Art of Reading

Oceniając siebie, czyli Wakacje

wakacje

stars9

Tytuł oryginału: Holiday

Tłumaczenie: Bartosz Lewandowski

Gatunek: beletrystyka

Wydawca: Wiatr od Morza

Data wydania: 28 września 2015

Liczba stron: 282


Istnieje legenda miejska, jakoby Stanley Middleton napisał swoją książkę Wakacje na przekór pewnemu dziennikarzowi, który w artykule stwierdził, że dobra powieść nie może zawierać retrospekcji. Pomijając już wszelkie podobne teorie, jak na przykład taką, że aby książka była genialna, musi trzykrotnie zawrzeć w sobie imiesłów przysłówkowy uprzedni, pomijając wszelkie kategoryczne sądy na temat tego, czym w ogóle jest „dobra powieść” – retrospekcje się Middletonowi nadzwyczaj dobrze udały. Doceniła to nawet dostojna kapituła Nagrody Bookera w 1974 roku…

Zdecydowana większość akcji powieści toczy się w umyśle niejakiego Edwina Fishera – akademickiego wykładowcy po trzydziestce, który przez tydzień przebywa w nadmorskim kurorcie po tym, jak jego małżeństwo się rozpadło. Wszystko w dużej mierze dlatego, że  żona Meg nie otrząsnęła się po rodzinnej tragedii wielokrotnie wpadając w morderczą furię, a on postanawia ją porzucić. Tymczasem jednak wpada w nadmorskim miasteczku na teściów, którzy zamierzają ratować związek ich jedynej córki.

Historię związku Edwina i Meg poznajemy właśnie w retrospekcjach. Siłą tej prozy jest jej zwyczajność, bo właśnie w zwyczajnych gestach, w niewiele znaczących rozmowach na plaży, kryją się diabły. Całość napisana jest niebywale kunsztownie i elegancko – prawdę o Edwinie odkrywamy stopniowo, w miarę kolejnych wspomnień przebijających płaską powierzchnię rzeczywistości. W trakcie lektury nie umiem umknąć nigdy przed skojarzeniami, a tym razem pisarką narzucającą się była Virginia Woolf. To ona mogłaby napisać Wakacje, gdyby żyła w latach 70. XX wieku. Krytycy porównują prozę Middletona także do Czechowa i George Elliot.

Tak już dziś nikt nie pisze – nawet w momencie powstawania Wakacje były na swój sposób anachroniczne. Zastanawiam się nawet, czy nie zanikła umiejętność czytania takich książek. Wszak pozycja Middletona to klasyczny wręcz przykład „książki z dłużyznami”. Ale nie jest tak, że nic się w niej nie dzieje – to tylko narracja prowadzona jest w taki, a nie w inny sposób. Dla mnie – coś pięknego, ale nie wszyscy to z pewnością docenią.

 

One Response

Dodaj komentarz