Art of Reading

Szaleństwo czytania, czyli nowy King

znalezione

stars10

Autor: Stephen King

Tytuł oryginału: Finders Keepers

Tłumaczenie: Rafał Lisowski

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 480


Dziwnie się pisze te recenzje książek Stephena Kinga. Kiedy czytałem Pana Mercedesa, byłem dość krytycznie nastawiony, czemu zresztą dałem wyraz TU. Znalezione nie kradzione są kontynuacją tamtej opowieści i – mimo że nie mamy do czynienia z jakimś dramatycznym skokiem jakościowym – zmuszony jestem dać notę znacznie wyższą. Dlatego też niniejsza recenzja będzie przede wszystkim usprawiedliwianiem własnego braku konsekwencji.

Opowieść zaczyna się w latach 70. XX wieku od morderstwa popełnionego na znanym pisarzu Johnie Rothsteinie, twórcy słynnej postaci Jimmy’ego Golda, który jednak od kilku dekad nie wydał żadnej książki. John Rothstein przypomina nieco J.D. Salingera, chociaż pewne podobieństwo do Johna Updike’a również da się wychwycić. Jego morderca – Morris Bellamy – to psychopatyczny czytelnik, który nie może wybaczyć pisarzowi, że jego ulubiony bohater literacki, czyli Jimmy Gold, sprzedał się konsumeryzmowi. Morris kradnie zamordowanemu znaczną ilość gotówki oraz kilkadziesiąt zapisanych notesów, w których znajdują się nieopublikowane powieści o Jimmym Goldzie. Nie zdąży ich jednak przeczytać – zostaje zamknięty na 35 lat do więzienia za zupełnie inne przestępstwo. Kilka dekad później chłopiec o nazwisku Pete Sauberg znajduje ukryty łup Bellamy’ego. Pieniędzmi wspiera w sposób cykliczny, aczkolwiek anonimowy własną rodzinę podnoszącą się z tarapatów finansowych. A po kilku latach Morris wychodzi na wolność…

Stephen King jest człowiekiem dotkniętym całym zestawem różnorakich fobii, o czym sam chętnie wspomina. Z jego twórczości i biografii wysnuć można jednak wniosek, że jednym z demonów nękających króla horroru są… czytelnicy. Dowodzi tego wcześniejsza powieść – Misery, pośrednio także reakcja Kinga na strzelaninę w jednej z amerykańskich szkół (pisarz postanowi wstrzymać wszystkie wydania jednej z wczesnych książek pod tytułem Rage, która być może natchnęła jednego z zamachowców). W najnowszej powieści czytanie ukazane jest jako droga ku szaleństwu. Widać to po zachowaniu postaci Bellamy’ego, ale również Pete Sauberg zdaje się częściowo ulegać złemu wpływowi. Bo „człowiek powinien płacić za swoje obsesje”… Zresztą to nic nowego. O niebezpieczeństwie przedkładania fikcji literackiej nad rzeczywistość pisze się od wieków. Pierwszy z brzegu przykład to Pani Bovary Flauberta.

W powieści występują oczywiście także bohaterowie Pana Mercedesa. Ciekawym łącznikiem z pierwszą częścią jest Brady Hatsfield, czyli czarny charakter jedynki, który przez cały czas znajduje się w katatonii (ale czy na pewno?). Furtka do trzeciej części wieńczącej trylogię została otwarta bardzo szeroko.

Podobały mi się w tej książce także gry z czytelnikiem. Znajdziemy tu odniesienia do wspomnianej wcześniej Misery, ale również do Skazanych na Shawshank czy Carrie. Ale to tylko kilka przykładów…

Generalnie – jest lepiej niż w Panie Mercedesie. Mój apetyt na dokończenie opowieści o Billu Hodgesie został mocno rozbudzony.

 

 

 

Print Friendly, PDF & Email

One Response

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.