Art of Reading

Racjonalizm i serce, czyli W imię dziecka

W imię dziecka

stars10plus

Tytuł oryginału: The Children Act

Tłumaczenie: Anna Jęczmyk

Gatunek: beletrystyka

Wydawca: Albatros

Data wydania: 2015

Liczba stron: 254


Jest kilku autorów, przy których trudno mi bardzo zachować obiektywizm. Tak dzieje się w przypadku Stephena Kinga, tak jest również zawsze wtedy, gdy czytam nową książkę Iana McEwana. Postępuję irracjonalnie, tym bardziej że obu panom zdarzają się potknięcia (w przypadku króla horroru jest ich zapewne więcej), lecz nawet wtedy, gdy są w słabszej formie, to tylko takiej słabości pozazdrościć. Wystarczy powiedzieć, że McEwan za chyba najsłabszą książkę w swoim dorobku, czyli Amsterdam, otrzymał nagrodę Bookera…

Jego najnowsze dzieło, czyli W imię dziecka też nie jest jego szczytowym osiągnięciem, a jednak coś w tej książce porusza z ogromną siłą. Może chodzi o zderzenie racjonalizmu z emocjami, może o naprawdę ciekawie rozpisaną opowieść o małżeńskim konflikcie? Mamy zatem główną bohaterkę – Fionę, która zasiada w ławach brytyjskiego sądu rodzinnego. Wiele dylematów musi rozwikłać w swojej pracy, zawsze przykładając sztywne ramy racjonalnego prawa do ludzkich dramatów. Zazwyczaj takie podejście idealnie się sprawdza, bo gdy w grę wchodzi konflikt wartości, Fiona zwykle stawia na racjonalizm. Podobnie toczy się również opisywana na bieżąco sprawa nastolatka, którego rodzice – Świadkowie Jehowy – nie zgadzają się na transfuzję krwi. Stroną w sporze jest szpital, który chce ocalić dziecko wbrew religijnym dogmatom jego opiekunów.

Jak zachowa się Fiona? Dość łatwo na to wpaść, ale gdy decyzja zapada, mamy jeszcze przed sobą jedną trzecią książki. Bo oto wszystko się bardzo komplikuje. I w tym momencie pojawia się wielość interpretacji. Bo czy chodzi o to, że samo racjonalne prawo bez udziału uczuć jest jednak na dłuższą metę omylne? A może wręcz przeciwnie – nadmierne zaangażowanie tam, gdzie wystarcza „mędrca szkiełko i oko” jest właśnie poważnym błędem? Wydaje mi się, że McEwan ostrzega przed obiema skrajnościami, które stanowią nadmierne uproszczenie. Bo tu nie ma i nie może być jasności – miłość i prawo rządzą się zgoła odmiennymi prawami, a każde z nich na swój sposób wiedzie nas na manowce.

Styl McEwana jest nienaganny, nie umiem się przyczepić do niczego. Może trochę żal, że powieść jest taka krótka, ale skoro autor powiedział w niej tak wiele, to może nie powinienem wymagać jeszcze większej liczby słów.

One Response

Dodaj komentarz