Art of Reading

Powracająca magia, czyli Ucząc psa czytać

uczac psa czytac

stars10plus

Tytuł oryginalny: Teaching the Dog to Read

Tłumaczenie: Jacek Wietecki

Wydawca: Rebis

Data wydania: 2015

Liczba stron: 98


Nawiązując do sławnego zdania Stephena Kinga, najnowsza pozycja Jonathana Carrolla jest najwyżej jak kilka całusów skradzionych  nieznajomej w ciemności. Nie mam na myśli jednak, że tych niecałych sto stron nie pozwala zbyt głęboko zanurzyć się w świecie przedstawionym. Można nawet powiedzieć, że pisarz nie uległ pokusie, by swoją opowieść wydłużać w nieskończoność. Zresztą sam wydałem do tej pory tylko zbiory opowiadań, więc będę ostatnim, który by ciskał jakieś kamienie.

Nie jestem rozczarowany, wręcz przeciwnie. W Ucząc psa czytać mamy do czynienia ze starym, dobrym Carrollem z czasów Muzeum psów i Kości księżyca. Magia znów działa – i nie są to, że posłużę się cytatem z tamtych czasów – urocze błyski pochodzące z ukrytych lusterek. Tym razem naprawdę tryskają iskry.

W swojej głębszej warstwie mamy tu do czynienia z baśnią o męskim odpowiedniku Kopciuszka, któremu nagle zaczynają spełniać się najskrytsze marzenia. Dlaczego tak się dzieje? Nie sposób nie zepsuć tak krótkiej powieści najbardziej nawet zawoalowanym opisem, lepiej chyba zamilknąć. Powiem tylko, że Jonathan Carroll stworzył kolejną opowieść o miłości, ale także i o sile sztuki, czy też zwykłych przedmiotów przemieniających się w niezwykłe symbole (ci, którzy przeczytali, wiedzą, co mam na myśli). Te tematy powracają zresztą w jego twórczości nie po raz pierwszy.

Jest takie powiedzenie o tym, że starego psa nie nauczysz nowych sztuczek. Przytaczam je celowo – nawiązując do tytułu, ale i do samej twórczości Carrolla. Być może Ucząc psa czytać nie zaskoczy niczym miłośników prozy mieszkającego w Wiedniu Amerykanina, ale czemu ma to robić, skoro autor udowadnia, że wciąż jeszcze pamięta, jak posługiwać się magią słów? Niepokoiły mnie w kilku jego poprzednich książkach wątki paranaukowe – jakby JC chciał za wszelką cenę uwiarygodnić swoje światy, nadać im naukowej treści, opisać nieopisane. Tym razem proporcje są wyważone wręcz idealnie. A i fani bullterierów też znajdą swoich ulubieńców na kartach książki.

Ten plus przy ocenie tylko wzmacnia moją rekomendację.

One Response

Dodaj komentarz