Art of Reading
  • Search results for beletrystyka
  • Rdza smutna jak magia

    Autor: Jakub Małecki

    Gatunek: beletrystyka

    Wydawnictwo: SQN

    Data wydania: 22 września 2017 r.

    Liczba stron: 288


    Chyba nie będę miał problemu z wytypowaniem najlepszej polskiej książki 2017 roku. Właśnie o niej dziś piszę – to Rdza Jakuba Małeckiego. Wydawało mi się, że w Dygocie pisarz osiągnął szczyty swoich możliwości. Ubiegłoroczne Ślady to zbiór opowiadań, więc rzecz trudna do porównania. Tymczasem najnowsza powieść to zdecydowanie dzieło jeszcze bardziej dojrzałe. Właściwie jej recenzowanie to daremna próba uchwycenia koloru mgły, zakonserwowania zachwytu w szklanym opakowaniu.

    To opowieść o Szymonie i jego babci, ale ich losy poznajemy dwutorowo. I znów ta wielka historia widziana jest z perspektywy indywidualnej, jak w Dygocie. Proza Małeckiego jest na wskroś polska, ale ojczyzną opisywaną jest tych kilkanaście domów mijanych codziennie w drodze do pracy, tych kilkanaście kałuż, w których odbijają się ludzkie losy. Prozaiczna codzienność nagle rozkwitająca magią. Związki międzyludzkie dalekie od ideału. Ból zdrady, przekleństwo przeczytanej książki, złowrogie drzewo rosnące nieopodal domu.

    Utarło się, że prozę Jakuba Małeckiego szufladkujemy jako realizm magiczny. Tyle że, jeśli chodzi o opis rzeczywistości, jest to realizm bardzo gorzki, tak jak gorzka jest pamięć. Niewykorzystane szanse, utracone złudzenia, niezaleczone rany – to wszystko pokrywa nas rdzą. Poszedłbym jednak krok dalej – gdy mówimy o realizmie magicznym Jakuba Małeckiego, to magia tkwi w języku, połączeniach słów, naprawdę rzadko spotykanej umiejętności nazywania emocji, oddawania ich trudnego alfabetu. Zupełnie jakby czytało się baśń, ale taką na wskroś prawdziwą.

    Może więc i ja spróbuję zdefiniować nową emocję… To uczucie po przeczytaniu książki, łączące smutek utraconego świata z oczekiwaniem na poznanie kolejnych. Readpectancy. Bo mam jeszcze kilka tomów Jakuba Małeckiego przed sobą…

     

  • Dowód osobisty – czyli witamy w ČSSR

    Autor: Petr Šabach

    Tłumaczenie: Julia Różewicz

    Tytuł oryginału: Občanský průkaz

    Gatunek: beletrystyka

    Wydawca: Wydawnictwo Afera

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 212


    To pierwsza książka Petra Šabacha, jaką miałem okazję poznać. Znając jednak reputację czeskiego pisarza nastawiałem się na lekki, komediowy ton i kilka godzin rozrywki. Tymczasem Dowód osobisty kompletnie mnie zaskoczył. Ta książka jest nieco śmieszna, owszem, lecz jest to śmiech podszyty niezbyt wesołymi sytuacjami. W pewnej chwili miałem nawet skojarzenia z Paragrafem 22 Josepha Hellera, gdzie w pewnym momencie uświadamiamy sobie, że opowieść kryjąca się za maską zabawnej historii o amerykańskich żołnierzach w czasach II Wojny Światowej jest tak naprawdę przerażająca.

    Czechosłowacja z pewnością nie była wesołym krajem. Znamy ją właściwie przede wszystkim z seansów czechosłowackich komedii i seriali dość często goszczących w naszych teleodbiornikach w owych czasach. To jednak obraz przefiltrowany, wygładzony. Komunizm u naszych południowych sąsiadów był zdecydowanie bardziej represyjny niż w PRL. Pokutuje u nas przekonanie, że również tamtejsze społeczeństwo dalece łatwiej poddało się radzieckiej propagandzie. Ale to bardzo fałszywy pogląd.

