne, lecz bardziej poprzez ich wpływ na jednostkowe losy, aniżeli w rozległej panoramie. Akcja urywa się w newralgicznym punkcie, mamy do czynienia z dość jednoznacznym zamknięciem, ale jednak pozostawiona została pewna furtka pozwalająca na oczekiwanie dalszego ciągu.

    Kasia Bulicz-Kasprzak znakomicie panuje nad językiem – niewiele można tu zarzucić. Dodatkowym atutem są idealnie oddane polskie realia. To powieść spełniająca postulat „literatury środka”, nie roszcząca sobie pretensji do bycia beletrystyką z najwyższej półki, ale nie odbiegająca od niej pod względem języka, stylu czy warsztatu. Jeżeli tak wygląda polska literatura obyczajowa (ale wiem skądinąd, że nie!), to naprawdę nie ma powodu do wstydu.