Art of Reading

Pozostawieni – o książce, nie o serialu

Pozostawieni Tom Perrotta

stars8

Tytuł oryginalny: The Leftovers

Tłumaczenie: Anna Gralak

Wydawca: ZNAK

Data wydania: 2014

Strony: 380


Powyższy tytuł pełni funkcję przypominajki dla autora tej recenzji. Książka Pozostawieni ma w sobie tyle telewizyjnego szlifu, że z powodzeniem mogłaby stanowić skrypt serialowy. Muszę więc się co chwila upominać, że mam pisać o literaturze, a nie o filmie. Żeby było zabawniej (funny mode on!) jeszcze tego serialu nie widziałem…

Ale to na szczęście o książkę tu chodzi – i to książkę zaskakująco dobrą. Tom Perrotta zdecydowanie stanął na wysokości zadania.

Wyobraźmy sobie, że nagle znika bez śladu 2 proc. ludzkości. Nie będzie wojny, klęski żywiołowej, wypadku… Ludzie przepadną, wyparują bez żadnego powodu, w całkowicie niewyjaśnionych okolicznościach. Giną ludzie znani i nieznani, wierzący i ateiści, porządni i kryminaliści – bez żadnych przesłanek, dlaczego zniknęli właśnie ci, a nie inni. Fundamentaliści twierdzą oczywiście, że to Bóg powołał najlepszych do Nieba, ale dlaczego w takim razie wśród zaginionych było tylu niewierzących? Powieść rozpoczyna się trzy lata po tej spektakularnej, a jednocześnie dość kameralnej (bez wybuchów i efektów specjalnych) katastrofie. Oglądamy świat przez pryzmat przedmieść Nowego Jorku, a konkretnie Mapleton. Ten świat wciąż próbuje się odnaleźć w swej żałobie. Nowy burmistrz, Kevin Garvey próbuje tchnąć w mieszkańców ducha walki i nową nadzieję, choć również jego własna rodzina rozpadła się w wyniku tragicznych zdarzeń. Jego żona złożyła śluby milczenia i dołączyła do sekty religijnych fanatyków, syn rzucił studia i podążył za samozwańczym prorokiem, a córka w niczym już nie przypomina dawnej pilnej uczennicy.

W powieści na szczęście zabrakło drobiazgowego roztrząsania przyczyn tragedii. Nie ma też prób wyjaśniania jej przyczyn. Nie można jednak stwierdzić z całą stanowczością, że owo rozwiązanie zostanie nam z detalami przedstawione w ostatnim odcinku ostatniej serii serialu. Ale Tom Perrotta – przynajmniej w książce – bardziej woli analizować, w jaki sposób ci, którzy pozostali, poradzą sobie z traumą opuszczenia. To powieść o stracie, o przerażeniu i być może również (jak sugerują niektórzy recenzenci) o skutkach zamachów z 11 września.

Intrygujące jest to, ile różnych modeli zachowań przedstawia nam pisarz. Są ofiary depresji, są gniewni apologeci pomsty i zwolennicy ukarania winnych (bo, jak uważa pewien poseł na M. zawsze się tacy znajdą), są uciekinierzy z domu… Wiele osób trafia do sekt i daje wiarę różnych domorosłym prorokom. Jeszcze bardziej intrygujące jest to, że pisarz nie operuje czernią i bielą, nie szuka prostych schematów – każdy z bohaterów ma swoje racje i do samego końca pozostaje wiarygodny. Dotyczy to nawet osób moralnie skrzywionych – Tom Perrotta broni poniekąd również ich przekonań.

Wielka amerykańska powieść? Coś w tym jest bez wątpienia. Tylko słowa Stephena Kinga, które mnie zresztą mocno do tej książki zachęciły („Ta książka to, mówiąc najprościej, najlepszy odcinek »Strefy mroku«, którego nigdy nie obejrzałeś”) okazały się jednym, wielkim… blurbem.

 

Dodaj komentarz