Art of Reading

Rok 1863, czyli żyjąc w historii

1863

stars8

Tytuł: Rok 1863. Opowieść o miłości, wojnie i gotowaniu

Autor: Aleksandra Katarzyna Maludy

Wydawca: Novae Res

Data wydania: 2015

Liczba stron: 264


Przyznam, że pisanie powieści z czasów Powstania Styczniowego wydało mi się pomysłem cokolwiek karkołomnym. Poza tym zestawienie rzeczowników w podtytule wprawiło mnie w pewną konsternację. Trzecim dzwonkiem alarmowym zabrzmiała w mojej głowie nazwa wydawnictwa specjalizującego się w segmencie vanity publishing. Na dodatek (błyskająca lampka!) to debiut… A jednak, mimo wszystko, postanowiłem dać szansę Aleksandrze Katarzynie Maludy. Była to bez wątpienia bardzo dobra czytelnicza decyzja.

Miłość, wojna i gotowanie – ten tryptyk rzeczywiście dobrze opisuje treść książki, ale żadna z jego części nie przytłacza, każda została idealnie odmierzona. Akcja rozpoczyna się w majątku w Drozdowie, w którym poznajemy Anielkę – dziewczynę głęboko wierzącą w odzyskanie przez Polskę niepodległości. Jej starszy brat uczestniczy w przygotowaniach do powstania, a ona zakochuje się w jednym z jego przyjaciół. Wszystko toczy się ku Nieuniknionemu, ku śmierci, zsyłkom, tragedii – ale także paradoksalnie obok. Bo przecież życie ma też swoje prawa, nie sposób żyć tylko historią, zwłaszcza gdy nad kuchnią w Drozdowie czuwa niezastąpiona Józefowa… Bardzo spodobał mi się zamysł autorki, by w przypisach umieścić przepisy na najprzeróżniejsze dania XIX-wiecznej kuchni. To z jednej strony buduje autentyzm opowiadanej historii, a z drugiej umieszcza ją właśnie w kontekście historycznym.

Tym jednak, co mnie najbardziej urzekło, okazał się język autorki. Pamiętacie Marię Dąbrowską, Elizę Orzeszkową albo Stefana Żeromskiego? Tak, to świat lektur szkolnych, dziś różnie ocenianych, lekko trącących myszką, ale przecież od lat kształtujących językową wrażliwość. Aleksandra Katarzyna Maludy napisała książkę, która mogłaby swobodnie powstać właśnie w czasie Belle Époque. Wspominałem o autentyzmie, prawda? Właśnie tak ludzie mogli wtedy myśleć, w ten sposób się wyrażać, takie postawy zapewne wówczas dominowały. Dzięki językowi autorki wsiadamy do literackiego wehikułu czasu i niemal dosłownie przenosimy się na północne Mazowsze w lata 60. XIX wieku. Kunsztowna rzecz.

Zachowując zaś zdrowy dystans – mamy do czynienia z dobrym, literackim rzemiosłem. Żywię nadzieję, że autorka nie poprzestanie na swoim debiucie.

 

 

 

One Response

Dodaj komentarz