    Dowód osobisty to wspomnienia grupki wchodzących w dorosłe życie przyjaciół żyjących w latach 70. i 80. poprzedniego stulecia. Tytułowy dokument jest swoistym symbolem owej dojrzałości – chociaż na swój sposób pozornej. Mieszkańcy ČSSR otrzymywali go w wieku 15 lat, ale i tak jeszcze przez trzy lata nie mieli właściwie żadnych korzyści, czy też może praw dostępnych obywatelom. Jednak dowody osobiste były bardzo często sprawdzane, a za ich brak lub zniszczenie trafiało się do aresztu. Książka Petra Šabacha przywołuje tamte prześladowania, razem z bohaterami uczestniczymy również w powtarzających się demonstracjach ulicznych i starciach z milicją. Jak dorastać w takich czasach?

    Powieść jest równocześnie zapisem przemian zachodzących w Czechosłowacji, aż po ostateczny upadek komunizmu. Okazuje się jednak, że zmieniają się tylko dekoracje, bo to, co w człowieku, rzadko ulega tak daleko idącej metamorfozie. Wolność musi być gdzieś w nas samych, możemy ją odnaleźć w chwilach, gdy siedzimy ze starymi kumplami przy piwie. Pod jednym wszakże warunkiem – że nie przeszliśmy nigdy na drugą stronę i pozostaliśmy wierni młodości. 18

  • Kobieta, która wiedziała za mało – czyli o świecie pisarzy

    Autor: Daniel Koziarski

    Gatunek: beletrystyka

    Wydawnictwo: Novae Res

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 374


    Im więcej książek człowiek czyta, tym bardziej docenia ich nieprzewidywalność. Nawet nie chodzi mi w tym przypadku o błyskotliwe zwroty akcji, które w przypadku niektórych pisarzy, takiego Harlana Cobena chociażby, stają się przewidywalne do bólu. Mam na myśli raczej utwory, które każą w trakcie lektury zweryfikować wstępne założenia, które odkrywają nieznane otchłanie pisarskiej wyobraźni. Taką książką jest właśnie Kobieta, która wiedziała za mało Daniela Koziarskiego.

    Zaczyna się rzecz cała jak zwykła powieść obyczajowa z główną bohaterką Marzeną Wierzbą – pisarką specjalizującą się w tzw. prozie kobiecej. Bardzo szybko orientujemy się jednak, że nie mamy do czynienia z typową książką, jakich wiele. Daniel Koziarski przedstawia bowiem swoją bohaterkę jako pretensjonalną prostaczkę, której wydaje się tylko, że umie pisać. Najlepiej widać to we fragmentach, gdy Wierzba puszcza wodze swoich erotycznych fantazji właściwie za każdym razem, gdy spotyka jakiegoś atrakcyjnego mężczyznę. Owe opisy, bardzo dosadne w swym wyuzdaniu, są jednocześnie prawdziwą perłą satyry. Tak, zapewne takie passusy można znaleźć w wielu książkach, bo autorki postanowiły wykorzystać popularność 50 twarzy Greya i stworzyć podobnie głębokie psychologicznie fabuły…

    Kiedy już czytelnik pewnie siedzi w fotelu zaśmiewając się z karykaturalnie przerysowanego światka pisarzy, następuje jeszcze jedna zmiana. Jej charakteru nie zdradzę, ale powiem tylko, że burzy ona dość jednoznaczny przekaz. W tym burzeniu właśnie widzę wielką siłę powieści Daniela Koziarskiego – wszak już Pablo Picasso  powiedział, że „sztuka tworzenia jest sztuką niszczenia”.

    Książkę polecam jeżeli ktoś nie jest jeszcze przekonany, proponuję zapoznać się z wywiadem, jaki przeprowadziłem z autorem. Ten wywiad pojawi się już za 2-3 dni na Art of Reading. Zapraszam awansem!