Art of Reading

Opowiadania bez znieczulenia

bezwww

stars9

Tytuł: Bez znieczulenia

Gatunek: Horror

Wydawnictwo: Gmork

Data wydania: 2016

Liczba stron: 212


Trzydzieści kilka spojrzeń na naszą rzeczywistość oczyma dość specyficznie nań patrzącymi – tak można w największym skrócie opisać Bez znieczulenia Juliusza Wojciechowicza. To tak subiektywna perspektywa, że pisarstwa autora z Lublina nie sposób pomylić z jakimś innym. Jednocześnie – co może być uznane za swoisty paradoks – opowiadania zebrane w tomie pozostają stylistycznie bardzo różnorodne. Jak to się mogło udać?

Właściwie wszystkie teksty zawarte w Bez znieczulenia mają jeden wspólny mianownik – są dość krótkie. W tym przypadku to… błogosławieństwo. Nie dlatego, że nie chciałbym czytać dłuższych tekstów tego pisarza. Są one jednak tak mocno skondensowane, tak wiele zawierają emocji i bólu, że w większej dawce mogłyby się okazać zabójcze. Naprawdę, lepiej nie ryzykować. O dziwo, jest w nich jednocześnie sporo humoru i ciepła. Tak, kolejny paradoks, ale chyba tylko Juliusz Wojciechowicz potrafi dokonać takiego egzotycznego czaru…

Te opowiadania trzeba chociaż częściowo zinternalizować, poczuć w sobie samym pokłady tej dziwnej groteski. Przykład? Wyobraźmy sobie rzeczywistość, w której to jedzenie stanowi czynność wstydliwą, a wydalanie – okazję do towarzyskiego spotkania. Jeżeli nie poczujemy tego klimatu, możemy odrzucić całą resztę. Proza Wojciechowicza przypomina momentami twórczość niejakiego Rolanda Topora – a w każdym razie jest równie specyficzna.

Mocnymi stronami książki są również wstęp Mark Zychly i autorskie posłowie, w którym Juliusz Wojciechowicz, podobnie jak Stephen King w swoich zbiorach opowiadań, przybliża okoliczności powstania każdego utworu z książki. Lubię to u mistrza Stefana, podobnie było w przypadku lektury Wojciechowicza. Tak trzymać!

One Response

Dodaj komentarz